Dojazd do Pietrzykowic i spacer po Żywcu

Ehh, dawno mnie tu nie było, oj dawno. Ostatnia wycieczka miała miejsce prawie 3 miesiące temu, a dokładnie 15 czerwca. Była to trasa dawną linią kolejową numer 251 do Iławy. Przez ten czas lato przeleciało jak z bicza strzelił. Było ono bardzo pogodne i upalne, można powiedzieć, że aż za bardzo. Temperatura prawie cały czas oscylowała wokół trzydziestu stopni. W taką pogodę ciężko normalnie oddychać, a gdzie tu mowa o łażeniu. Dlatego praktycznie całe wakacje miałem tak zwaną „fazę chilloutową”. Krótko mówiąc, siedziałem na dupie i czekałem aż się ochłodzi. Nastąpiło to dopiero teraz, w drugiej dekadzie września.

Zainspirowany jakimś horrorem amerykańskim (tytułu nie pamiętam, z resztą nie jest on tu istotny), w którym trójka przyjaciół organizuje sobie kilkudniowy męski wypad w góry, postanowiłem sam takie coś ogarnąć u nas w Polsce. Zatem inspiracja była udana, dobrze jednak, że nie skończyło się tak jak w filmie (przeżywa tam tylko główny bohater, reszta jest zabijana przez jakieś nadprzyrodzone siły, które potem okazują się duchami górskimi)

Wybór padł na Beskidy, a konkretnie Beskid Żywiecki, co zaproponował jeden z nas, gdyż przebywał pod Żywcem na wyjeździe służbowym. I tu pojawiają się moje rozkminy i wątpliwości. Nie mówię tu o wyborze miejsca, gdyż paręnaście lat temu byłem w tych rewirach na rekolekcjach (tak, ja na rekolekcjach, toć to szok!), więc co nie co pamiętałem. Chodzi mi bardziej przemyślenia dotyczące pisania. W końcu ten blog opowiada o wycieczkach „po Brodnicy i okolicach”, więc gdzie tu do Żywca. Będzie z 500 kilometrów. Ale mimo wszystko postanowiłem przełamać ten schemat i opisać całą wyprawę. Uważam, że warto tam pojechać, bo widoczki są faktycznie zapierające dech w piersiach. Taka górska wędrówka wyrabia kondycję, uczy zorganizowania, szybkiego pakowania i innych przydatnych w życiu umiejętności. Jest to też fajny sposób na walkę z samym z sobą i swoimi słabościami.

Zatem po tym jak zawsze przydługim wstępie przechodzimy do meritum.

Pierwszy dzień to w zasadzie był dojazd z Brodnicy do Żywca, a właściwie pod Żywiec, ale o tym za chwilę. „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew…” aaa, nie czekaj, to nie ta śpiewka. Chociaż w sumie też pasuje do tych okoliczności 😀 W każdym bądź razie bynajmniej (jak zawsze celowe błędnie użyte wyrażenia) pojechaliśmy w trójkę. Jak wyżej wspomniałem, jeden z nas był już wcześniej na wyjeździe służbowym, drugi dojechał z Warszawy, a ja klasycznie z Brodnicy. Najpierw Arrivką do Jabłonowa, potem TLK do Wrocławia, następną TLK do Katowic i wreszcie Kolejami Śląskimi do Pietrzykowic Żywieckich. Jest to ostatnia stacja przez Żywcem właściwym, tam mieliśmy zaklepany pierwszy nocleg. Po wyjściu z pociągu udaliśmy się na południe ulicą Wesołą w kierunku rzeczonego budynku.

Po około 10 minutach dotarliśmy wreszcie do naszego „apartamentu”. Po krótkich czynnościach higieniczno-sanitarnych postanowiliśmy przejść się do Żywca w celu zakupienia prowiantu na kilka dni, gdyż zamierzaliśmy nie schodzić do tak zwanej szeroko pojętej cywilizacji przez dłuższy czas. Plan był taki, że śpimy po schroniskach turystycznych, gdzie ogólnie można zakupić jakieś tam przekąski, czy zjeść obiad, ale ciężko o taki, dajmy na to chleb.

Idąc dalej na południe ulicą Wesołą dotarliśmy wreszcie to zielonych tablic granicznych miasta. Minęliśmy Lidla, McDonalda i na Rondzie im. Michała Caputy skręciliśmy w lewo w estakadę nad torem oraz rzeką Sołą. Po dotarciu do kolejnego ronda, tym razem imienia Tadeusza Janicha, skręciliśmy w Aleję Wolności, a następnie w ulicę Stefana Batorego, którą doszliśmy do ścisłego centrum miasta. Tam zobaczyliśmy między innymi zamek wraz z ogrodem zamkowym, bibliotekę, konkatedrę oraz rynek. Po zjedzeniu posiłku poszliśmy z powrotem zahaczając o wyżej wymieniony sklep spożywczy niemieckiej sieci, po czym, już prawie po ciemku wróciliśmy do naszej bazy noclegowej na spoczynek. Dobrze, że nie wieczny.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz