Szlak Żółty Część 1 – Iława – Lubajny

Słowo się rzekło, jedziemy dalej z żółtym szlakiem 😀 Zeszłą wycieczkę kończyliśmy w Lubajnach, więc siłą rzeczy kolejną powinniśmy tam zacząć. Ale jak już wspomniałem w ostatnim poście, dojazd w te rejony jest bardzo utrudniony. Dlatego tym razem złamałem ogólną zasadę ze wschodu na zachód i zacząłem w Iławie.

Wychodzimy z dworca kolejowego, przechodzimy przez jezdnię i na placu skręcamy pod lekkim kątem w prawo. Dochodzimy do pierwszego ronda i skręcamy w lewo zgodnie ze znakami żółtego szlaku i muszelki. W początkowej fazie towarzyszy nam również szlak zielony i niebieski. Dalej maszerujemy ulicą Andersa do skrzyżowania, na którym ulica zmienia nazwę na Sobieskiego. Skręca ona lekko w prawo i prowadzi teraz centralnie w kierunku północnym. Przechodzimy pod wiaduktem linii kolejowej nr 9, następnie po około 100 metrach szlaki zielony i niebieski skręcają w lewo nad jezioro. Jest to Jeziorak, jednak jeszcze nie ten właściwy, tylko Mały. Idąc dalej mijamy kolejne rondo, na którym szlak skręca w prawo, jednak można skrócić sobie drogę na skos przez coś co szumnie zwie się Parkiem Miejskim (wymiary 100 na 50 metrów). Idziemy teraz na zachód ulicą Niepodległości, jednak wkrótce ona również skręca na północ i prowadzi do kolejnego ronda, na którym po raz kolejny wybieramy opcję na wprost (na szczęście szlak jest dobrze oznakowany, więc ciężko się zgubić). Kolejna ulica nazywa się Dąbrowskiego, przechodzimy przez most nad rzeką Iławką, za którym muszelka na chwilę skręca w lewo nad samo jezioro, a żółty szlak idzie dalej prosto, do skrzyżowania ze znakami na Szałkowo, gdzie skręca w lewo.

Po około 1,5 kilometra nasze ścieżki ponownie się krzyżują. Wędrujemy dalej w kierunku północnym chodnikiem i ścieżką rowerową. Po lewej stronie cały czas mamy w pewnej odległości Jezioraka, czasami nawet prześwituje 😀 Ale większość trasy zasłaniają nad domki. Najpierw mijamy tablicę Kamień Duży, potem Szałkowo, która to wieś ciągnie się przez około 4 kilometry wzdłuż jeziora. Po minięciu tej miejscowości mamy dwa skrzyżowania, pierwsze ze znakami na Jażdżówki, a drugie na Jezierzyce. Przy tym ostatnim kończy się ścieżka rowerowa (w sensie ta utwardzona prowadząca chodnikiem, bo szutrowa idzie dalej) i jest tam miejsce postojowe.

Ogólnie fajnie, że do tej pory była ścieżka rowerowa wraz z chodnikiem, bo trochę bezpieczniej, ale jednak chodnik to chodnik. Twarda powierzchnia i te sprawy. Także z ulgą przyjąłem fakt, że kolejny fragment trasy jest szutrowy. Etap ten trwał aż… 600 metrów 😀 Po czym znowu pojawił się asfalt, również na mniej więcej pół kilometra. Ale po kolei. Z miejsca postojowego skręcamy w prawo w szutrówkę, po czym czeka nas kolejny skręt w tę stronę. Znajdujemy się we wsi Tynwałd. Po prawej stronie mijamy jeziorko bez nazwy. Dochodzimy do kolejnego skrzyżowania. Tam wybieramy kolejną szutrową drogę pod kątem 120 stopni w lewo. Teraz czeka nas przyjemny leśny fragment, oczywiście żeby nie było tak kolorowe, asfalt znowu się pojawia.

Docieramy do wsi Frednowy, znajduje się tam sporo gniazd bocianich na słupach wysokiego napięcia (ja naliczyłem 5, ale pewnie jest ich więcej). Można tam również znaleźć sklep spożywczy, kościół pw. Trójcy Przenajświętszej oraz drogowskazy z mapą ścieżek rowerowych. Kolejna wieś nazywa się Wiewiórka, ciekawe skąd ta nazwa 😀 Cały czas maszerujemy w kierunku wschodnim. Następnie znowu wchodzimy do lasu, asfalt kilkukrotnie zamienia się w drogę szutrową i odwrotnie. W końcu docieramy do skrzyżowania, na którym muszelka skręca w lewo i okrążą jezioro Drwęckie od północy docierając do Ostródy. Ja jednak wybrałem wersję dla leniwych i powędrowałem dalej żółtym szlakiem 😀 Idzie on dalej prosto do leśnictwa Mały Gil, przy którym skręca w prawo w wąską ścieżkę. Dochodzimy do torów linii 353, jednak na razie ich nie przekraczamy. Przekraczamy za to Drwęcę, mostem dla pieszych, na której znajduje się również spiętrzenie.

