Szlak Żółty (czy aby na pewno) z Torunia do Inowrocławia

Ehh i znowu ten Toruń. Co ten Gród Kopernika (który to notabene ma z tym miastem tylko tyle wspólnego, że się tam urodził i spędził kilkanaście pierwszych lat swojego życia), że ciągnie tam turystów, w tym także mnie? Pewnie chodzi o wspomnienia i sentyment do wycieczek szkolnych. W czasach kiedy jeszcze w Brodnicy nie było McDonalda, była to główna atrakcja wyprawy. Oczywiście, oficjalnie jechaliśmy do teatru albo do kina, ale wiadomo o co chodziło. Trzeba było się nawpierdzielać śmieciowego żarcia i przy okazji trafić lepszą zabawkę w Happy Mealu niż koledzy. Bo o czym innym marzy dziesięciolatek z prowincji?

No ale wróćmy do samego Torunia. W zeszłym roku przybyliśmy tu z północnego wschodu (https://maronwedruje.com/2024/05/11/szlak-zolty-5-golub-dobrzyn-torun/), w tym wychodziliśmy z miasta w kierunku południowego zachodu (https://maronwedruje.com/2025/06/12/szlak-czerwony-czarny-niebieski-camino-zielony-zolty-czyli-praktycznie-kazdy-torun-glowny-bydgoszcz-wschod/). Czyli został jeszcze wschód i kierunki pochodne. Ale muszę Was zmartwić, teraz również będzie kierunek SW. Czemu akurat tam? Wycieczkę w tamtym kierunku miałem zaplanowaną już dawno, ponieważ kiedy przychodziliśmy z Golubia, wędrowaliśmy żółtym szlakiem oraz prawie cały czas równolegle biegnącym Camino. Ale żółć zaczynająca się w Samborowie kończy się właśnie tu na Placu Rapackiego. Z resztą pod informacją turystyczną. No ale „Muszelka” jak wiadomo biegnie sobie dalej przez cały kraj, a nawet dalej. Także jest jakby swoistym przedłużeniem szlaku żółtego. Więc mamy wyjaśnienie tytułu wpisu. Bo niby jest żółć, ale jednak jej nie ma. Pojawią się za to inne kolory, ale o tym później.

A dlaczego akurat do Inowrocławia? Po pierwsze Szlak Świętego Jakuba prowadzi dalej w tamtym kierunku (ściślej mówiąc ta akurat odnoga nie przebiega przez miasto, którego mieszkańcy mają na swoich samochodach blachy CIN; tylko w niedalekim sąsiedztwie. A przez centrum prowadzi jakiś inny odcinek, które potem łączą się pod Kruszwicą. Tam kiedyś też się wybierzemy).

Po drugie przez te miasto przebiega jedna z naszych ulubionych linii kolejowych (tak wiem, jest ich sporo. I każda jest moją ulubioną przez sam fakt, że istnieje 😀 A co za tym idzie dojazd z Brodnicy jest tam dosyć dobry.

Jednak patrząc na mapę doszedłem do wniosku, że Camino z Torunia wychodzi już poznaną przez nas trasą, którą w tym roku kierowaliśmy się do Bydgoszczy. Zatem trzeba było poszukać innego wyjścia. Padło na czarny szlak, a dalej na leśne ścieżki bezszlakowe. Wszystko to by ostatecznie pod Gniewkowem dołączyć do „Muszelki”. Ale po kolei.

Z Dworca Głównego w Toruniu jak do tej pory zawsze kierowaliśmy się na północ w kierunku ulicy Kujawskiej. Jednak dziś wychodzimy na południe na Podgórską (nie mylić z Podgórną). Chodzi tu o dzielnice Podgórz (a tu nie mylić z miejscowością na wylocie z Brodnicy do Świedziebni). Zaraz po wyjściu z dworcowego tunelu skręcamy w lewo i póki co wędrujemy na zachód wzdłuż torów. Po niedługim czasie ulica zmienia nazwę w Poznańską. Po mniej więcej 2,5 kilometra dochodzi do nas czarny szlak, a droga skręca lekko w prawo (czyli na południe). Ale po kolejnym kilometrze znowu wraca do kierunku zachodniego. Po kolejnych dwóch kilometrach ostatecznie skręcamy w prawo. Znajdujemy się na osiedlu Glinki. Szlak prowadzi tam znowu równolegle do drogi, ale w pewnej odległości. Mijamy pętlę autobusową, dalej przechodzimy przez tory linii kolejowej nr 353. Za torowiskiem czerń skręca w prawo i prowadzi do Wielkiej Nieszawki (aktualnie znajdujemy się w Małej). Ponownie dołącza do nas główna droga. My naturalnie idziemy poboczem. Po lewej stronie mijamy wzgórze z Cmentarzem Jeńców Radzieckich. Przed wejściem stoi informujący nas o tym pomnik o kształcie zbliżonym do obelisku (nie mylić z Obelixem).

Od cmentarza wędrujemy prosto na zachód, jednak po mniej więcej 1200 metrach skręcamy w leśną ścieżkę. Prowadzi ona na południowy zachód. Skoro mamy październik, to wiadomo, że towarzyszą nam też różne owoce lasu. Jak zawsze, przeważają „Przysmaki Teściowej”. Po następnych dwóch kilometrach docieramy do drogi pożarowej numer 2. Skręcamy w nią prosto w kierunku zachodnim.

Ogólnie sieć obecnych tutaj leśnych ścieżek przypomina ulice w amerykańskich miastach. Czyli po prostu są to równoległe i prostopadłe drogi przecinające się pod kątem prostym. Jednak czasami zdarzają się, podobnie jak w tym przypadku trasy pod kątem 45 stopni. Także ciężko się zgubić, bo wystarczy policzyć w którą z kolei skręcić. Poza tym na mapach są numery działek leśnych. A jak wiadomo (albo nie) są one wyznaczone na postawie kierunków świata. A ściślej mówiąc, tam gdzie są dwie najniższe liczby, tam jest północ.

Wiedząc to, wędrujemy wymienioną wyżej drogą pożarową około 3 kilometrów. Dalej skręcamy na dokładnie ósmym (nie siódmym, ani nie na dziewiątym) skrzyżowaniu, Poza tym jest ono dosyć charakterystyczne, gdyż krzyżuje się tam aż 6 dróg. Ich kształt przypomina gwiazdkę. Tu również wybieramy ścieżkę pod kątem 45 stopni w kierunku południowo-zachodnim.

Od tego miejsca wędrujemy w tym kierunku mniej więcej 5 kilometrów (po drodze napotykamy na kilka zakrętów i pagórków, między innymi przecinamy rów przeciwpożarowy). Ostatecznie natrafiamy na czerwony szlak z Suchatówki do Inowrocławia. Jak się okazuje, nosi on imię Władysława Sikorskiego. Będzie nam towarzyszył, z małymi przerwami, praktycznie do końca wycieczki.

Pierwszym ciekawszym punktem na mapie jest Cmentarz Ofiar Hitleryzmu. Znajduje się zaraz po wejściu na szlak w kolorze czerwieni. Stoi tu kilka zbiorowych mogił, każda oznaczona numerem. Poza tym jest też pomnik oraz tablica z listą osób pomordowanych na tym terenie. Można tu na chwilę przycupnąć, gdyż jest też kilka ławeczek.

Wracamy na trasę. Zbiega się tu kilka szlaków. Oprócz czerwonego jest też niebieski, żółty oraz Camino. Ogólnie chciałem iść już całą trasę czerwonym, ale jak zawsze się troszkę zamotałem i odcinek do Gniewkowa przeszedłem niebieskim. Wchodzimy do miasta (tak, jest to miasto, wbrew temu co wcześniej sądziłem. I to nawet takie sporo, ponad 6 tysięcy mieszkańców) od północy ulicą Zajezierną. Nazwa pochodzi od osady Zajezierze, która leży niedaleko wspomnianego wyżej cmentarza.

Docieramy do Ronda Żołnierzy Wyklętych, na którym szlak idzie dalej prosto ulicą Toruńską, a na kolejnym skrzyżowaniu skręcamy w prawo w ulicę Sobieskiego. A następnie w lewo w Dworcową, która jak sama nazwa wskazuje nosi imię wielkiego radzieckiego uczonego o nazwisku Dworcow. Nikt nie wie kim on był, ale w większości polskich miast znajduje się jego ulica. Podobnie jak jego przyjaciela o nazwisku Kolejow. W każdym razie dochodzimy do dworca PKP. Jak ktoś się zmęczył, to może sobie wrócić do domu, albo podjechać do Inowrocławia. Ale my oczywiście idziemy dalej. Przechodzimy obok nastawni przez tory i zaraz za nimi szlak czerwony skręca w chodnik w lewo. Po chwili prowadzi w drugą stronę. Po lewej stronie mamy mur od jakiegoś zakładu przemysłowego (jak się okazuje, są to, a właściwie były, bo obecnie znajdują się w upadłości likwidacyjnej Zakłady Mechaniczne Przemysłu Ceramiki Budowlanej Cerama). Faktycznie, jak przejdziemy dalej wzdłuż wspomnianego muru, to widać, że budynek popada w ruinę. Z resztą nie ma co błądzić i szukać na siłę, bo szlak nas tak prowadzi.

Za zakładami docieramy do ulicy Przemysłowej (cóż za koincydencja nazw). Ponownie spotykamy się tam z „Muszelką”. Wędrujemy dalej na południe około 6 kilometrów. Mijamy Bąbolin, Truszczyznę i docieramy do Wierzbiczanów, gdzie znajduje się zabytkowy pałac (obecnie Hotel ze SPA). Następnie przez Gąski docieramy do Parchań (w mianowniku Parchanie). Nazwa może trochę odstraszyć, bo kojarzy się jednoznacznie z parchem. Ale to tylko jeden z problemów. Większym (w sumie zależy jak dla kogo, bo to kwestia przyzwyczajenia) jest wszechobecny intensywny zapach/smród cebuli. Jak się okazuje, we wsi znajduje się spora farma tego warzywa. A akurat chyba była pora zbiorów, więc woń wzmagała się po stokroć.

Ale to nie jedyna atrakcja w tej wsi. Poza tym stoi tu kościół pw. Św. Wojciecha; a przede wszystkim Muzeum im. Władysława Sikorskiego, w którym to nasz generał pomieszkiwał prze kilkanaście lat swojego życia. Na przeciwko jest też pamiątkowy głaz. Docieramy do głównego skrzyżowania, tam szlak skręca w lewo i przez Balczewo prowadzi do Marcinkowa. Ja jednak postanowiłem sobie troszkę skrócić drogę docierając bezpośrednio do tej drugiej wsi. Niestety póki co towarzyszy nam asfalt, jednak szybko skręcamy w kierunku Turzan. Po minięciu tej miejscowości oczom naszym ukazuje się już obwodnica Inowrocławia. Ponieważ wędrujemy przez pola, a teren jest dosyć płaski, więc widok ten towarzyszy nam przez jakiś czas. Tylko samochody wydają się coraz większe, co w sumie jest zrozumiałe. Docieramy wreszcie do tej dwupasmowej jezdni, która w tym miejscu nosi po prostu nazwę „Obwodnica Inowrocławia”. Przecinamy ją…. A nie, czekaj. Tu pojawia się mały zgrzyt. Na mapie szlak prowadzi prosto przez drogę, tak jakby było tam przejście dla pieszych. Jednak fizycznie są barierki oraz oczywiście rów melioracyjny. Dopiero później doczytałem, że w tym miejscu jest zalecane obejście ulicą Świerkową. Jak to mówią: „Mądry Polak po szkodzie”. Ja naturalnie o tym nie wiedziałem, a przecież nie będę się cofał. Więc co mi pozostało? Oczywiście przeskoczyć przez barierki i płot. Znaczy przez płot nie skakałem, zauważyłem, że około 200 metrów dalej się on kończy, więc troszkę nadłożyłem drogi. Najważniejsze, że udało mi się wrócić na szlak. Po mniej więcej jeszcze kilometrze zaczynają się pierwsze zabudowania Inowrocławia. Ulicą Jaśminową docieramy do ważniejszej Kwiatowej, która następnie zmienia nazwę w Świętego Ducha.

W samym mieście z ciekawszych atrakcji warto wymienić między innymi Kościół pw. Imienia Najświętszej Maryi Panny, który jest jedną z najstarszych świątyń na Kujawach. Poza tym są tam również słynne tężnie solankowe, gdzie warto odbyć spacerek aby się „dotlenić”. Obiekt tego typu znajduje się też w Ciechocinku, jednak moim skromnym zdaniem tutejszy jest bardziej warty uwagi.

Ja wybrałem trasę wspomnianą wyżej ulicą Świętego Ducha do Rynku, a potem na północ ulicą Królowej Jadwigi (która to notabene polska święta jest patronką tego miasta, informuje nas o tym również pomnik na głównym placu) do dworca PKP. Sama stacja jest ważnym węzłem kolejowym, bowiem krzyżują tu się dwie bardzo bliskie mojemu sercu linie: 131 czyli popularna „Węglówka”, której jest poświęcony osobny odnośnik na tym blogu (https://maronwedruje.com/category/okolomagistralne-ballady-z-weglem-bursztynem-ropa-i-kontenerem-w-tle-w-kilku-odslonach/); oraz 353 z Poznania do Olsztyna i jeszcze dalej pod Obwód Kaliningradzki.

Powrót do Brodnicy jest bardzo prosty, z Wrocławia czy z Poznania przez Inowrocław przejeżdża dużo pociągów TLK do Olsztyna. Po drodze zatrzymują się one również w Jabłonowie, więc nie ma spiny.

No i oczywiście z ważnych kwestii, „o których zapomniałem, lub pominąłem Was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo że taka Was obfitość”: łączna długość trasy wyniosła 46,7 km


Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz