Rozdział III – Ostatnie podrygi linii nr 9

Ale że co? Dlaczego on pisze o linii 9, jak to miały być „Ballady okołomagistralne”, czyli linia 131? Już spieszę z wyjaśnieniem. Otóż jak pisałem we wstępie (możliwe, ze ktoś go nie czytał, bo nie wklejałem linka na fejsie 😀 więc czynię to teraz (https://maronwedruje.com/2025/06/12/zamiast-wstepu/) moim głównym celem jest dotrzeć do Gdańska. A linia 131 kończy się już w Tczewie, także dalej prowadzi dziewiątka. Jeszcze równolegle przebiega kilka innych torów, ale to takie krótkie odcinki, więc nie biorę ich pod uwagę. Wspomnę jednak o nich w tym rozdziale, bo są poniekąd konieczne do zrozumienia skomplikowanych plątanin torów. Ale o tym później.

Więc bez zbędnego bajdurzenia zaczynamy w Gdańsku… Chwila, zaraz, moment, czekaj Pan. Przecież ostatnio skończyliśmy w Tczewie, to skąd tu nagle Trójmiasto? Teleportował się chłop czy jak? Bynajmniej. Po prostu ciężko by było w dwa dni ogarnąć z dojazdem w 2 strony. Znaczy jest to teoretycznie możliwe, ale to oznacza po 7-8 godzin w pociągu, a wydatku na bilety nie wspomnę. Więc zrobiłem co następuje: Doszedłem pierwszego dnia do Tczewa, pojechałem pociągiem do Gdańska, tam nocleg i z rana z powrotem na szlak w kierunku południowym. A właściwie to bez szlaku, ale szczegóły potem.

Zatem wracając zaczynamy w Gdańsku na przystanku tramwajowym Gdańsk Okopowa. Znajduje się on praktycznie w samym centrum miasta niedaleko stacji SKM Gdańsk Śródmieście i Węzła Unii Europejskiej. Wychodzimy z tramwaju do tunelu, gdzie skręcamy w lewo i po schodach na górę znowu w lewo. Na wprost przed nami stoi wysoki blok. Jest to dom studencki Uniwersytetu Gdańskiego zwany popularnie przez studentów „Hiltonem”. Obok niego mamy budynek międzyuczelnianego wydziału biotechnologii. My jednak idziemy dalej prosto i skręcamy w następną ulicę w prawo. Nazywa się ona Rzeźnicka. Mijamy kilka bloków, następnie kościół pw. Św Trójcy, wydział do spraw paszportów w urzędzie wojewódzkim i docieramy do ronda. Na jego środku znajduje się Baszta Biała. Spotykamy się tu też ze szlakiem czerwonym, Kolejne kilka kilometrów będzie on nam towarzyszył. Wędrujemy Placem Zwałowym, przepraszam… Wałowym. Mijamy Wydział Rzeźby i Intermediów Akademii Sztuk Pięknych, po czym osiągamy jedne a bardziej charakterystycznych wzgórz w mieście. Są to oczywiście bastiony. Od zachodu mamy Bastion Świętej Gertrudy, a dalej Żubr, Wilk, Wyskok, Miś i Królik. My jednak przechodzimy między dwoma pierwszymi i dalej czerwonym szlakiem i ulicą Dolna Brama przechodzimy mostem nad Opływem Motławy. Jak sama nazwa wskazuje, jest to sztucznie utworzona fosa obronna. Później skręcamy w lewo w Mostową, gdzie przecinamy dawne torowisko. Prowadziło ono do pierwszego dworca kolejowego w mieście, to jest Gdańsk Dolna Brama.

Następnie Opływ Motławy krzyżuje się z Motławą właściwą (trochę to skomplikowane, dlatego załączam mapkę). Ulica Olszyńską (nie mylić z Olsztyńską) docieramy do kolejnego skrzyżowania, gdzie znowu napotykamy na szlak czerwony. Tam skręcamy w lewo i znowu mijamy Motławę. Obecna ulica nazywa się Przybrzeżna. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się ona przy brzegu rzeki. Droga skręca lekko w lewo i naszym oczom ukazuje się most kolejowy. My jednak nim nie przechodzimy, tylko mijamy tory w jego sąsiedztwie. Znajduje się tam rozwidlenie linii 721 z Gdańska Południowego (nie mylić z dzielnicą Gdańsk Południe) do Gdańska Olszynki. Torem tym można przejechać bezpośrednio z gdańskiego portu do Gdyni. A główne dwa tory w tym miejscu to linia nr 226 z Pruszcza Gdańskiego do Portu Północnego.

No ale wracamy na trasę. Za torowiskiem szlak skręca w lewo, a my idziemy w prawo ulicą Wschodnią, a na kolejnym skrzyżowaniu w lewo w ulicę Wołyńską. Wędrujemy teraz wąską ulicą z niewielkim ruchem (niestety znowu asfaltową…) prosto w kierunku południowym. Po prawej stronie w pewnej odległości mamy wspomnianą wyżej linię 226 (jest to dobre miejsce na nagrywanie składów towarowych, gdyż jeśli jakiś pociąg się ukaże, to przez prawie 10 minut mamy widok na niego). Z kolei po lewej znajduje się wąska rzeczka, na mapie nieoznaczona. Okoliczne tereny to tak zwane poldery, nie mylić z folderami. Są to obszary z kanałami i groblami, które chronią przed powodzią. Najsłynniejsze takie obiekty są w Holandii.

Przed nami rozciąga się estakada, jest to Południowa Obwodnica Gdańska. Zbliżamy się do niej, jedna póki co jej nie przecinamy, tylko tuż przed skręcamy w prawo w Żuławską. Zbliżamy się do torowiska i dopiero w tym miejscu przechodzimy pod drogą. Następnie kolejnym mostem, tym razem nd Radunią wchodzimy na ulicę Niegowską i opuszczamy teren miasta. Wędrujemy dalej ulicą Raduńską, cały czas po prawej stronie mamy tory linii 226, a pewnym momencie dochodzą kolejne dwa. Jest to tytułowa dziewiątka prowadząca z Gdańska Głównego. Za kilka kilometrów przechodzimy wiaduktem na drugą stronę i między ogródkami działkowymi docieramy do głównej arterii o nazwie NSZZ Solidarność. Jesteśmy już w Pruszczu Gdańskim (nie mylić z Pruszczem Pomorskim między Laskowicami, a Bydgoszczą oraz z Pruszczem Bagienicą, o którym, jak Bóg da, kiedyś jeszcze sobie powiemy). Ulicą Podmiejską docieramy do stacji kolejowe, po drodze mijamy pozostałości po dawnej cukrowni. Przechodzimy tunelem dla pieszych na drugą stronę torowiska. Tam mamy Biedronkę i targowisko miejskie. Teraz mamy ulicę Generała Skalskiego z elegancką ścieżką rowerową. Po lewej stronie widzimy ogrodzony teren, jest to 49 Baza Lotnicza. Wchodzimy do wsi Komarowo, następnie docieramy do Cieplewa. Tam znajduje się przystanek kolejowy, jednak nie wszystkie pociągi tam się zatrzymują. Po raz nie wiem który zbliżamy się do linii kolejowej nr 9 i z asfaltowej drogi wchodzimy w szutrową. Docieramy do mostu nad Kłodawą, który można obejść nadkładając około 500 metrów, ja jednak pokonałem go nielegalnie torowiskiem. Uwaga na spory ruch w tym miejscu, nie dość, że towarowy, to jeszcze osobowy. W tym miejscu taka rada: jeśli nie wiesz czy zbliża się pociąg, to możesz posiłkować się występującymi co około kilometr semaforami samoczynnej blokady liniowej. Ich maszty mają kolor biały, w odróżnieniu od semaforów stacyjnych, które są biało-czerwone. Jeśli pali się na nich inne światło niż czerwone, to znaczy, ze niedługo będzie coś jechało.

Kolejny prawie pięciokilometrowy odcinek jest jednostajny, można nawet powiedzieć, że nudny, Wędrujemy cały czas szutrową ścieżką na południe wzdłuż torów. Po drodze mijamy przystanek Różyny, dalej Skowarcz, gdzie nieco się oddalamy. Ale tylko na chwilę, ulicą Żuławską, Kwiatową, Storczykową i Bławatkową docieramy do Fabrycznej i do Pszczółek. Odległości między tutejszymi stacjami są bardzo niewielkie, czasem 2-4 kilometry. Więc praktycznie nie widać granic między miejscowościami i wszystko zlewa się w jedną masę.

Pszczółki, w odróżnieniu od Skowarczu, Różyn i Cieplewa są stacją, zatem mają więcej torów. Jest to spowodowane faktem, że kiedyś zaczynała się tu linia nr 233 do Kościerzyny. Ulicą Polną docieramy do ulicy… polnej 😀 Czyli szutrowej ścieżki wśród zbóż. Na skrzyżowaniu wybieramy drogę w prawo. Także po prawej widzimy wiadukty kolejowe, gdzie linia towarowa przechodzi nad głównymi torami dziewiątki. Dalej prosto na południe docieramy do ostatniego przystanku osobowego przed Tczewem, to jest Miłobądza. Tam wiaduktem przechodzimy znowu na drugą stronę.

Wspomniałem przed chwilą, że Miłobądz jest ostatnim przystankiem osobowym przed Tczewem, jednak towarowych to nie dotyczy, one żyją swoim życiem. Zaraz za nim zaczyna się jedna z największych stacji w Polsce, czyli Zajączkowo Tczewskie. Chciałem napisać, że jedna z największych rozrządowych stacji, ale nie wiem czy obecnie rozrząd jest dalej prowadzony. A co to jest rozrząd? Bynajmniej nie chodzi mi o taki samochodowy. Mowa to o rozrządzaniu składów towarowych, czyli formowaniu nowych składów poprzez ich rozrząd, czyli spychanie przez lokomotywę wagonów na poszczególny tor.

Stacja Zajączkowo zbiera z północy cały ruch z portów w Gdańsku i Gdyni, a od południa docierają składy Naszą Ukochaną Magistralą ze Śląska, linią nr 9 z Warszawy oraz „Ostbahnem” czyli linią 203 z południowego zachodu. Cały układ torowy ma ponad 3 kilometry długości. Od strony Trójmiasta sytuacja jest prosta, jest jeden wyjazd. Jednak od południa znajduje się skomplikowany system łącznic, które bezkolizyjnie łączą wszystkie kierunki. Mapkę przedstawiam poniżej.

Także po lewej stronie mamy przyjemne kolejowe widoczki. Rekompensują one podłoże. I nie mówię to o asfalcie, tylko o czymś jeszcze gorszym. A co może być gorsze od tego? Albo kocie łby, ale płyty ażurowe z dziurami. Tu występują te drugie. Nie wiecie o co mi chodzi? Wszystko stanie się jasne po zobaczeniu zdjęcia. Pod koniec stacji mijamy ciekawe zjawisko. Mianowicie jest to zamknięty na stałe przejazd kolejowy z tabliczką „Rogatki otwierane na żądanie. Otwarcie rogatek zgłosić obsłudze przejazdu za pomocą domofonu”. Zaraz za tym punktem zaczyna się asfalt, a my skręcamy w prawo i ulicą Motławską docieramy do drogi krajowej nr 91, która to w tym miejscu nazywa się Aleją Solidarności. Po około 500 metrach wchodzimy na teren miasta Tczew. Przechodzimy pod wiaduktem z kilkoma torami u góry. Są to wspomniana wyżej linia 203 i kilka łącznic.

Wreszcie skręcamy w lewo w ulicę Gdańską i docieramy przez Galerię Kociewską (aczkolwiek można ją obejść) do dworca kolejowego w Tczewie. Była to stosunkowo krótka trasa, bo 37 kilometrów. Współczynnik asfaltyzacji też poniżej średniej, niecałe 33 %. Całość oczywiście na mapce.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz