16. Śladami dawnej wąskotorówki (linia nr…)

Ostatnio miałem do dyspozycji kilka godzin, co przy normalnych kilkunastu, ograniczyło mi pole manewru. Postanowiłem więc poszukać czegoś w pobliżu domu. W sensie jakiejś ciekawej trasy (mniej więcej 30 km) bez zbędnych przejazdów autobusem, czy pociągiem. Doszedłem przy tym do wniosku, że nie zawsze trzeba spędzać 16 godzin na skomplikowanych dojazdach, przejazdach, przesiadkach i czekaniach na nie; nie zawsze trzeba przejść 50 km, albo i lepiej żeby znaleźć ciekawostkę, która zainteresuje zarówno mnie, jak i przede wszystkim moich czytelników. Jak mówi pismo: „Małe jest piękne”. W innym miejscu zaś pismo mówi: „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany je-est!”.(Ten drugi cytat pochodzi z apokryfów).

No i znalazłem jedno historyczne zagadnienie, dodatkowo związane z moim hobby, czyli z koleją. Połączenie idealne. Mianowicie chodzi o linię kolejową nr…. No właśnie, tu jest trudna sprawa. Bowiem w żadnym rejestrze (przede wszystkim chodzi mi o Instrukcję Id-12, dawne D29, która stanowi wykaz wszystkich linii w naszym kraju) omawiana przeze mnie trasa nie posiada żadnego przypisanego numeru. Jedynym jej opisem jest stacja początkowa i końcowa. No dobra, ale nie będę Was trzymał dłużej w niepewności. Chodzi o linię wąskotorową z Brodnicy do Ostrowitego koło Rypina (nie mylić z innymi, bo jeszcze jest Ostowite koło Jabłonowa oraz koło Golubia). Zapytacie pewnie w którym miejscu w naszym mieście linia ta miała początek? Już spieszę z wyjaśnieniem. W okolicy dzisiejszego dworca PKP, dokładnie między ulicami Wiejską i Dworcową. Dziś znajduje się tam składnica węgla, ale można dalej przejść przez mostek za Szkołą Podstawową nr 3. Widać tam jeszcze ślady torowiska. Dalej linia przebiegała za szpitalem i mniej więcej śladem dzisiejszej obwodnicy, zarówno jednej jak i drugiej. Jednak mniej więcej za poligonem obwodnica odbija prosto na południe, a w prawo w kierunku Szabdy prowadzi ulica Targowa. Również tam wiodła nasza linia. A potem dalej, dalej przez pola i lasy, Łapinóż i Wąpielsk do Ostrowitego. Ale po kolei, zacznijmy wycieczkę od początku.

Doszedłem do wniosku, że sama wąskotorówka to będzie jednak troszkę za mało kilometrów i atrakcji. Dlatego z domu ruszyłem przez osiedle bloków, ulicę 18 Stycznia i Łokietka docierając do prywatnego przejścia przez tory linii kolejowej nr 33. Następnie wąską ścieżką wzdłuż torowiska docieramy do ulicy Tulipanowej, gdzie przechodzimy na drugą stronę wędrując na południowy wschód. Docieramy do Nowych Moczadeł. Później droga skręca w prawo w kierunku południowym i dochodzimy do Przydatek z zabytkowym pałacem otoczonym przez piękny ogród. Z Przydatek przez Moczadła i asfaltową trasę docieramy do drogi ze Szczuki do Gorczenicy. Przed nami znajduje się tablica z nazwą miejscowości Opalenica. My jednak skręcamy w prawo. Po raz kolejny przecinamy linię nr 33, po kolejnych kilkuset metrach drogę wojewódzką nr 560 i jesteśmy w centrum Gorczenicy.

Po lewej stronę mijamy restaurację, po prawej nieco zadrzewiony kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i za zakładem produkującym palety przy cmentarzu skręcamy w lewo w kierunku Gorczeniczki. Jednak tej wsi nie zaliczamy, droga do niej skręca w lewo, a my schodzimy w prawo stromą szutrową ścieżką. Po drodze mijamy sporo zrujnowanych domków. Na kolejnym skrzyżowaniu znowu skręcamy, tym razem w lewo. Idziemy jeszcze tą drogą mniej więcej kilometr, gdzie droga skręca w lewo, a my wchodzimy na bezdroża w prawo. Po chwili przed nami dostrzegamy wysoki na około 10 metrów zrujnowany most. Musimy podejść przez trawę około 200 metrów i jak się okazuje, jest to most naszej wąskotorówki na Rypienicy. Czyli po prostu dawna granica zaborów. Dziś most jest zrujnowany i zamknięty ze znakami zakazu wstępu, tym niemniej na upartego da radę po nim przejść. Ja jednak nie jestem na tyle hardcorem, zadowoliłem się chwilą odpoczynku na górze i podziwiałem widoczki.

Po przerwie przyszła pora na na najtrudniejszą część trasy. Mianowicie powrót bezdrożami do „cywilizacji” czyli do ścieżki. Ja trochę tu pokrążyłem robiąc serpentyny i wywijasy, ale ostatecznie udało mi się dotrzeć do Komina. A nie, czekaj, do Kominów. Czyli wycieczka Wokół Komina przez Kominy 😀 Przy okazji potwierdziła się stara prawda kolejowa. Nieważne czy linia została zaorana rok, czy 80 lat temu, starotorze zawsze pozostanie widoczne, nawet zarośnięte. Tak jak w tym przypadku. Charakterystyczny nasyp widać z daleka w lesie, o polu nie wspominając. A jak nie ma nasypu, to i tak widać. No i jest jeszcze jeden znak świadczący o dawnym przebiegu kolei. Chodzi tu oczywiście o stare fundamenty słupów telekomunikacji. W tym przypadku owe nie występują, ale nie da rady zgubić zarysu torowiska.

Przed właściwymi Kominami mijamy kapliczkę z krzyżem, potem domek wyglądający na schronisko dla bezdomnych, ewentualnie osiedle dla wyrzutków i marginesu (coś w stylu naszej Kałaski). Później na skrzyżowaniu prosto mamy ulicę Jastrzębią, która na terenie Brodnicy zamienia się w Długą, a my idziemy w lewo w jedyną chyba w okolicy drogę bez nazwy. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z „Osiedlem Ptasim”, bo oprócz Jastrzębiej są tu również: Sokola, Skowronkowa, Jaskółcza, Pliszki, Orla, Słowikowa i kilka innych. Brakuje tylko Ziębowej 😀

Wędrujemy nienazwaną ulicą na zachód, mijamy ochotniczą straż pożarną i docieramy do przedłużenia ulicy Ustronie. Wcześniej jednak po prawej stronie znajduje się jezioro na Wapnach. Jednak należy ono do poligonu wojskowego, więc nie wchodziłem głębiej. Skręcamy w Ustronie i znowu wędrujemy chwilkę wzdłuż starotorza. Na wysokości skrzyżowania ze Słowikową po raz drugi dzisiaj zaczynamy wędrówkę przez bezdroża, czy mówiąc potocznie wertepy, manowce albo zadupie. Skręcamy w lewo, potem w prawo i docieramy do pozornie zwykłego kamyczka, No dobra, niech będzie że głazu narzutowego, abo eratyka. Znamy już te słowo z wycieczki na Dylewską Górę (https://maronwedruje.com/2025/04/27/szlak-czarny-czerwony-niebieski-z-nowego-miasta-lubawskiego-przez-wzgorza-dylewskie-i-sladami-przedwojennej-linii-kolejowej-do-samborowa/). Oczywiście ten tutaj jest znacznie mniejszy od tamtych, gdyby był większy, to bym już dawno tam dotarł i go Wam opisał 😀

Jak już jednak wspomniałem, tylko z pozoru jest on zwykły. O jego szczególnych walorach historycznych (a może turystycznych) świadczy umieszczona przed nim na ziemi tabliczka „pomnik przyrody” wraz z podanymi wymiarami. A z drugiej strony jest to, co nas najbardziej interesuje. Mianowice chodzi o napis „1740 Ztąd prosto do Drwęcy” (pisownia oryginalna) plus kilka dodatkowych znaków po spodem, nie wiadomo czy to jakieś symbole przyrodnicze czy hieroglify, czy inna gwara. Nie wiadomo też co oznacza ta liczba. Najbardziej oczywista z teorii mówi, że to po prostu odległość do rzeki. Jednak postanowiłem sprawdzić tę wersję i na stronie Google Earth zmierzyłem tę prostą. Wychodzi 166 metrów, to raczej nie pasuje. Chyba że chodzi o inną jednostkę miary, wtedy musiało być to coś mniej więcej dziesięciocentymetrowe. Przeszukując dalej czeluści bezkresnego Internetu natrafiłem na stronę ze staropolskimi miarami odległości, jednak żadna nie pasuje do tej wartości. Na dowód moich pomiarów załączam screena 😀

Kolejna teoria głosi, że jest chodzi o rok 1740. Może ktoś wtedy szedł prosto do Drwęcy i się utopił? Jakieś rytualne samobójstwo, albo chrzest zbiorowy? Nie wiadomo. Może macie na ten temat jakieś swoje przemyślenia?

No ale wracamy do rzeczywistości, to znaczy do Ustronia. Wędrujemy dalej w stronę miasta, aż do obwodnicy. Po drodze mijamy wysypisko, oczyszczalnię ścieków oraz schronisko dla zwierząt. Na skrzyżowaniu skręcamy w lewo i prze most na Drwęcy docieramy do wspomnianego już we wstępie skrzyżowania z ulicą Targową. Tam natrafiamy na żółty szlak, któremu jak to często bywa towarzyszy „muszelka”. Więc my również do nich dołączamy. Maszerujemy teraz na południe, po około 500 metrach docieramy do miejsca, gdzie kiedyś znajdowała się stacja wąskotorówki Szabda. Dziś domek ten ma adres Targowa 3. Trochę rzeczywiście przypomina znane nam budynki kolejowe, ale tylko kształtem, bo powinien być zbudowany z czerwonej cegły, a ten jest otynkowany. Idziemy jeszcze chwilę Targową, jednak po kolejnych kilkuset metrach dostrzegamy, że ślady nasypu skręcają ostro w lewo. Zatem my również to czynimy. Zaczynamy już trzecią dziś wędrówkę przez zarośla. Początkowo wśród wyższych traw, jednak pod koniec zaczynają się gęste krzaki i drzewa. Po obu stronach widzimy rzekę, to oczywiście znowu nasza kochana Drwęca. Czyli znajdujemy się na półwyspie. Na jego końcu osiągamy wreszcie nasz cel czyli kolejny wąskotorowy most. Podobnie jak w przypadku Gorczenicy, ten również jest zamknięty, ale oczywiście dla chcącego nic trudnego. Sam pamiętam z dzieciństwa, że przechodziłem nim na drugi brzeg „na legalu”. No ale przez te lata obiekt został pozostawiony sam sobie, nie dba o niego ani kolej, ani miasto, założę się, że pewnie nawet do końca nie ustalono do kogo on należy. Ale tak to bywa niestety w naszym pięknym kraju.

No ale, po chwili smutnej refleksji wracamy na drogę. Możemy cofnąć się tą samą trasą do Targowej, gdzie nadłożymy sporo metrów, albo zaraz na skraju lasu przedrzeć się przez bagniste tereny. Zgadnijcie którą opcję wybrałem 😀 (Na marginesie pragnę dodać, że na końcu wpisu będą zamieszczone wszystkie mapki z moimi eskapadami przez bezdroża z tej wycieczki, więc spokojnie). Zatem idziemy dalej Targową, po prawej mamy strome piaszczyste zbocza Doliny Drwęcy, mijamy skrzyżowanie z ulicą Na Belfort i wędrujemy dalej prosto pod górkę. Po jakimś czasie „Wchodzimy na wyniosłość wzgórza i oczom naszym ukazuje się las… krzyży”. A nie, wróć, to nie ten film. Rzeczywiście mamy do czynienia ze wzgórzem, ale na jego szczycie mamy jedynie „Pole, pole, łyse pole”. To znaczy kiedy tam przechodziłem, to było łyse, teraz może być inaczej. No i niestety od samej obwodnicy towarzyszy nam nasz ulubiony asfalt. Po jeszcze kilkunastu minutach docieramy do Mszana, gdzie już kilkakrotnie gościliśmy (https://maronwedruje.com/2023/07/23/szlak-zolty-czesc-3-golub-brodnica/ oraz https://maronwedruje.com/2024/03/30/wokol-komina-7-starotorzem-do-chojna/). Przy dużej kwadratowej tabliczce na przeciwko cmentarza skręcamy w prawo w kierunku Szabdy właściwej. Bo to co było na dole, to taki jakby przysiółek.

Idziemy teraz na północ, mijamy kapliczkę Św. Floriana, szkołę podstawową, sklep spożywczy i kilka innych punktów usługowych i docieramy do ulicy Sądowej. Znajdujemy się mniej więcej na wysokości restauracji „Magnat” oraz stacji benzynowej BP. Skręcamy w prawo w stronę miasta. Przez pierwsze metry towarzyszy nam chodnik, jednak wkrótce oddala się on od szosy tworząc coś w rodzaju szerokiego deptaku. Wędrujemy w dół i dochodzimy do zabudowań osiedla Grunwald. Możemy oczywiście iść prosto do domu, ja jednak postanowiłem urozmaicić sobie jeszcze wycieczkę maszerując ścieżką między cmentarzem parafialnym, a komunalnym. Tamtędy docieramy do wylewów za strażą pożarną i dalej pod mostem na Sienkiewicza najdłuższą ścieżką rowerową w mieście (to oczywiście ironia, bo ma ona około 300 metrów i prowadzi w dół wzdłuż Drwęcy, a potem z powrotem pod mostem do parku) do bulwaru koło zamku. A dalej wiadomo.

Łączna długość trasy wyniosła skromne 33 km, ale jak już wspomniałem we wstępie, była to opcja na brak czasu i pośpiech. Fajny pomysł na rower, oczywiście pomijając moje bezdroża i wertepy. Współczynnik asfaltyzacji wyniósł 34,04 %. Czyli patrząc na statystyki, mniej więcej w połowie stawki 😀

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

6 myśli na temat “16. Śladami dawnej wąskotorówki (linia nr…)

      1. Kiedyś był taki przesąd albo porzekadło, że jeśli doniosę wybrany kamień do określonego punktu, to wszystko się w życiu uda. Taka scena była też w filmie „Daleko od szosy”. Ale jak tu tachać prawie 2 tony?

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Starszy Wajchowy Anuluj pisanie odpowiedzi