Za przeprawą po obu stronach stoją zrujnowane pozostałości ceglanych wież, prawdopodobnie pełniących kiedyś funkcje obronne. Idziemy jeszcze około 300 metrów wzdłuż torów, po prawej stronie oczom naszym ukazują się silosy zbożowe wraz z elewatorem. Po ich minięciu przekraczamy wreszcie tory, za nimi skręcamy w lewo w ulicę Dworcową. I wreszcie nadchodzi ta wiekopomna chwila, mianowicie kilka wycieczek wcześniej był początek żółtego szlaku (link), a tu mamy jego koniec, chyba że patrzymy z drugiej strony, to tam koniec, a tu początek 😀

Trochę żółci ostatnio było w moich wędrówkach, trochę się nią naszedłem. Czy też naszłem. Piszę tak, żeby być zrozumianym przez wszystkie elektoraty wyborcze. Dlatego można podejść na peron i trochę odpocząć. Ogólnie w wersji light można tu zakończyć wycieczkę, jeśli ktoś jest leniwy albo kontuzjowany (do tego miejsca będzie około 29 km). W wersji hard, skręcamy na wspomnianym wcześniej skrzyżowaniu w muszelkę i przez Rogowo i Liwę docieramy do Ostródy. Ja też chciałem wybrać tę opcję, jednak musiałem dojść do Lubajnów, bo ostatnio się nie udało przez deszcz 😀 Dlatego wybrałem wersję średnią, która prowadzi w dużej mierze byłą drogą krajową nr 16. No cóż… 😀

Więc tak. Ze stacji idziemy dalej wzdłuż torów ulicą Dworcową, które potem skręca w prawo w Spółdzielczą. Dochodzimy nią do pierwszego skrzyżowania i skręcamy w lewo. Ta odnoga również nazywa się Spółdzielcza. Pod koniec asfalt zamienia się w wąską ścieżkę i docieramy do ulicy Spokojnej, w którą skręcamy w prawo. Wreszcie osiągamy przy cmentarzu ulicę Zabłocie, gdzie wybieramy lewy kierunek. Teraz w końcu czeka nas długa prosta. Początkowa mamy asfalt, na szczęście po kilometrze droga staje się normalna. Po dalszych dwóch kilometrach docieramy do wspomnianej już krajowej szesnastki. Na szczęście jest to dawna krajówka, obecna biegnie elegancką dwupasmówką i od południa okrąża Ostródę. Jednak ruch nadal jest spory, gdyż znajduje się tu dużo zakładów przemysłowych. Warto wymienić tu oczyszczalnię ścieków oraz Wagon Service Ostróda, a jeśli skręcimy w prawo, to po kilometrze mamy Morliny (Chyba nie trzeba mówić czym się zajmują). Tak że zdecydowanie ten asfaltowy fragment nie należy do nudnych. Ciągnie się on około 5 kilometrów, po których docieramy do skrzyżowania z dawną drogą krajową nr 15, a obecnie drogą wojewódzką 619. Tam wreszcie pojawia się upragniony chodnik. Po prawej stronie mijamy jezioro Smordy (nie mylić ze Smrody).

Maszerujemy prosto ulicą 11 Listopada aż do stacji kolejowej. Jak już wspomniałem w poprzednim poście, trwa tam remont, wymieniane są urządzenia sterowania ruchem, oraz budowany jest tunel pod dworcem. Potem dochodzimy do przejazdu przez tory z rogatkami. Przechodzimy i na wprost ukazuje nam się jezioro Drwęckie. Tu spotykamy się znowu z muszelką, której towarzyszy szlak zielony. Wędrujemy dalej nadjeziornym bulwarem, po prawej jest dużo wszelkiego rodzaju knajp oraz informacja turystyczna, a po lewej przystań jachtowa wraz z pomostem. Na przeciwko niego odbijamy w prawo w ulicę Adolfa Tetzlaffa wraz z naszymi szlakami. Dalej ulica zmienia nazwę na Zamkową. Jak sama nazwa wskazuje, po lewej stronie stoi średniowieczny ceglany zamek. Po około 200 metrach dochodzimy do Placu Tysiąclecia Państwa Polskiego. Na nim zielony szlak opuszcza nas, skręcając w lewo w kierunku północnym, a my dochodzimy do końca placu, po prawej stronie mijamy jeszcze kościół pw. Św. Dominika Savio, a na dalszym planie znajduje się również Cerkiew Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.

Na skrzyżowaniu idziemy w lewo według wskazań muszelki w ulicę Drwęcką. Później mijamy most na tej rzece. Na kolejnym zejściu dróg znowu dociera do nas szlak w kolorze lasu. Skręcamy w prawo w ulicę Olsztyńską. Nazwa wzięła się stąd, że jest to stara wylotówka w kierunku tego miasta. Przechodzimy pod wiaduktem, gdzie górą jedzie droga S7. Za nim droga prowadzi lekko w dół i na kolejnym rozstaju zieleń już ostatecznie nas opuszcza, a my idziemy dalej prosto koło cmentarza komunalnego. Niedługo potem mamy wreszcie znaki Lubajny, jednak to jeszcze nie koniec naszej trasy, Wędrujemy jeszcze około 3 kilometrów szosą wzdłuż torów i dopiero docieramy do stacji kolejowej.

W tym miejscu muszę przestrzec wszystkich, że przed wyruszeniem w drogę warto sprawdzić co ciekawego znajduje się nie tylko na samej naszej trasie, ale także w najbliższej okolicy. Bo doszedłem do stacji i miałem jeszcze godzinkę do pociągu, więc myślę: „A posiedzę sobie, może jakiś ciekawy skład się trafi”. Dopiero w drodze powrotnej po lewej stronie spostrzegłem jakieś ceglane ruiny, które potem okazały się zrujnowanym dworem rodu von Groeben z XIX wieku. Niedaleko „znalazł się” również stary cmentarz.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

3 myśli na temat “Szlak Żółty Część 1 – Iława – Lubajny

Dodaj komentarz