Szlak Czerwony/Czarny//Niebieski/Camino/Zielony/Żółty (Czyli Praktycznie Każdy) – Toruń Główny – Bydgoszcz Wschód

Dawno nie byłem w Toruniu. Ostatnio w zeszłym roku przy wycieczce z Golubia (https://maronwedruje.com/2024/05/11/szlak-zolty-5-golub-dobrzyn-torun/). Wtedy wędrowaliśmy żółtym szlakiem i Camino, a skończyliśmy na stacji kolejowej Toruń Główny. Więc naturalną kontynuacją powinna być trasa w stronę Inowrocławia, gdyż „Muszelka” dalej prowadzi mniej więcej tam. Ja jednak złamałem ten schemat (jak to ja) i udałem się w innym kierunku. Postanowiłem połączyć dwa zwaśnione, a przy tym największe miasta w naszym województwie. Mowa tu oczywiście o Toruniu i Bydgoszczy. Myślałem, że odległość między tymi miejscowościami jest mniejsza, ale patrząc na mapę odkryłem, że spokojnie można to zrobić w ciągu jednego dnia. Oczywiście nie do samego centrum Bydgoszczy (czy jak złośliwi mawiają Brzydgoszczy albo Bykdoszczy), bo by było jednak troszkę za daleko, ale tak żeby dało radę wrócić pociągiem.

Zatem bez zbędnego bajdurzenia. Jedziemy pociągiem do miasta pierników (chyba nie muszę tłumaczyć jak, ale dla zapominalskich wspomnę, że przesiadkę mamy w Jabłonowie i dalej przez Wąbrzeźno i Kowalewo. Co prawda pierwsza dzienna arrivka też jedzie do Torunia, ale przez Grudziądz, co przedraża i przedłuża).

Wysiadamy, jak już wyżej wspomniałem na Toruniu Głównym. Z Golubia przyszliśmy przez most na Wiśle i teraz też kierujemy się w tę stronę. Tylko wtedy szliśmy główną ulicą Kujawską, a teraz mniej uczęszczaną i bardziej przytulną (taką nawet powiedziałbym troszkę turystyczną) Dybowską bliżej Wisły. Prowadzi tamtędy również czerwony szlak. Po kilkuset metrach po lewej stronie mijamy pole namiotowe oraz dochodzi do nas szlak czarny, niebieski i wyżej już wymieniony Camino. Przechodzimy pod mostem i po lewej dostrzegamy ceglane ruiny. Są to pozostałości zamku dybowskiego. Dalej przechodzimy przez nadwiślańskie zarośla i docieramy nad sam brzeg rzeki. O której byśmy tędy nie szli, zawsze znajdą się jacyś wędkarze.

Jeszcze przez mniej więcej 3 kilometry towarzyszą nam szlaki, dalej odchodzą one w lewo, a my wędrujemy dalej wzdłuż doliny Wisły wałem przeciwpowodziowym. Na terenie miasta ulica nosi nazwę Przy Grobli, potem staje się anonimowa. Warto wspomnieć, że samym brzegiem prowadzi inna ścieżka, także jak komuś brakuje wody (i komarów) to może śmiało wybrać tamten wariant. Ja jednak postanowiłem nieco się oddalić.

Później szlaki znowu nam towarzyszą, by mniej więcej na szóstym kilometrze opuścić nas ostatecznie. Ale my niestrudzenie maszerujemy wzdłuż najdłuższej polskiej rzeki. Wokół widzimy pola i… pola. Po jakimś czasie pojawia się rzeczka/kanał melioracyjny o nazwie Kanał Nieszawski. A jak nieszawski, to również wsie Wielka i Mała Nieszawka. Nie mylić z Nieszawą, która znajduje się po drugiej stronie Torunia w kierunku na Włocławek.

Na wysokości wsi Dybowo opuszczamy Dolinę Wisły i skręcamy na czerwony szlak. Jednak nie na zawsze, ale o tym potem. Na początku mamy przyjemne miejsce postojowe nad Zieloną Strugą. Niedaleko znajduje się też leśniczówka. Przeszliśmy już ponad 11 km, to można na chwilkę przycupnąć, ale nie jest to obowiązkowe.

Jak już wspomniano, towarzyszy nam teraz szlak w kolorze czerwieni. Idziemy dalej w kierunku północno-zachodnim pod górkę. To znaczy, że Dolina Wisły zostaje z dołu. Jednak nie tracimy ją z zasięgu wzroku. Przez kolejne 7 kilometrów ścieżka zapewnia nam multum atrakcji. Przede wszystkim ciągłe wzniesienia i doliny. Ten etap wycieczki jest dosyć wymagający, więc dobre buty wskazane. Jednak warto się poświęcić, bo widoczki na rzekę są pierwsza klasa. Po drodze znajduje się tez kilka poniemieckich bunkrów, jednak ja osobiście spotkałem tylko dwa. Skoro ich nie widać, to znaczy, że są dobrze „zabunkrowane” czyli spełniają swoją rolę 😀

Wreszcie opuszczamy Wisłę wraz z czerwonym szlakiem, który prowadzi teraz prosto na zachód. Przechodzimy przez drogę krajową nr 10 (uwaga na duży ruch). Szlak robi kilka zawijasów i docieramy do torów linii kolejowej nr 18. W tym miejscu dałem się zrobić w balona, czy jak to tam się mówi. Szlak bowiem prowadzi do stacji w Przyłubiu dookoła, a ja oczywiście chciałem sobie skrócić drogę leśną ścieżką, co też uczyniłem. Niestety okazało się, że ścieżka na skróty jest baaaardzo piaszczysta, a panująca susza dodatkowo utrudniała marsz. Czułem się jak na pustyni. I ostatecznie krótsza trasa zajęła mi więcej czasu niż ta dookoła. Ale wiadomo, człowiek uczy się całe życie. Powyższe „zboczenie” przedstawia mapa:

Ale wracamy do trasy. Znajdujemy się na stacji Przyłubie. Właściwie jest to przystanek kolejowy. Nie wszystkie pociągi tu się zatrzymują. Jeśli ktoś jest zmęczony, to może sobie przycupnąć na któreś z peronowych ławeczek. Jednak my idziemy dalej. Docieramy do końca, gdzie znajduje się przejście przez tory dla pieszych. Na nim wybieramy opcję w lewo, tam też zaczyna się szlak niebieski i czarny. My póki co wybieramy błękit. Po około 500 metrach szlaki się rozstają, jednak tylko na chwilę. Po następnym kilometrze wchodzimy na teren budowy. Powstaje tu Droga Szybkiego Ruchu S10 Solec – Toruń. W zamyśle pewnie dalej przez Solec do Bydgoszczy. Po dalszych metrach ponownie natrafiamy na czerń, znowu towarzyszą nam barwy flagi Estonii. Ale nie na długo, po wkrótce znowu następuje rozstanie 😦

Kolejne metry pokonujemy samym błękitem, jednak na skrzyżowaniu natrafiamy na drogowskazy. W lewo niebieskim Do Chrośny, w prawo zielonym do Solca, a my wybieramy opcję również zielonym prosto, również w kierunku Solca (dobrze, że nie Stolca). Jednak zieleń towarzyszy nam tylko około 3 kilometrów, później skręcamy drogą prosto na zachód, aby dotrzeć do żółci (podobnie jak w naszych okolicach towarzyszy jej muszelka, ale to inny jej fragment).

Jednak troszkę wcześniej po lewej stronie widzimy dwa wysokie maszty. Jest to Radiowe Centrum Nadawcze. Oficjalnie w nazwie mieści się ono w Solcu, jednak faktycznie stoi ono w środku lasu. Podążając dalej w kierunku lekko północno-zachodnim po raz kolejny krzyżujemy się ze szlakiem najciemniejszego koloru. Dalej po prawej stronie mijamy coś co wygląda jak kopalnia odkrywkowa, ale wcale nią nie jest i docieramy do wsi o wdzięcznej nazwie Wypaleniska. Wiele ona tłumaczy (w sensie nazwa wsi, a nie sama wieś). Po lewej stronie znajduje się ogrodzony murem teren, jest to wysypisko śmieci. Następnie zaraz za kapliczką szlak i muszelka skręcają w prawo na północ, a my razem z nimi. Niedługo docieramy do skrzyżowania z drogą krajową numer 10 (po raz drugi tego dnia).

Kolejnym wartym odnotowania miejscem jest leśnictwo Żółwin z wiatą odpoczynkową, gdzie znajduje się również miejsce na grilla. To już przedmieścia Bydgoszczy. Tylko nie wiem skąd nazwa „Żółwin”, nie spotkałem tam żadnego żółwia. Idąc dalej mijamy po lewej stronie kolejne bunkry, które znowu się „zabunkrowały” i docieramy do ulicy Lokalnej, która wkrótce zmienia nazwę na Nowotoruńską. Idziemy jakiś czas asfaltem, ale na szczęście tylko przez kilkaset metrów, bowiem niedługo szlak skręca w lewo w osiedle domków. Ta ulica nazywa się Zakole, oczywiście nie mylić z zakolem w Brodnicy. Wspomniane osiedle na pierwszy rzut oka przypomina naszą brodnicką Kałaskę. I faktycznie, jest to część większej dzielnicy Łęgnowo, której jest znane z największej stopy bezrobocia w mieście (paradoks, bo to właśnie tam znajduje się urząd pracy) oraz z, delikatnie mówiąc warstw patologicznych.

Jednak poświęcimy tej części miasta troszkę czasu. Osiedle bowiem nosi nazwę Awaryjne. A skąd takie dziwne nazewnictwo? Trzeba cofnąć się do czasów drugiej wojny światowej, kiedy to na tych terenach działała DAG Fabrik Bromberg. Były to drugie pod względem wielkości zakłady produkujące amunicję na terenie całej III Rzeszy. W Internecie można znaleźć informację, że zajmowały one powierzchnię około 25 km kwadratowych. W tym akurat miejscu swoje domy mieli inżynierowie, kadra kierownicza i inne ważne persony odpowiedzialne za funkcjonowanie fabryki. Ci ludzi musieli mieszkać w pobliżu, gdyby nagle była potrzebna ich interwencja. A kiedy zachodzi takowa potrzeba? Oczywiście przy awarii, stąd nazwa osiedla.

Dziś jednak nie ma śladu po militarnych strukturach zatem idziemy dalej na północ. Ulicą Żółwińską i Świetlicową docieramy do dużego skrzyżowania Hutniczej z Nowołęgnowską. Tam jest też pętla dosyć nowej linii tramwajowej, którą można dotrzeć do centrum miasta. My jednak nie bawimy się w takie oszustwa, idziemy dalej z buta. Wzdłuż linii docieramy ulicą Hutniczą do Brdy, tam muszelka skręca w lewo w Toruńską i my razem z nią. Niedługo potem przechodzimy pod torami Towarowej Obwodnicy Bydgoszczy (jest to fragment linii 201 z Nowej Wsi Wielkiej przez tę część miasta, Maksymilianowo, Wierzchucin i Kościerzynę do Gdyni. Stanowi ona tak zwaną „starą” magistralę węglową; „nowa” ma numer 131 i prowadzi przez Laskowice. Właściwie nowa jest stara i odwrotnie, ale to temat na osobną książkę) 😀

Na skrzyżowaniu z ulicą Sporną idziemy znowu na Północ mostem przez Brdę. Właściwie są to dwa mosty, po w połowie drogi znajduje się Wyspa na Zimnych Wodach. Za przeprawą mamy kolejną sporych rozmiarów krzyżówkę dróg, a przed nami znajduje się cel naszej wycieczki, czyli stacja kolejowa Bydgoszcz Wschód. Na peron wchodzimy schodami w dół z tramwajowej estakady.

 Pokonaliśmy dziś lekko ponad 49 km. Nawet przyzwoicie.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Jedna odpowiedź na “Szlak Czerwony/Czarny//Niebieski/Camino/Zielony/Żółty (Czyli Praktycznie Każdy) – Toruń Główny – Bydgoszcz Wschód

Dodaj komentarz