Zatem ruszamy z częścią drugą. Ostatnio po wyczerpującym rajdzie doszliśmy do Morzeszczyna. Dziś kontynuujemy. Dojazd do wsi jest podobny jak do Smętowa, czyli Arrivką do Laskowic i dalej PolRegio w kierunku Gdyni. Wysiadamy na piątej stacji. Jesteśmy już całkowicie w województwie pomorskim. Z peronu idziemy wzdłuż torów, mijamy wspomnianą już w pierwszym rozdziale fabrykę wody mineralnej, dalej po lewej stronie bezimienny skwer i skręcamy w prawo w drogę wojewódzką nr 234. Przechodzimy pod torowiskiem, na tym fragmencie towarzyszy nam jedno z wielu odgałęzień Szlaku Świętego Jakuba, przechodzimy obok szkoły podstawowej i za nią skręcamy w lewo w ulicę Wybudowanie. Wbrew nazwie nie ma tam żadnych zabudowań, ale zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Po prawej stronie mamy rzeczkę Janka wraz z bagnami, a po lewej kolejne stare torowisko. Tym razem jest to linia nr 244 z Morzeszczyna do Gniewu.







W tym miejscu ciężko się zgubić, ponieważ droga nie posiada żadnych odnóg. Przechodzimy nią przez tor i zaczynamy lekkie podejście. Wychodzimy z lasu na pola i taką drogą docieramy do wsi Gętomie. Znajduje się tam malowniczo położone jeziorko i kilka kapliczek. A konkretnie dwie. Przez jakiś czas towarzyszy na asfalt, ale to tylko na chwilkę. Główna droga prowadzi dalej prosto na zachód do Nowej Cerkwi, my jednak wybieramy odnogę na północ do Kulic. Znajduje się tam przystanek Kulice Tczewskie, my jednak wędrujemy w odległości około kilometra od niego. No i znowu mamy asfalt, tym razem na około 5 km….







Ze wsi wychodzimy ulicą Pelplińską, która zgodnie z nazwą prowadzi do…. Pelplina, ale o tym później. Przechodzimy kolejnym dzisiaj wiaduktem pod torami, na tym asfaltowym fragmencie idzie z nami szlak koloru błękitnego. Zanim dojdziemy do Pelplina mamy jeszcze osadę Janowo i troszkę większą wieś Rożental, gdzie znajduje się spora ferma drobiu. Wchodzimy do miasta ulicą Kościuszki. Możemy oczywiście iść cały czas prosto w kierunku stacji kolejowej, ale warto skręcić w ulice Czarnieckiego i potem Biskupa Dominika, żeby przyjrzeć się miejscowym atrakcjom. A są to: pałac biskupi wraz z ogrodem, Wyższe Seminarium Duchowne oraz Katedra pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Niedaleko tego ostatniego budynku można też zaopatrzyć się w pamiątki typu magnes i temu podobne. Na przeciwko mamy również drugą świątynię, to jest kościół pw. Bożego Ciała wraz z cmentarzem.
Zastanawiacie się zapewne, skąd w takiej małej, ledwo siedmiotysięcznej mieścinie znajduje się seminarium i ma swoją siedzibę biskup? Już Wam odpowiadam. Nie mam pojęcia 😀 Nasz Papież ustanowił tu diecezję w 1992 roku. Widocznie przyjechał tu i stwierdził: „A można, jak najbardziej. Jeszcze jak”.





Idąc dalej ulicą Mickiewicza docieramy wreszcie do wspomnianego dworca, przechodzimy (już dziś trzeci raz, ale zapewniam, że nie ostatni :D) przez tor, gdzie na rondzie wybieramy drogę wojewódzką nr 230. Mijamy zabudowania dawnej cukrowni, po czym skręcamy w lewo ulicę bez nazwy. Docieramy nią do Ornasowa, gdzie znajduje się zakład produkcji bakalii. Charakterystyczny aromat prażonych orzeszków rozciąga się na kilka km, zwłaszcza jak jest korzystny wiatr. Nam jednak nie w głowie orzeszki, idziemy dalej. Oczywiście wzdłuż torowiska (a jakże).













Po kolejnych kilku kilometrach przecinamy je (nie wiem już który raz dzisiaj, ale chyba czwarty) i polną ścieżką docieramy do zabudowań wsi Rajkowy. Tam skręcamy w prawo i zbliżamy się do Subków. Tu na chwilę się zatrzymujemy, bo jak ktoś mnie zna, to wie, że jest to miejsce bardzo bliskie mojemu sercu. Zatem chwila na kontemplację i modlitwę. Można również zapalić znicza [*]






Ogólnie można przejść dookoła wiaduktem w okolicy stacji, ja jednak złamałem prawo i przeszedłem nielegalnie przez torowisko 😦 Ale w ten sposób znacznie skróciłem sobie drogę. Następnie dalej wędrujemy w kierunku północnym ulicą bez nazwy i docieramy do nowego przystanku Subkowy Centrum. Za moich czasów go nie było, powstał dopiero kilka lat temu. Ulicą Sportową dochodzimy do skrzyżowania z drogą krajową nr 91. Jest to główna krzyżówka we wsi, znajduje się tam kościół pw. Św. Stanisława, ochotnicza straż pożarna i inne takie Przechodzimy przez szosę i natrafiamy na czarny szlak. Skręcamy wraz z nim w ulice Kościelną, potem w Wybickiego i Sadową, którą to docieramy do… sadów (toć to szok :o). Za sadami mamy kolejną miejscowość, to jest Gorzędziej. Leży on nad Wisłą, znajduje się tam kościół pw. Św. Wojciecha. Według legendy w 997 roku święty płynąc rzeką do Prus zatrzymał się w tym miejscu aby odprawić nabożeństwo.






Od Gorzędzieja niestety przez kilka kilometrów towarzyszy nam asfalt, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Następną wsią na naszej drodze jest Knybawa z mostem o tej samej nazwie. Owa przeprawa leży na drodze krajowej nr 22, czyli na dawnej, poniemieckiej trasie z Berlina do Królewca. Z Knybawy wchodzimy ulicą Spacerową, mijając pod drodze mostek nad Drybokiem na teren miasta Tczew. Tam mamy ulice Nadbrzeżną, która jak sama nazwa mówi jest nadwiślańskim bulwarem. W oddali widzimy już kolejny most, a właściwie dwa. Jeden drogowy i od kilku lat zamknięty z powodu remontu. Skupmy się jednak na drugim, Jest to zabytkowy most kolejowy z charakterystycznymi wieżyczkami. Obecnie jest to fragment linii kolejowej nr 9 Warszawa – Gdańsk, którą znamy już z kilku wycieczek. Jednak powstał on na trasie Berlin – Królewiec. Linia była budowana równolegle z drogą mniej więcej w tym samym czasie, jeszcze za Niemca. Dzisiaj na terenie Polski jest to na podzielona na 3 etapy. Idąc od wschodu są to: linia 204 od granicy w Mamonowie przez Braniewo i Elbląg do Malborka; najkrótszy, bo zaledwie 20 kilometrowy odcinek linii 9 Malbork – Tczew; oraz najdłuższa linia 203 z Tczewa przez między innymi Starogard Gdański, Czersk, Chojnice, Złotów, Piłę, Krzyż i Gorzów Wielkopolski do granicy z Niemcami w Kostrzynie nad Odrą (tak, tym samym, gdzie kiedyś odbywał się Woodstock, obecnie znany jako Poland Rock Festiwal). Do dzisiaj w nomenklaturze kolejarzy oraz mikoli fragment ten nazywany jest Ostbahnem, czyli koleją wschodnią.






Poza tym w Tczewie kończy się nasza magistrala węglowa. To znaczy kończy się formalnie linia nr 131, jednak jak jedna z nazw wskazuje jest to trasa „Śląsk – Porty”, a do portów jeszcze trochę. Więc nie kończymy tu naszej wycieczki. Szlak czarny w pewnym momencie troszkę oddala się od Wisły i znika wśród zabudowań. Prowadzi między innymi ulicami Wodną i Zamkową przez zabytkowe centrum, następnie ulicą Gdańską i Pomorską docieramy do stacji PKP.




Cała trasa. Długość wyniosła 41 km, a współczynnik asflatyzacji 27,85 %