Szlak Żółty Część 5 – Golub-Dobrzyń – Toruń

Dawno nie było żółtego szlaku, a o „muszelce” to w ogóle nikt już nie pamięta. Dlatego postanowiłem przypomnieć sobie i Wam tę trasę 😀 Ogólnie zgodnie z logiką, jeśli jakiś szlak jest podzielony na kilka części, to powinienem go przechodzić „po kolei”, w tym przypadku ze wschodu na zachód, albo odwrotnie. Jedna z poprzednich wycieczek prowadziła z w kierunku wschodnim do Brodnicy (link: https://maronwedruje.com/2023/07/23/szlak-zolty-czesc-3-golub-brodnica/). Jednak wynika to tylko z mojego ograniczenia transportowego (brak samochodu i konieczność podróżowania komunikacją zbiorową). Także wspomniany w nawiasie wpis jest wypadkiem przy pracy, ogólnie resztę żółtego szlaku ogarniam w kierunku ze wschodu na zachód.

Jedziemy autobusem do Golubia-Dobrzynia. Niestety, trzeba to zrobić w dzień powszedni, bo w weekendy autobusy nie kursują. Wysiadamy na przystanku Hallera, czy jak kto woli Golub-Dobrzyń I (oczywiście ja go przegapiłem i zajechałem aż na dworzec PKS). No ale trudno, zdarza się. Jak ktoś wysiądzie na pierwszym przystanku, to kieruje się na wprost w ulicę Podmurną i po chwili dochodzimy do skrzyżowania z ulicą 17 Stycznia (analogicznie w Brodnicy jest 18 Stycznia, chodzi tu o datę wyzwolenia miasta), w którą skręcamy w prawo. Tam napotykamy znane nam już z poprzednich wycieczek tym szlakiem (link) niebieskie znaczki z muszelką. Są to oczywiście oznaczenia Drogi św. Jakuba, albo Camino. Idziemy kilkaset metrów chodnikiem, po chwili przechodzimy przez most na Drwęcy i mamy ulicę Kilińskiego. Na przejściu przechodzimy na drugą stronę i idziemy w pierwszą odnogę w prawo, która dalej nosi tę samą nazwę. Następnie dochodzimy do Placu Tysiąclecia, gdzie mieści się między innymi Urząd Miasta. Za placem skręcamy ponownie w prawo w ulicę Sportową, a chwilę później w lewo w Lipnowską. Jest to główna aleja ze sporym ruchem, jednak na szczęście już po kilkuset metrach ponownie odbijamy na prawo w mniej uczęszczaną ulicę o przyjemnej nazwie Sosnowa. I faktycznie po minięciu skrzyżowania z Miłą po prawej stronie ukazuje się las iglasty, w którym dominują sosny.

To była wersja dla wysiadających w centrum, teraz czas na opcję dla tych, którzy dojechali do PKSów (czyli między innymi dla mnie). Sądziłem, że ciężko będzie dojść do szlaku, ale droga okazała się bardzo prosta 😀 Mianowicie, po wyjściu z autobusu kierujemy się chwilę w kierunku, z którego przyjechaliśmy, po lewej stronie mamy cmentarz, a po prawej sklep Biedronka. Skręcamy w pierwszą ulicę za cmentarzem w lewo, to jest Żeromskiego. Za nekropolią po prawej stronie mamy szare czteropiętrowe bloki znane brodniczanom między innymi z ulicy Kazimierze Wielkiego czy Mieszka Pierwszego. Idziemy cały czas prosto, mijamy krzyżówki między innymi z ulicą Kościuszki, Lipnowską i Brzozową, by wreszcie osiągnąć wspomnianą w poprzednim akapicie Sosnową, w którą skręcamy w lewo. Teraz zamiast bloków mamy osiedle domków jednorodzinnych i las po prawej stronie. Z resztą samo osiedle nosi nazwę Leśne, poza Brzozową i Sosnową mamy tu między innymi Wrzosową, Modrzewiową, Klonową i Grabową. Kierujemy się na południe i po około półtora kilometra osiągamy wieś Ruziec. Mijamy też most na rzeczce o tej samej nazwie. Za mostem podchodzimy łagodnie pod górkę i skręcamy w prawo na skrzyżowaniu, gdzie stoi krzyż i mamy drogowskazy na Rybaczówkę. Obok krzyża stoi również charakterystyczna tabliczka informacyjna z warchlakami (dla nie wtajemniczonych, są to młode dziki w charakterystyczne paski, które przypominają piżamę).

Od tego momentu praktycznie przez 10 kilometrów prowadzi przez gęsty las, co jest bardzo dobrą wiadomością. Dodatkowym bonusem jest fakt, że asfaltowa droga po kilkuset metrach zamienia się w leśną ścieżkę. I kolejny walor, cała nasza trasa żółtym szlakiem prowadzi bliżej lub dalej od Doliny Drwęcy, więc w każdej chwili można troszkę zboczyć by posłuchać szumu odwiecznych fal 🙂 Normalnie żyć nie umierać. W początkowej fazie po prawej stronie będzie kilka zjazdów z tabliczkami „teren prywatny”. Są to zabudowania osady Pomorzany. Dalej mamy las, las, a na końcu jeszcze drzewa. Cały czas kierujemy się według wskazań żółtego szlaku i „muszelki”. Czasami występują naprzemiennie osobno, a czasami razem. Idąc dalej lasem mijamy drogowskazy do Grudzy i Strachowa. Przy tej drugiej miejscowości znajdujemy się chyba najbliżej Drwęcy (nie licząc mostów) i warto porobić tam trochę zdjęć, gdyż idziemy górą stromego wąwozu, a rzeka płynie w dole, podobnie jak po drugiej stronie Golubia. Ja oczywiście nie popełniłem tam żadnej fotografii, bo uznałem, że „ehh, nie warto, jeszcze będzie miejscówka z takimi widokami”. No i nie było 😀

Kolejną miejscowością naszej trasie jest Dulnik, gdzie znajduje się drewniany młyn z początku XX wieku wraz ze spiętrzeniem wody. Mieści się tam również agroturystyka. Za Dulnikiem mamy małą polankę i po prawej stronie oczom naszym ukazuje się charakterystyczny drewniany wiatrak. Należy on do kompleksu zabudować Mino Zoo w Elgiszewie. Oprócz zoo jest tam również Osada Karbówko wraz z karczmą i tak dalej. Leżą one po drugiej stronie Drwęcy, więc trzeba trochę zboczyć z trasy żeby tam się dostać (około 2,5 kilometra w jedną stronę). Można to uczynić na dalszym etapie wycieczki w Ciechocinie (nie mylić z Ciechocinkiem). Dochodzimy do skrzyżowania z drogą wojewódzką nr 569, na którym w prawo można skręcić do wspomnianego obiektu idąc według wskazań zielonego szlaku. My jednak skręcamy w lewo, tak jak prowadzi nas „muszelka”. Po chwili dochodzimy do kolejnej krzyżówki, a właściwie placu, gdzie po lewej stronie mamy aptekę i sklep spożywczy, na wprost urząd gminy, a po prawej figurkę z Matką Boską. Obok mamy również mały skwer, drogę do kościoła pw. Św. Małgorzaty oraz charakterystyczny słupek z „muszelką” i napisem „Camino Polaco”. Za skwerem główna droga skręca w lewo, my jednak idziemy prosto pod górkę. Po minięciu zabudowań po prawej stronie znajduje się cmentarz parafialny, dalej mamy strome urwiska, które są częścią Doliny Drwęcy.

Następnie znowu wchodzimy do lasu, mijamy kapliczkę z Maryją oraz bezimienną rzeczkę i osiągamy zabudowania wsi Jesionka. Idziemy dalej w kierunku zachodnim przez las. Warto zwracać uwagę na „muszelki” bo ja zapomniałem o tym i na chwilę zboczyłem ze szlaku, ale po godzinie się znalazłem 😀 Miało to miejsce po wyjściu z lasu, szlak skręca tam w lewo w węższą ścieżkę (bez oznaczeń, a jakże) a główna droga prowadzi prosto. Więc ja bez wahania wybrałem tę drugą opcję. W sumie nie mam czego żałować, bo tam również były ciekawe widoki 😀 Całe moje „zboczenie” przedstawia mapka. Widzimy tam między innymi stawy hodowlane, stadninę koni, Gerlach (nie wiem skąd na tych terenach taka nazwa miejscowości) oraz ulicę o nazwie Dolina Drwęcy. To musi śmiesznie brzmieć: „Gdzie mieszkasz? Na Dolinie Drwęcy” 😀 Poza tym w okolicach „znalezienia” szlaku mamy ciekawe „bajkowe” osiedle (ulice między innymi Reksia, Jasia i Małgosi, Kopciuszka oraz Misia Uszatka).

No ale wróćmy do żółci i do „muszelki”. A właściwie do samej „muszelki”, bo nie wiedzieć czemu, przed wsią Szembekowo zawsze nierozłączne żółć z błękitem (jak flaga naszego sąsiada ze wschodu) postanawiają na chwilę się rozejść. Szlak prowadzi bardziej na południe przez Lelitowo (nie mylić z Jelitkowem w Gdańsku), a Camino północnymi rewirami zahacza o Mierzynek (nie mylić z Wierzynkiem w Krakowie i Murz…. Czarnoskórym). Dopiero w Brzozówce znowu się spotykają. Ja w związku z tym, że wróciłem na szlak w widocznym na mapie miejscu, nie miałem wyjścia i musiałem pomaszerować tylko „muszelką”. Zatem od skrzyżowania ulicy Żwirowej z Lipową kierujemy się na południowy zachód. Lipowa wkrótce zmienia się w Wypoczynkowa. Po prawej stronie znajduje się między innymi skup dziczyzny oraz sklep spożywczy. Maszerujemy dalej około kilometra, aż skręcamy w lewo w ulicę o kolejnej wdzięcznej nazwie, to jest Zielona Puszcza. Idziemy teraz około 1500 metrów przez osiedle domków jednorodzinnych, gdzie na skrzyżowaniu „muszelka” skręca w lewo w ulicę Wierzbową (oczywiście zarówno w tym miejscu, jak i na cały odcinku rozdzielenia szlaków, nie uświadczymy znaków. Są tu tylko ślady po żółtym szlaku, czyli kiedyś pewnie prowadził on tą drogą). Wierzbową dochodzimy wreszcie do drogi krajowej nr 10 i do Brzozówki, gdzie nasze ścieżki się ponownie spotykają. Mijamy przystanek autobusowy i na światłach przechodzimy przez szosę. Dalej idziemy ulicą Leśną do… lasu 😀 Po prawej stronie mijamy jeszcze sklep Żabka, a po lewej świetlicę wiejską. Po kilkuset metrach mijamy linię kolejową nr 27 (Nasielsk – Toruń Wschodni). Za torami po prawej stronie mamy bunkier z czasów drugiej wojny światowej.

Idziemy jeszcze około 700 metrów w kierunku południowym zgodnie ze wskazaniami szlaku, po czym mamy znaki informujące o skręcie w prawo, co też czynimy. Do żółci i błękitu dołączyła również zieleń na białym polu w kształcie rombu. Jest to znak ścieżki nordic walking. Od wspomnianego zakrętu mamy długą, prawie pięciokilometrową leśną prostą. Pod jej koniec coraz wyraźniej słyszymy odgłosy samochodów, bowiem zbliżamy się do autostrady A1, zwanej Bursztynową. Tuż przed nią mamy zakręt w prawo o 90 stopni i po chwili dochodzimy do miejska parkingowego z charakterystyczną wiatą. Obok znajduje się również pamiątkowy głaz wraz z krzyżem.

Za postojem dochodzimy do drogi wojewódzkiej nr 657, w którą skręcamy ostro w lewo zgodnie ze wskazaniami szlaku. Dalej szosa prowadzi wiaduktem nad wspomnianą wyżej autostradą i wchodzimy do wsi Złotoria. Warto zachować ostrożność, szczególnie na wiadukcie, gdyż na całej trasie prowadzi ścieżka rowerowa, tylko w tym miejscu jej brak. Po kilkuset metrach mijamy pierwsze zabudowania wsi i ścieżka zmienia się w chodnik. Maszerujemy teraz kilka kilometrów wzdłuż tej drogi, ruch jest na niej spory, jednak cały czas mamy chodnik, więc nie jest źle. Złotoria to spora wieś, mamy tam między innymi sklep Dino, aptekę oraz kościół pw. Św. Wojciecha Biskupa Męczennika. Na końcu wsi mamy most nad Drwęcą, jest to ostatnia przeprawa przez tą rzekę, kilkaset metrów dalej znajduje się ujście do Wisły. Zaraz za mostem po lewej stronie stoi chata ze słomianym dachem, jest to jedna z atrakcji parku etnograficznego. Także w tym samym miejscu mamy znaki informujące, że wchodzimy na teren Torunia. Znajdujemy się w dzielnicy Kaszczorek. Dalej po prawej stronie mijamy kolejny sklepy spożywcze: Stokrotkę i Biedronkę. Za tym drugim skręcamy w prawo wraz ze szlakiem w ulicę Gościnną. Tutaj mamy kolejne „sympatyczne” osiedle. Są tu ulice takie jak: Kogucia, Balladyny czy Złotej Rybki. My jednak idziemy na razie prosto na północ, skręcamy dopiero w drugą ulicę w prawo o nazwie Dożynkowa. Następnie krzyżuje się ona z Dyngusową (co kto lubi, dla jednych dożynki, a dla drugich dyngus), gdzie skręcamy w lewo. Po 200 metrach znowu skręcamy w lewo, tym razem w Szczęśliwą. Na tej drodze pozostaniemy trochę dłużej. Mamy tutaj chodnik i ścieżkę rowerową, więc jest git.

