24. Deutsch Eylau – Hoheneck

Co ten Maron znowu Szprecha? Odwaliło dla chłopa od tego słońca i się przerzucił na język wroga? Czy z braku niemożności znalezienia zatrudnienia dla ludzi ze swoim wykształceniem porzucił ojczyznę i podjął dobrze płatną i prosperującą pracę u naszych zachodnich sąsiadów na zmywaku/jako opiekun i podcieracz starszych Pań?

Nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem coś zmienić żeby nie było tak nudno jak zawsze. Że niby jestem taki fajny „Ą” „Ę”, poliglota i te sprawy. Nie ma to jak połechtanie własnego ego 😀

No to wszystko jasne. Tylko czym są tytułowe „Deutch Eylau” oraz „Hoheneck”? Jak się pewnie domyślacie, są to niemieckie nazwy miejscowości. Pozostaje pytanie o jakie wsie/miasta chodzi? Pierwsza nazwa jest w sumie nawet podobna do polskiej. Mianowicie „Eylau” to po prostu Iława. A człon „Deutsch” jak zapewne wiecie, odnosi się do Niemców. Czyli w wolnym tłumaczeniu „Niemiecka Iława”. W odróżnieniu od innej stacji Preußisch Eylau, to jest obecnego Bagrationowska, czy jak kto woli Iławy Pruskiej w Obwodzie Kaliningradzkim (ale niedaleko granicy z Polską). Także mamy Iławę Pruską i Iławę…. Niemiecką. Ot, taka ciekawostka.

A czym jest „Hoheneck”? W dosłownym tłumaczeniu „Hoch” to wysoki, a „Neck” to szyja (w sumie szyja po angielsku, ale co tam, nieistotne). Znaczy po prostu wysoka szyja. Nie wiem skąd wzięła się taka nazwa, ale przypuszczam, że chodzi o okoliczne wzgórza morenowe.

No dobra, tylko niemiecka nazwa nie ma akurat w tym przypadku nic wspólnego z polską. Bo obecnie owa wieś nazywa się… Jajeczno? Jajcendorf? Jajkowo? No ta wioska, co jak się jedzie piętnastką na Nowe Miasto to za Tamą Brodzką, tam gdzie się skręca na Świecie Nad Drwęcą (https://maronwedruje.com/2025/10/12/19-meandrujacy-pajak-kantylsko-swiecki-a-w-dalszej-czesci-zbiczenska-petla-z-mykologia-w-tle/) oraz na Pokrzydowo (z tej samej wycieczki). Skąd taka „Wielkanocna” nazwa? Nie mam pojęcia. Może ktoś mnie oświeci. W każdym razie brzmi to dosyć śmiesznie, ale nie ma co robić sobie z tego jaj. No bo życie nie składa się z samych jaj. Nie no, przecież bez jaj. W każdym bądź razie bynajmniej człowiek nazywający tę wioskę musiał mieć niezłe jaja. Dobra, to już ostatni żarcik o tych owalnokształtnych wytworach pochodzących z kurzych odwłoków. Z resztą, we wsi znajduje się przystanek autobusowy, dwa sklepy spożywczo-przemysłowe, szkoła, tartak i tak dalej. Także kto nigdy nie miał przyjemności/możliwości korzystania z któregokolwiek z tych lokalnych punktów usługowych, niech pierwszy rzuci jajkiem… znaczy się kamieniem, przepraszam. Na serio kończę te bezjajeczne żarty, bo ktoś mi zaraz klejnoty rodzinne podwiążę. Czy tam jajka, hihihi.

Fajnie, pięknie, porobiliśmy sobie jaja, tylko co ma wspólnego Iława i Jajkowo? Powiecie pewnie, że kiedyś szedłem śladem dawnej linii kolejowej 251. I macie rację, mniej więcej dwa lata temu w czerwcu przechodziłem całą tę linię od Tamy Brodzkiej aż do końca. I w tym momencie jakiś malkontent, czy inny prymitywny ignorant stwierdzi: „No co za kretyn, znowu przechodzi tę samą trasę, tylko teraz w drugą stronę”. Nic bardziej mylnego. Jeśli myślicie, że jestem aż tak głupi, to się mylicie. Jestem ciut głupszy.

Więc bez zbędnego bajdurzenia jedziemy pociągiem do Iławy. Jak zapewne pamiętacie, przesiadkę mamy w Jabłonowie (przeważnie wysiadamy tam na drugim peronie i idziemy na pierwszy). Chyba że jedziecie w tygodniu w roku szkolnym, to warto pojechać tak zwanym „pierwszym dziennym” i wtedy idziemy w Jabłecznie na trzeci peron. Wysiadamy na głównej stacji (bo jak wiecie, niedaleko znajduje się również przystanek Iława Miasto. Niestety z Jabłonowa tam nie dojedziemy bezpośrednio, bo leży on na linii nr 9 w kierunku Gdańska). W przeciwieństwie do poprzednich moich wycieczek, z dworca nie udajemy się ani w lewo (https://maronwedruje.com/2023/07/17/szlak-zolty-czesc-1-ilawa-ostrowite-kolo-jablonowa/), ani lekko w prawo pod kątem czterdziestu pięciu stopni (https://maronwedruje.com/2024/05/19/szlak-zolty-czesc-1-ilawa-lubajny/, https://maronwedruje.com/2025/05/10/szlak-niebieski-zielony-z-ilawy-nad-jeziorakiem-i-innymi-jeziorami-do-susza/) tylko ostro w prawo wzdłuż torów koło poczty lekko pod górkę ulicą…. Dworcową (cóż za zbieg okoliczności, że koło dworca kolejowego znajduje się ulica o tej nazwie :o). Docieramy do skrzyżowania z Lubawską, gdzie skręcamy w prawo na wiadukt nad torowiskiem. Akurat gdy tu przechodziłem, owa budowla była w remoncie i obecnie jest zamknięta dla ruchu kołowego. Na szczęście władze miasta zorganizowały „pieszą komunikację zastępczą” w postaci tymczasowej kładki. Za ową drewnianą konstrukcją przez kilka kilometrów droga jest prosta. Dosłownie i w przenośni. Ulicą Lubawską (która jak sama nazwa wskazuje prowadzi w kierunku Lubawy) wędrujemy około 4 kilometrów. Po drodze mijamy między innymi dwa ronda oraz stację paliw Orlen, zaraz za którą mijamy granicę miasta, a droga z dwupasmówki zmienia się w jedno. Tam też kończy się chodnik, ale na szczęście po drugiej stronie prowadzi elegancka ścieżka rowerowa. Od wyżej wymienionej stacji maszerujemy dwa kilometry do przystanku autobusowego we wsi Dziarny. Za nim niestety nasza trasa dla jednośladów się kończy, więc kolejne kilkaset metrów jesteśmy zmuszeni pokonać naszym ulubienym poboczem.

Po czterystu metrach przecinamy drogę na tak zwaną skuśkę, albo szagę (czyli mówiąc wprost nielegalnie, przechodzimy na drugą stronę), gdyż w tym miejscu skręcamy do lasu szutrową ścieżką. Następnie na trzecim skrzyżowaniu skręcamy w lewo w biegnący na południe dukt, którym do mniej więcej po dwóch i pół kilometra docieramy do pierwszego przystanku kolejowego na linii kolejowej nr 9 od Iławy w kierunku Działdowa. Mianowicie są to Smolniki. Kiedyś nazwie towarzyszył dopisek „Iławskie” jednak od czasu remontu na Euro 2012 zrezygnowano z tego członu i zostały same Smolniki.

Ogólnie w tym miejscu moje plany wycieczkowe uległy drobnej korekcie. Odległość wyszła w sumie podobna, ale musiałem trochę zweryfikować swoją trasę na rzecz takiej bardziej „przystępnej”. W takim sensie żeby więcej wędrować oznaczonymi szlakami. Bynajmniej nie ze względu na potencjalne zagrożenie zgubieniem, nic z tych rzeczy. Nie ze mną te numery. Bo ja nawet jak pójdę nie tam gdzie trzeba, to przeważnie zaraz się odnajdę i wrócę na swoją trasę. Bardziej się obawiałem że skoro mój powerbank ma tylko czterdzieści procent baterii, to może mi nie starczyć na podładowanie telefonu. Bo ów telefon na bezdrożach i „bezszlakach” byłby często wyciągany i chowany w celu sprawdzenia dalszej trasy. Chciałem ogólnie dotrzeć przez między innymi Tylice, Gwiździny i Boleszyn do Piaseczna (nie tego pod Warszawą, tylko tego pola namiotowego nad jeziorkiem, które to jeziorko znane jest w okolicy z bardzo czystej wody). No ale wyszło, jak wyszło.

Dlatego już przy torach ale jeszcze przed przystankiem w Smolnikach nielegalnie pokonałem tory (mógłbym oczywiście zrobić to legalnie przy stacji, ale nadłożyłbym pewnie z pięćset metrów) i znowu znalazłem się na drodze prowadzącej na południe. Dostrzegłem na mapie, że w tym kierunku za jakieś dwa kilometry prowadzi znana nam wszystkim muszelka. Nie muszę chyba mówić, że troszkę zabłądziłem, bo droga w terenie poprowadziła mnie prosto, a owej drogi w aplikacji nie było. Ale po chwili się odnalazłem i dotarłem do Camino. A nim, po wyjściu z lasu dotarłem do Radomna. Czyli do mojej trasy sprzed czterech lat. Jest już ona wymieniona wyżej, chodzi o wycieczkę żółtym szlakiem z Iławy do Ostrowitego. Cztery lata, to sporo czasu, więc pewnie nie pamiętacie, że wtedy szedłem „żółcią” skrótem przez pieszą kładkę przez most na jeziorze Radomno, a biegnącą dookoła akwenu „Muszelkę” zostawiłem sobie na później. I teraz właśnie przyszło te później. Znaczy nie dokładnie całe te obejście, tylko w sumie jego siedemdziesiąt procent.

W Radomnie dwa wyżej wymienione szlaki ponownie się krzyżują, ale tylko na chwilę. Żółć prowadzi dalej bardziej na zachód przez Gryźliny i Lekarty nad jezioro Skarlińskie, a „Muszelka” (do której w tym miejscu dołącza czerwień, a potem czerń) w kierunku południowym przez Chrośle, Nowy Dwór Bratiański i Nawrę (nie należy mylić owej Nawry z przystankiem kolejowym o tej samej nazwie na linii kolejowej nr 209 między Chełmżą, a Unisławiem Pomorskim) do Nowego Miasta Lubawskiego. Co mogę powiedzieć o odcinku Radomno – Nowe Miasto? Niestety praktycznie całość prowadzi asfaltem… Po drodze krzyżujemy się z dawnym śladem linii nr 251 (https://maronwedruje.com/2024/06/16/wokol-komina-12-sladem-dawnej-linii-kolejowej-nr-251-do-ilawy/) (i to wcale nie jest ostatnie takie dzisiejsze spotkanie). W Chroślu napotkałem roboty drogowe, czyli również dupa. Od Nowego Dworu droga była nawet przyjemna, biegnąc wśród licznych pagórków. Ostatnia część tuż przed Nowym Miastem prowadzi serpentynami w wąwozie. W sumie krajobraz w tym miejscu trochę przypomina górskie zejście. Do miasta wchodzimy ulicą Jeziorną, po drodze mijamy oryginalny pomnik sporych rozmiarów. Wyczytałem w czeluściach Internetu, że ów twór nosi nazwę „Pomnik Ściana Śmierci”. W sumie nazwa nawet troszkę adekwatna do treści.

Ulicą Jeziorną, która potem zmienia swoją nazwę na Żwirki i Wigury, docieramy do centrum miasta. A konkretnie do dawnej stacji kolejowej, gdzie jak pamiętamy stoi pamiątkowy semafor kształtowy.

Kolejne dziewięć kilometrów pokonujemy właściwie identycznie jak podczas wycieczki linią nr 251. Bo ciężko znaleźć inną dogodną trasę. Co prawda od Kurzętnika do Kaługi Camino biegnie równolegle do dawnego toru, ale jednak stwierdziłem, że jak mam do wyboru asfalt i ścieżkę rowerową śladem linii, to wybieram drugie rozwiązanie. Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Aczkolwiek jak zapewne wiecie (Ehh, ostatnio zbyt często używam tego stwierdzenia, ale cóż począć) zaraz za Kaługą kończy się województwo warmińsko-mazurskie, a zaczyna się nasze. Czyli tym samym, ścieżka rowerowa się kończy. Zatem w tym też miejscu postanowiłem „przesiąść się” na Muszelkę. Jednak nie docieramy nią do kolejnej stacji czyli Szramowa. Mniej więcej po tysiąc dwustu metrach skręcamy w prawo w drugą ścieżkę. Owym lekko piaszczystym duktem docieramy do Lipowca. Nie, nie jest to ten sam Lipowiec, który mijaliśmy zaraz za Kurzętnikiem. Jest to wieś o tej samej nazwie, które to dwie miejscowości dzieli zaledwie siedem kilometrów. Jestem ciekawe ile razy przez te zbieżność nazw dochodziło do nieporozumień i pomyłek. No ale w sumie to nie moja sprawa. Dobrze chociaż, że kody pocztowe są inne. 13-306 oraz 87-312.

Z Lipowca krętą stromą drogą przez Zastawie docieramy do Pokrzydowa. Byliśmy już tam w zeszłym roku, tylko wtedy pokonywaliśmy wieś ze wschodu na zachód, a dziś wręcz odwrotnie. W sensie nie, że z zachodu na wschód, ani Broń Boże „dóhcaz an udohcsw ez”tylko z północy na południe. Dalej kolejną trasą na południe, mijając przy okazji dawny cmentarz ewangelicki (czyli jak wiadomo, moją ulubieną atrakcję) docieramy do kresu naszej wycieczki, a więc do tytułowego Jajkowa.

Jednak zatrzymajmy się jeszcze przy nekropolii. W porównaniu z innymi tego typu obiektami, które zwykłem mijać na swojej trasie, jest on nieporównywalnie mniejszy niż inne. Sprawdziłem, że nawet nie jest on zaznaczony na mapach. Ale zastanawia mnie inna ciekawostka. Że praktycznie wszystkie napotkane przeze mnie groby miały rozmiary dziecięce 😮 Nie wiem z czego wynika ten fakt, może ktoś mnie oświeci?

Po minięciu zielonej tabliczki „Jajkowo” krzyżujemy się jeszcze ze szlakiem niebieskim z wycieczki bodajże sprzed trzech lat (https://maronwedruje.com/2023/12/03/wokol-komina-6-do-dlugiego-mostu-i-dawnej-zwirowni/). Następnie ostatni raz dzisiaj pokonujemy dawny tor linii nr 251 niedaleko miejscowego przystanku kolejowego. Stąd już tylko kilkaset metrów do skrzyżowania z drogą krajową nr 15, gdzie znajduje się przystanek autobusowy, z którego to docieramy do Brodnicy.

Cała trasa, wyszło dokładnie 44,45 kilometra. Czyli dziesięć metrów mniej i byłaby fajna liczba. No ale któż by to przewidział

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

4 myśli na temat “24. Deutsch Eylau – Hoheneck

  1. Helooooo Maruś, to ja czy mogę dołączyć na wędrówkę? Szczególnie urzekło mnie te sformułowanie o podcieraniu.
    Razem odkryjemy jeszcze nieznane nam tereny. Doświadczymy nowych przygód.

    Polubienie

Dodaj komentarz