Szlak Niebieski/Zielony – Z Iławy nad Jeziorakiem i innymi jeziorami do Susza

To jedziemy, znaczy idziemy. Tym razem… znowu do Iławy. Już tu byliśmy wielokrotnie. W tym roku: (https://maronwedruje.com/2025/03/17/wokol-komina-13-aczkolwiek-troche-szlakami-z-jablonowa-do-ilawy/), w zeszłym roku aż 2 razy: (https://maronwedruje.com/2024/05/19/szlak-zolty-czesc-1-ilawa-lubajny/) oraz (https://maronwedruje.com/2024/06/16/wokol-komina-12-sladem-dawnej-linii-kolejowej-nr-251-do-ilawy/) no i w 2023 też się zdarzyło (https://maronwedruje.com/2023/07/17/szlak-zolty-czesc-1-ilawa-ostrowite-kolo-jablonowa/). Co mnie tak do tego miasta ciągnie? To co lubię najbardziej, czyli jeziora i las. Chyba wszyscy to lubią, zwłaszcza jak jest ładna pogoda.

Dojazdu nie muszę tłumaczyć, bo przerabialiśmy ten motyw kilkukrotnie przy wspomnianych wyżej wycieczkach. Także wysiadamy na dworcu głównym (jeszcze jest Iława Miasto, ale troszkę bardziej na tak zwanym „zadupiu”. Znaczy bliżej miasta, jak sama nazwa wskazuje, ale dla nas jest to dalej i trzeba się przesiadać.

Pierwsze kroki prowadzą podobnie jak trasa żółtym szlakiem do Samborowa. Przechodzimy przez Plac Iławskich Kolejarzy, gdzie stoi stary parowóz, dalej na rondzie idziemy lekko w lewo w ulicę Andersa. Mijamy Żabkę, szpital, skrzyżowania ze słynnym szyldem „Bam bam”, za którym ulica zmienia nazwę na Sobieskiego. Maszerujemy jeszcze nieco ponad kilometr do wiaduktu pod torami linii nr 9, po drodze mijając Zespół Szkół im. Bohaterów Września 1939 Roku. Za torami rozstajemy się z żółcią, prowadzi ona dalej prosto, a my skręcamy w lewo nad Jeziorak według drogowskazów z zielenią i błękitem. Jednak nie jest to jeszcze właściwe jezioro o tej nazwie, tylko pomniejszona jego wersja, czyli po prostu Mały Jeziorak. Okrążamy praktycznie cały akwen Bulwarem im Jana Pawła II. Idąc bulwarem mijamy między innymi: kilka restauracji, Galerię Jeziorak, Amfiteatr im. Louisa Armstronga oraz kolejną szkołę z patriotycznym patronem, to jest Zespół Szkół im. Konstytucji 3 Maja.

Wreszcie docieramy do ulicy o tej samej nazwie, wchodzimy na górę po schodach i skręcamy w lewo przez most nad przesmykiem łączącym dwa Jezioraki. Zaraz za przeprawą mamy kolejne na naszej trasie rondo, na którym wybieramy ulicę Sienkiewicza, która prowadzi w prawo. Między ulicą, a jeziorem mamy Skwer im. Stefana Żeromskiego wraz z pomnikiem pisarza. Proponuję przejść na lewą stronę ulicy, gdyż tam prowadzi chodnik i ścieżka rowerowa. Po kilku minutach droga tworzy łagodny łuk w lewo, po prawej mamy znowu Dużego Jezioraka, a po lewej park/lasek miejski, natomiast wcześniej pole namiotowe.

Docieramy do ostatniego iławskiego ronda, główna droga krajowa nr 16 prowadzi w lewo, wraz z zielonym szlakiem, a my idziemy w prawo drogą wojewódzką 521 według znaków na Susz i Kwidzyn. Towarzyszy nam również szlak koloru błękitnego. Teraz musimy niestety zrobić trochę kroków po asfalcie przy dosyć sporym ruchu, ale zapewniam Was, że ta trasa będzie miała bardzo niski współczynnik asfaltyzacji. Żeby nie być gołosłownym, za siedemset metrów skręcamy wraz ze szlakiem w prawo w las. Ma to miejsce przy leśnym parkingu. Ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym trochę nie oszukał systemu, bo w połowie asfaltu było zejście w las. Także trochę mniej było tego asfaltu niż przewidywałem 😀

Jeśli chodzi o kolejne bez mała 30 km, to cały czas mamy las. I w tym nie ma odrobiny przesady. Iławski kompleks leśny jest potężny, a ja i tak nie pokonałem całego, bo by dnia nie starczyło 😀 W każdym bądź razie bynajmniej (jak zawsze celowo użyte) jak Jeziorak długi na ponad 25 km, tak prawie wszędzie dookoła ma drzewa. Ale po kolei.

Na początku jezioro wydaje nam się wąskie, ale jest to spowodowane obecnością wyspy Wielka Żuława, która to wyspa jest największą na całym zbiorniku oraz jedną z największych wysp śródlądowych w Polsce. Jest na niej kilka półwyspów, największy z nich nazywa się Półwysep Nieprzyjaźni. Obok Wielkiej Żuławy jest między innymi: Mała Żuława oraz (chyba dla kontrastu dla Nieprzyjaźni) Wyspa Miłości. Bardzo ciekawe nazwy. Nie będę wnikał w etymologię, ale zainteresowanym polecam.

Następnym elementem linii brzegowej jest Zatoka Żabi Róg (nie mylić z Kozim Rogiem niedaleko Brodnicy oraz z Żabim Krukiem, który znajduje się w Gdańsku). Tu pochodzenie nazwy raczej nie budzi wątpliwości. Co prawda żadnej żabki tam nie spotkałem, nawet nie było ich słychać, ale pewnie to nie ta pora. Dalej znowu nazewnictwo chce zrobić nas w konia, gdyż za zatoką jest półwysep Mała Żuławka oraz po przeciwnej stronie Krzywy Róg (tak jak te miasto na Ukrainie). Z drugiej strony półwyspu znajduje się Zatoka Mazurska (tu bez niespodzianek ani szaleństw, każde miejsce mogłoby się tak nazywać). Kolejnym ciekawym elementem na naszej dzisiejszej trasie nad Jeziorakiem jest Półwysep Indyjski. Niedaleko znajduje się Binduga, czyli miejsce służące do spławiania drewna. Znamy tę nazwę między innymi z tej (https://maronwedruje.com/2023/12/03/wokol-komina-6-do-dlugiego-mostu-i-dawnej-zwirowni/) i tej (https://maronwedruje.com/2025/03/26/wokol-komina-14-naddrweczno-nadbryniczno-nadpissiakowo-dwustuosemkowa-niedzielna-impresja-o-poranku/) wycieczki. Jest tam również pole namiotowe, a nasz szlak niebieski na chwilę oddala się od wody i chwilę prowadzi asfaltem, jednak po chwili znowu wracamy nad brzeg.

W tej okolicy wybudowana również Ścieżkę Turystyczną Śladami Maxa Toepeena wraz z infrastrukturą (czytaj z tabliczkami informacyjnymi). Jak wyczytałem w Internetach, ów Max był historykiem, który w XIX wieku wydał jak do tej pory najbogatsze opracowanie dotyczące historii Mazur.

Idąc dalej szlakiem w kolorze błękitu na północ, z lekkim odchyleniem na wschód docieramy do polany. Na mapie miejsce to jest oznaczone jako dwie wsie: Sarnówek i Łanioch. Znajduje się tu Ośrodek Wypoczynkowy TVP. Czyli wiadomo, burżuja i te sprawy.

Jak już wcześniej wspomniałem, Jeziorak ma bardzo rozbudowaną linię brzegową, czego dowodem jest następna zatoka, a właściwie kilka składających się w jedną większą. Jest to Zatoka Widłągi, do której z głównego akwenu prowadzi… Cieśnina Widłągi (toć to szok!). Zatokę budują: od południa Mały Widłążek, od północy Bucka i Porębska, a od północnego wschodu Zatoka Na Świerki 😀 Przy Buckiej szlak dalej prowadzi wzdłuż jeziora na północ, ale my schodzimy w lewo na zachód.

Dla ciekawych znajdują się tam jeszcze między innymi wyspy: Wyspa Księdza, Gierczak Mały, Gierczak Duży, które oddziela płytka cieśnina o nazwie… Płytka Cieśnina; Wyspa Łąkowa, Bukowiec, Lipowy Ostrów, Kępy Rybackie, Czapli Ostrówek, Kobiecy Ostrów, Samotna Wyspa, Leśny Ostrów i Stodółka. A z zatok: Zatoka Miła, Zatoka Jerzwałd, Zatoka Polańska, Zatoka Rudnia oraz Zatoka Kraga. To tylko niektóre nazwy, które udało mi się znaleźć na szybko, na pewno jest tego więcej.

Ale to w ramach ciekawostek, wracamy do meritum, czyli do naszej trasy. Ogólnie planowałem iść dalej niebieskim szlakiem do wsi Siemiany i potem zielonym, ale jak często w takich przypadkach bywa, naprędce spojrzałem na mapę papierową, która często zawiera więcej punktowych ciekawostek niż aplikacja. I oczywiście znalazłem kilka osobliwości. Więc nastąpiła szybka zmiana trasy. Zatem od tego momentu wędrujemy ścieżką rowerową w kierunku północno – lekko zachodnim.

Po około 3 kilometrach stoi drzewo, na mapie oznaczone jako Sosna Gruba Berta. Niestety w terenie nie ma żadnej tabliczki z nazwą, jest jedynie oznaczenie Pomnika Przyrody. Faktycznie sosna jest trochę grubsza niż klasyczny przedstawiciel tego gatunku, ale żeby zaraz Gruba Berta? Bez przesady. Za sosną zaczyna się polanka, a my skręcamy w lewo do Tłokowiska. Tam jest agroturystyka.

Odeszliśmy od Jezioraka, ale to nie koniec wodnych atrakcji na dzisiaj. Tu też jest tego sporo. Na początek mijamy Jezioro Urowiec, za którym skręcamy w prawo pod górkę wzdłuż brzegu. Następnie wybieramy trzecią ścieżkę w prawo i dochodzimy prosto do rzeźby, która na mapie widnieje jako „Biały Chłop”. Faktycznie, jest on ubrany na biało, ale z twarzy to raczej murzyn. Z innych ciekawostek warto nadmienić, że nie ma rąk. Ale po co one komu potrzebne. Bo na pewno nie do stania 😀 Rzeźba stoi na skrzyżowania pięciu dróg. My nie maszerujemy dalej prosto, tylko lekko pod kątem w prawo. Zostawiamy po prawej jeziora Plajtek Mały oraz Jasne. A przed nami… co to będzie? Jezior Łabędzie 😀 Wiem, tak się odpowiada żeby kogoś spławić, jak jest zbyt ciekawski. Ale te jezioro faktycznie tak się nazywa. Co prawda nie spotkałem tam żadnego łabędzia, ale nazwa zapewne nie wzięła się znikąd.

Przechodzimy przez mostek nad dosyć szeroką rzeczką (mniej więcej jak nasza Struga Brodnicka w parku przy zamku) o wdzięcznej nazwie Buchocianka, która to łączy Jezioro Łabędzie z drugim o nazwie Czerwica. Na tym drugim znajduje się również wyspa – rezerwat przyrody o tej nazwie.

Za mostkiem stoi kolejna tabliczka informacyjna z nazwą „Śniadaniowy Pagórek”. Ja jednak nie jadłem tam nic, ale ze mnie buntownik! Wędrujemy dalej i po kilku kilometrach docieramy do następnej, jak ja to mówię „większej kałuży”. Ta nazywa się Kawki, tak jak wieś niedaleko Brodnicy.

W tym miejscu warto wspomnieć, że nad tym jeziorkiem bez problemu można się zgubić. Bowiem szlak zielony inaczej prowadzi w aplikacji, inaczej na mapie papierowej, a jeszcze trzecią drogą w terenie. Takie rzeczy się zdarzają niestety, dlaczego należy zachować czujność 😀 Także trochę pobłądziłem nad brzegiem i przez liściaste bezdroża (przydały by się opady deszczu, bo ściółka aż trzeszczy pod butami). Ale ostatecznie doszedłem do eleganckiej asflatowej drogi (rzadko mi się zdarza, że chwalę asfalt; ale tu muszę to zrobić, gdyż jest on świeżutki i gładziutki. Widać też, że planują zrobić obok ścieżkę rowerową).

Za chwilę mijamy most na rzecze Liwie. Jest to sama Liwa, która przepływa przez Kwidzyn i w tamtych okolicach wpada do Nogatu. Tylko tu jest jeszcze wąska. Niedaleko stoją też pozostałości starego młyna oraz osada Fabianki. Dalej droga skręca w lewo na wschód. Wreszcie po około 1,5 km ostatecznie i definitywnie (jak to mawia Hubert Urbański w „Milionerach”) wychodzimy z lasu i docieramy do wsi Zieleń. Nie należy oczywiście mylić z Zielenią na linii kolejowej nr 353 między Książkami i Wąbrzeźnem.

Tam przy przydrożnym krzyżu skręcamy w lewo w ścieżkę, która jet również pomnikową aleją przyrody. Dominują na niej topole. Droga ma około 2 kilometry długości, prowadzi prosto na zachód. Mniej więcej w połowie drogi jest cmentarz, a właściwie pojedynczy grób. Dlaczego akurat tu? Prawdopodobnie zgon nastąpił właśnie tam. Na końcu ścieżki znajduje się wieś Olbrachtowice. Na głównym skrzyżowaniu w miejscowości idziemy dalej prosto, mijając po prawej stronie mały kościółek pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej. Po niedługiej chwili droga lekko skręca w lewo, prowadząc teraz w kierunku południowo-zachodnim. Następną osadą na trasie jest Michałowo (nie mylić z tą w okolicy Brodnicy). Na pierwszym skrzyżowaniu obok kapliczki zaczyna się asfalt, my jednak idziemy dalej prosto, do kolejnego rozejścia. Tam z lewej i z prawej przychodzą dwie drogi, my idziemy w lewo. Wędrujemy na południe około 500 metrów i docieramy do ulicy, która niedługo zmienia nazwę na Leśną. Niedługo później po prawej stronie zaczyna się chodnik oraz ukazuje się zielona tabliczka z nazwą Susz.

Nad Suszem warto się chwilę zastanowić. To znaczy nad samym słowem. W naszym języku są to zasuszone pędy kwiatów, ale raczej większość powie, że chodzi o coś innego zielonego 😀 Jak podaje Internet, nazwa pochodzi od pruskiego imienia Suse. Czyli nasza Zuzanna. Jednakowoż niemiecka nazwa miejscowości brzmi „Rosenberg in Westpreußen”. Czyli w wolnym tłumaczeniu Góra Róż w Prusach Zachodnich.

Ale wracamy na trasę. Ulicą Leśną wędrujemy do skrzyżowania z Iławską. Na nim idziemy prosto. Za chwilę droga robi parę zawijasów i docieramy do głównego placu. Po prawej stronie mijamy Kościół pw. Świętego Antoniego Padewskiego. Z rynku wychodzimy ulicą Wąską i docieramy nad jezioro Suskie. Idziemy parkiem/bulwarem/plażą brzegiem zbiornika wodnego, za stadionem wracamy do głównej drogi. W tym miejscu nosi ona imię Wybickiego. Maszerujemy kolo urzędu miasta i na skrzyżowaniu wybieramy drogę w prawo, czyli Piastowską. Na kolejenej krzyżówce skręcając w prawo obok Rossmana i Biedronki w ulicę Warmińską docieramy już do dworca PKP, gdzie nasza wycieczka się kończy.

Dzisiaj wyszło „zaledwie” 44 km. Współczynnik asfaltyzacji też skromny, tylko 15,01 %.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz