Na kolejną wycieczkę postanowiłem wybrać się święto kościelne, to jest Boże Ciało. Jak mawiał pewien elektryk spod Lipna: „Są plusy dodatnie i plusy ujemne” wyjazdu w taki dzień. Dodatnie są takie, że wiele dróg w okolicach kościołów jest zablokowanych, przez co można w spokoju obok nich przejść. A z ujemnych należy wymienić, że często sklepy są zamknięte i że dużo autobusów nie kursuje (z pociągami jest trochę lepiej).
Na szczęście mój autobus jechał, zatem niezwłocznie z samego rana wybrałem się do Kowalewa Pomorskiego. Jest to niewielkie, ponad czterotysięczne miasto w powiecie golubskim na drodze krajowej nr 15 z Trzebnicy przez Krotoszyn, Jarocin, Gniezno, Inowrocław, Toruń, Brodnicę, Nowe Miasto Lubawskie do Ostródy; oraz niedaleko linii kolejowej 353, którą wszyscy bardzo dobrze znamy.


Wysiadamy na dworcu autobusowym, który mieści się obok dawnego przystanku kolejowego Kowalewo Pomorskie Miasto. Znajdował się on na zaoranym odcinku linii 209 z Kowalewa do Brodnicy… Z Dworca cofamy się do ulicy Brodnickiej i chwilę idziemy w stronę, z której przyjechaliśmy. Po około 200 metrach skręcamy w prawo w pierwszą drogę asfaltową o nazwie Podborek (prowadzi do osady o tej nazwie). Towarzyszy nam zielony szlak, będzie on z nami prawie całą trasę (szczegóły potem :D) Kolor szlaku jest bardzo adekwatny do krajobrazu po drodze, ale o tym również w dalszej części postu. Ogólnie rzecz biorąc w drugą stronę prowadzi on do Elgiszewa, znanego nam z wycieczki z Golubia do Torunia (https://maronwedruje.com/2024/05/11/szlak-zolty-5-golub-dobrzyn-torun/). Z Kowalewa jest tam około 19 km, także chętnym polecam.

My jednak wędrujemy w drugą stronę, ogólnie cała wycieczka prowadzi mniej więcej w kierunku północnym. Po około półtora kilometra, mamy serpentynkę i zjazd w dół, po następnych pięciuset metrach skręcamy razem ze szlakiem w lewo w polną drogę. Na tym odcinku szlak jest dosyć dobrze oznakowany, więc nie powinno być problemów z orientacją. Chwilę wędrujemy wśród pól i docieramy do drogi wojewódzkiej nr 554. Na szczęście towarzyszy nam ona tylko przez 50 metrów, skręcamy w lewo, przechodzimy przez jezdnię i skręcamy w prawo w pierwszą drogę (znowu asfalt…) Wędrujemy teraz w kierunku północno-wschodnim około kilometra, następnie na skrzyżowaniu skręcamy pod kątem dziewięćdziesięciu stopni w lewo. Za zakrętem oczom naszym po lewej stronie pokazuje się kościół pw. Świętego Jana Chrzciciela w Pluskowęsach. Jednak zanim do niego dojdziemy, to przed skrzyżowaniem po lewej stronie mamy zarośnięte pozostałości cmentarza ewangelickiego. Jak to często bywa, tej nekropolii nie ma na mapie, więc miałem miłą niespodziankę. Według tabliczki informacyjnej cmentarz został założony w połowie dziewiętnastego wieku. Za cmentarzem docieramy ponownie do drogi krajowej nr 15, którą to dotarliśmy do Kowalewa i skręcamy w prawo. Na szczęście na tym odcinku jest również ścieżka rowerowa z chodnikiem. Po chwili po prawej stronie mamy ładny domek, możliwe, że był kiedyś pałacem, jednak nigdzie nie znalazłem o tym żadnej informacji.







Idziemy około pół kilometra krajową piętnastką w stronę Brodnicy, po czym skręcamy w lewo według znaków na Piątkowo. Niestety znowu mamy asfalt. Przed wsią po lewej stronie mamy okazały kompleks pałacowy, niestety jest to teren prywatny, więc wejście zabronione. W Piątkowie idziemy wraz ze szlakiem w lewo, by po chwili skręcić w prawo. Znowu maszerujemy w kierunku północno-wschodnim, asfalt się kończy, ale za to mamy kamienistą drogę, które to kamyczki wpadają do butów 😀 Na szczęście po dwóch kilometrach zaczyna się normalna piaszczysta droga, która po kolejnych trzech kilometrach znowu zamienia się w asfalt. Docieramy do wsi Wielkie Radowiska i kościoła pw. Świętego Jakuba Apostoła. Za kościołem zbliżamy się do drogi wojewódzkiej nr 534, ale jej nie osiągamy. Idąc dalej czarną drogą po około 3 kilometrach docieramy do Niedźwiedzia (taka nazwa wsi). Wcześniej jednak musimy pokonać kolejne skrzyżowania ze wspomnianą już drogą wojewódzką 534. W tym miejscu także odgałęzia się kolejna wojewódzka, to jest nr 548.





Jak już wspomniałem we wstępie, był to dzień Bożego Ciała, więc akurat ta droga była zablokowana przez lokalnych ochotniczych strażaków. Także cisza, spokój i… asfalt 😀 Po prawej stronie mamy kolejny kościół, tym razem pod wezwaniem Świętego Jerzego Męczennika. Za świątynią jest cmentarz, dalej następny pałac, który znowu jest prywatny i odgrodzony. Wreszcie skręcamy w lewo w drogę z płyt. Po około 500 metrach po lewej stronie mamy kolejne pozostałości cmentarza ewangelickiego. Ten obiekt akurat znajduje się na mapach, jednak moim zdaniem jest mniej warty uwagi niż poprzedni w Pluskowęsach. Tam przynajmniej była tabliczka, a tu nic, kompletnie nic. I więcej krzaków, więc trzeba się trochę poprzedzierać przez zarośla. Uwaga na komary i inne robactwo. Za cmentarzem wchodzimy do lasu, droga na wprost prowadzi do czegoś, co wygląda na wysypisko śmieci, a my idziemy lekko w prawo w leśną ścieżkę. Znowu uwaga na komary. Po kilku minutach skręcamy wraz ze szlakiem w lewo, po czym powtarzamy tę czynność po około kilometrze.





W tym miejscu muszę wspomnieć, że się zcwaniłem i postanowiłem ominąć duże miasto, to jest Wąbrzeźno. Oczywiście warto tam zajść przy okazji, znajdują się tam ruiny zamku, kilka kościołów oraz 3 jeziorka. Jednak według mnie największą atrakcją jest, a właściwie była pierwsza zelektryfikowana linia kolejowa na ziemiach polskich (te wydarzenia miało miejsce w 1898 roku). Była to linia z głównej stacji, która znajduje się poza miastem do przystanku w centrum o nazwie Wąbrzeźno Miasto. Obecnie niestety linia jest zaorana i prowadzi nią ścieżka rowerowa.
Gdyby chcieć iść szlakiem przez miasto, tak jak Pan Bóg przykazał, to wyszło by około 53 km, więc trochę hardcorowo. Na poniższej mapie pokazuję którędy przebiega szlak oraz mój skrót. Drogą dookoła wychodzi 8,4 km, a skrótem 4,2. Także 4 kilometry w kieszeni. Moja opcja prowadzi on między innymi przez Myśliwiec 😀




Po powrocie na szlak w okolicach Frydrychowa mamy szutrową drogę z domieszką cegieł i innych podobnych tworów. Następnie znowu zaczyna się asfalt oraz dwie wsie Łopatki (zwykłe i Polskie). W pierwszych stoi również kościół pw. Świętej Marii Magdaleny. Za budynkiem mamy trudny odcinek, nie dość, że po dziurawym asfalcie, to jeszcze mnóstwo zawijasów i pod górkę. Należy zachować szczególną ostrożność. Po dojściu do drugich Łopatek szlak skręca w prawo. Natomiast około kilometra idąc dalej drogą prosto po lewej stronie mamy jezioro Łopatki, a za nim kolejne interesujący punkt, to jest miejsce pamięci ofiar hitleryzmu. Przez chwilę mnie nawet kusiło, żeby tam podejść, ale musiałbym wtedy zawracać, czego staram się unikać na trasie (była jeszcze opcja żeby iść dalej i jakoś wrócić na szlak, jednak to by oznaczało nadłożenia kolejnych 5 kilometrów) więc podziękowałem.






Zatem od zakrętu szlak prowadzi wśród „pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem”. Jednak „bursztynowego świerzopu” tam nie uświadczyłem 😀 W pewnym momencie droga staje się tak „polna”, że prawie znika wśród łanów zboża i znowu trzeba się przedzierać przez chaszcze. Normalnie czułem się jak „Buszujący w zbożu”. Po kilku kilometrach po prawej stronie znajduje się gospodarstwo, a główna droga skręca w prawo. Warto tu uważać, bo jak zwykle nie ma znaków szlaku, który prowadzi dalej prosto wąską ścieżką za górą z cementu. Ja dałem się nabrać i skręciłem 😀 Trochę nadłożyłem drogi, jednak ostatecznie znalazłem zieleń szlaku.




Kolejny odcinek jak na złość prowadzi asfaltem. Najpierw mijamy Rywałd z Klasztorem Ojców Kapucynów. Było to pierwsze miejsce internowania Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie przebywał 3 tygodnie w 1953 roku. Za wsią mijamy skrzyżowania z drogą wojewódzką nr 543. Idąc dalej na północ mijamy wieś Stara Ruda (ostatnio była tylko Ruda, więc przez ten tydzień się postarzała). Następnie skręcamy wraz ze szlakiem w prawo w kierunku Bursztynowa, które to znamy już z kwietniowej wycieczki z Grudziądza (link). Wtedy tu zakończyliśmy, tym razem jednak idziemy dalej. Przechodzimy przez tor linii nr 208, mijamy przystanek kolejowy, potem droga zakręca, mijamy niewielki kościół pw. Świętego Andrzeja Boboli wraz z cmentarzem, po czym skręcamy z znowu w prawo w polną ścieżkę (w tym samym miejscu w lewo odbija droga na Rychnowo). Początkowo maszerujemy przeoraną polną drogą, a potem mamy krótki odcinek po nowym asfalcie, który niedługo zmienia się w stary 😀 A finalnie po raz kolejny towarzyszy nam polna ścieżka. Po prawej stronie na zarośniętym wzgórzu widzimy kwadratową wieżę zamkową. Jest to pałac Narzymskich, gdzie obecnie mieści się dom generalny Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej. Docieramy wreszcie do Jabłonowa Pomorskiego, wcześniej jednak również po prawej stronie znajduje się niewielka żwirownia.










Do miasta wchodzimy drogą wojewódzką nr 543 od strony Grudziądza. Po prawej stronie stoi charakterystyczny kościół pw. Św. Wojciecha, my jednak idziemy w lewo ulicą Grudziądzką w kierunku centrum. Po chwili z prawej strony dochodzi do nas czerwony szlak znany z wycieczki z Brodnicy (https://maronwedruje.com/2023/07/15/szlak-czerwony-brodnica-jablonowo-pomorskie/). Przechodzimy pod wiaduktem kolejowym, warto zachować tam ostrożność, bo nie ma tu chodnika. Dalej droga skręca w prawo, a my wybieramy ulicę Główną i wędrujemy nią do dworca PKP, gdzie nasza wycieczka się kończy. Łącznie wyszło 48,5 km.

3 myśli na temat “Szlak Zielony 3 – Z Kowalewa przez Niedźwiedź i Rywałd do Jabłonowa”