Po troszkę ponad kilometrze przechodzimy pod wiaduktem, górą przebiega ulica Ligi Polskiej wraz z drogą wojewódzką nr 654. Po kolejnych 500 metrach mamy kolejne skrzyżowanie, po lewej prowadzi w dół ulica Wieżowa, a po prawej ta sama droga, tylko że pod górę. Po tej samej stronie znajduje się również kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Przed świątynią mamy jeszcze mostek na Strudze Świętej (tak, tak się nazywa, ale koło kościoła, to nie dziwota). My wędrujemy w prawo, tak jak prowadzi nasz szlak. Chwilę wspinamy się pod górkę, po czym szlak znowu skręca, tym razem w lewo, a my razem z nim. Znowu idziemy pod górkę aż do skrzyżowania z ulicą Turystyczną, w którą skręcamy w prawo idąc dalej do ulicy Przy Skarpie i osiedla Na Skarpie. Mijamy przystanek autobusowy Wianki, za nim po lewej stronie oczom naszym ukazuje się panorama na Wisłę. Przed kortami tenisowymi skręcamy w lewo w szutrową ścieżkę. Ogólnie od tego miejsca szlak prowadzi ulicą Winną, a następnie Winnicą, jednak warto z niego zboczyć i wędrować drogą wzdłuż Wisły. Przechodzimy pod kilkoma mostami, najpierw mamy drogowy imienia Generał Elżbiety Zawackiej. Jest on z nich najnowszy, Dalej mijamy kolejowy imienia Ernesta Malinowskiego, przed nim jednak schodzimy z nadwiślańskiej ścieżki by dalej wędrować ulicą Traugutta. Za tym mostem możemy skręcić w prawo na stację kolejową Toruń Miasto, jednak jeśli mamy czas, to warto iść dalej w kierunku starówki. Oczywiście Toruń sam w sobie stanowi atrakcję turystyczną, więc nie będę tu się zbytnio rozpisywać, zainteresowanych tą tematyką zapraszam do ogólnie przewodników. Wspomnę tylko, że centrum miasta znajduję się na liście UNESCO, a dalej na trasie „muszelki” przy ulicy Świętego Jakuba znajduje się kościół pod jego wezwaniem wraz z (podobno) relikwiami!!! Dla Caminowicza więc jest to miejsce niemalże święte.

W tym miejscu ponownie żółty szlak prowadzi troszkę inną drogą, mianowicie Bulwarem Filadelfijskim wzdłuż Wisły, aż do skrzyżowania z ulicą Flisaczą, w którą skręca dochodząc do biura PTTK, gdzie ma swój koniec; zaś „muszelka” biegnie dalej wzdłuż rzeki i na kolejną przeprawę drogową, to jest Most Marszałka Józefa Piłsudskiego. Po jego minięciu skręca w ulicę Dybowską, robi ostrą serpentynę i prowadzi dalej w kierunku zachodnim. Natomiast nasza wycieczka, podobnie jak żółty szlak ma się ku końcowi. Skręcamy w lewo w ulicę Kujawską, po prawej stronie mamy stację benzynową Shell oraz wiadukt pod torami, natomiast po drugiej pole namiotowe. Idąc dalej możemy podejść około 300 metrów ulicą Majdany do wyspy Kępa Bazarowa, skąd rozpościera się fantastyczna panorama starówki. Po chwili Kujawska łączy się ze wspomnianą już Dybowską, a po prawej stronie mamy duży parking i dworzec główny, gdzie nasza wędrówka ma kres.

Łącznie moja trasa ma 47 km, w pierwotnym założeniu miało być 43, ale trochę błądzeń i zboczeń i wyszło jak wyszło 😀

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko