Szlak Czerwony/Zielony – Z Grudziądza przez Mełno do Bursztynowa

Majówka w pełni (właściwie to jeszcze kwietniówka, ale to nie istotne) 😀 Pogoda piękna, ciepło, słonecznie, więc co tu robić? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna 😀

Jedziemy pociągiem do Grudziądza. Wielu to miasto kojarzy się z syfem, kiłą i mogiłą. Z czego wynika takie przeświadczenie? Prawdopodobnie z faktu, że za „lepszych czasów” (czytaj za komuny) istniała tam duża fabryka, to jet Grudziądzkie Zakłady Przemysłu Gumowego „Stomil”. Jednak wraz z przemianami ustrojowymi zakład upadł, co doprowadziło do ogromnego bezrobocia. Tak że pierwsze wrażenie z przyjazdu do tego miasta może nie być zbyt dobre, zwłaszcza jeśli przyjeżdża się pociągiem. Budynek dworca pamięta jeszcze wspomniane czasy, często tam nocują bezdomni itd. Z zewnątrz również wygląda komicznie, połowa obiektu jest szara i zaniedbana, a w drugiej rozgościł się sklep znanej marki z owadem w nazwie.

Jednak pierwsze wrażenie, jak to często bywa jest mylne. Ogólnie miasto jest bardzo zadbane i oferuje wiele atrakcji. Dziś skupimy się głównie na południowych rewirach, ale gwarantuję, że północne kiedyś też będą.

Dojazd z Brodnicy jest bardzo prosty i przyjemny, kursują bezpośrednie pociągi Arrivy. Podróż trwa około godziny, w zależności ile trwa postój w Jabłonowie na mijankę. Po wyjściu z pociągu kierujemy się do tunelu, w prawo droga prowadzi do dworca i do miasta, my natomiast idziemy w lewo, po czym wchodzimy do góry po schodach na ulicę Droga Łąkowa. Prowadzi tamtędy również droga krajowa nr 16. Idziemy kilkaset metrów wzdłuż torów w kierunku zachodnim (czyli jakbyśmy jechali dalej pociągiem w kierunku Laskowic albo Torunia) i dochodzimy do estakady. Przed nią skręcamy w lewo w dwupasmową ulicę Hallera. Idziemy nią tylko chwilkę, przechodzimy przez jezdnię i skręcamy w pierwszą ulicę w prawo, czyli w Narutowicza. Następnie znowu skręcamy w lewo w Czarneckiego. Po drodze mijamy Technikum Budowlane, Zespół Szkół Technicznych i Zespół Szkół Mechanicznych. Dalej krzyżujemy się z ulicą Bora-Komorowskiego, w którą skręcamy w prawo i potem ponownie w lewo przed torami w ulicę Konarskiego. Tą drogą maszerujemy jeszcze około kilometra na południe, po lewej stronie mamy jednostkę wojskową i kolejną szkołę, tym razem Zespół Szkół Ekonomicznych, Dalej znajduje się również Galeria Grudziądzka, widzimy między innymi Carrefoura, Castoramę i Actiona. Wreszcie ulica dochodzi do dużego ronda z rozwidleniami w lewo i w prawo. Natomiast my idziemy prosto w szutrową ścieżkę do lasu.

Jak do tej pory od samego dworca teoretycznie przebiega szlak pieszy czerwony, na wielu mapach on występuje, jednak próżno szukać jego śladu w mieście. Dopiero w lesie można zauważyć niewyraźne ślady na drzewach. Ogólnie ten szlak nie prowadzi tą ścieżką na wprost, tylko równoległą do niej z prawej strony, ale jak kto woli, można iść tak lub tak. Idziemy przez Las Komunalny, po drodze mamy dużo miejsc do siedzenia, tablic informacyjnych i innych tego typu obiektów. Na końcu lasu znajduje się rondo, na którym skręcamy w prawo w ulicę Południową, która po chwili zmienia nazwę na Zaleśną. Na kolejnym rondzie szlak skręca w lewo, jednak warto podejść kilkaset metrów dalej prosto, gdyż znajduje się tam plaża miejska nad jeziorem Rudnickim Wielkim. Jest tam również obiekt oznaczony na mapie jako wieża widokowa, czy punkt obserwacyjny, który w rzeczywistości jest wieżą dla ratownika wodnego o wysokości około 3 metrów, ale warto tam wejść, bo widoczki faktycznie są ciekawe, zwłaszcza w ładną pogodę (ja akurat byłem tam o 8 rano w słoneczny dzień, więc tym bardziej było warto). W sezonie jest tam kąpielisko i kilka restauracji.

Wracamy z plaży i idziemy dalej według wskazań szlaku ulicą Miłą. Po drodze mijamy wiele burżuazyjnych domów. Wreszcie po kilkuset metrach ulica Miła skręca w lewo i zmienia się w Wrzosową. Później dochodzi do szerszej drogi, to jest ulicy Zielonej. Szlak w tym miejscu skręca w las, ale ja akurat poszedłem asfaltem. Ogólnie rzecz biorąc większość tej wycieczki prowadzi asfaltem, ale o tym później 😀 Wędrujemy ulicą Zieloną, po drodze mijamy z lewej strony ranczo i ogródki działkowe, a po prawej mamy panoramę na jezioro. Przechodzimy również przez mostek nad rzeką Maruszą. Po około 2 kilometrach dochodzimy do skrzyżowania. W prawo mamy ulicę Kossaka, prosto Orlą, a my idziemy w lewo w drogę bez nazwy. Po chwili dochodzimy do wsi Piaski. Wcześniej jednak szlak czerwony wychodzi z lasu i ponownie idzie z nami. Niestety, cały czas maszerujemy asfaltem, a chodnika prawie nigdzie nie ma. Nie wiem co za mądry człowiek tak to wymyślił, ale powinien się smażyć w piekle (jak ktoś kiedyś chodził po asfalcie w upał, to wie o czym mówię). Za Piaskami mamy Turznice i Dębieniec, oczywiście cały czas nawierzchnia twarda…. Jedynym pocieszeniem na tym odcinku trasy były kwitnące akurat pola rzepaku, co dodaje trochę żółtych barw do tej palety. Droga, jak to droga, prowadzi raz po górę, raz z górki, kilka zakrętów itd. Za wsią Dębieniec dochodzimy do drogi wojewódzkiej nr 543 z Brodnicy do Paparzyna. Spodziewałem się, że ruch na niej będzie większy, na szczęście wszystkie auta jadące do Grudziądza w Radzyniu skręcają w drogę nr 534, więc nie jest źle. Idziemy na skrzyżowaniu w lewo, po chwili mamy przecięcie ze staro (a właściwie bardzo starotorzem). Jeśli ktoś tak jak ja jest miłośnikiem kolei, to wszędzie bez problemu rozpozna ślad po dawnej linii. A czemu piszę, że bardzo? Ponieważ linia przestała funkcjonować w 1982 roku, a w 1991 roku uległa fizycznej likwidacji. W internecie można wyczytać, że w ostatnim rozkładzie jazdy pociąg trasę 45 kilometrów pokonywał w zawrotnym czasie dwóch godzin i dwudziestu minut. Czyli szaleństwo 😀 A właściwie co to była za trasa? Otóż była to linia kolejowa nr 247, typowo przemysłowa, gdyż łączyła ona cukrownie w Chełmży i w Mełnie.

Po minięciu dawnych torów idziemy dalej na południe asfaltem, szlak czerwony prowadzi tą drogą wojewódzką aż do Radzynia, jednak przed wsią Zieleniec można skręcić w lewo w ścieżkę oznaczoną jako rowerową. Mamy tam znaki na Kneblowo oraz jezioro o tej samej nazwie. Ruch tam jest tam praktycznie znikomy, więc chociaż jest cisza i spokój. Jednak za wędrówką zgodnie ze szlakiem przemawia fakt, że po drodze w Radzyniu mamy kościół pw. Św. Anny, a przede wszystkim ruiny zamku krzyżackiego. W przeszłości były tam realizowane zdjęcia do serialu Pan Samochodzik i Templariusze, a obecnie można zwiedzać podziemia, jak również wspiąć się na wieżę.

Ja już kiedyś byłem na tym zamku, więc tym razem wybrałem wariant przez Kneblowo 😀 Jednak panorama na zamek z tego miejsca jest również bardzo ładna, więc nie mam czego żałować. W Radzyniu szlak czerwony się kończy i jego miejsce zajmuje zielony. Ten jest lepiej oznakowany niż jego poprzednik, znaki na drzewach są bardzo wyraźne. Za miastem (tak, Radzyń to wbrew pozorom miasto) idziemy znowu drogą wojewódzką nr 534, po czym we wsi Fijewo skręcamy w prawo za stacją benzynową, tym razem w drogę nr 538. Na tym fragmencie ruch jest szczególnie wzmożony i oczywiście nie ma chodnika ani ścieżki rowerowej, więc należy zachować szczególną ostrożność. Na szczęście już po około półtora kilometra we wsi Zakrzewo opuszczamy asfalt i skręcamy wraz ze szlakiem w prawo. Ogólnie obecna droga polna jest bardzo sympatyczna i w ogóle, tylko ogólnie byłoby za nudno. Więc po chwili droga nam znika i prowadzi miedzą przez jakieś 500 metrów. Jednak z powrotem wracamy na ścieżkę wędrujemy chwilę i… ponownie mamy asfalt 😀 Jednak tym razem jest chodnik, więc nie ma tragedii. Jesteśmy w Mełnie, po prawej strony mijamy ceglany kompleks, w którym obecnie znajduje się Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki.

Generalnie ta wycieczka ma kilka wariantów. Od wersji Very Light do wersji Super Deluxe. Ta pierwsza najkrótsza w sumie właściwie się już kończy, na ostatnim skrzyżowaniu z asfaltem skręcamy w lewo i po jakimś kilometrze dochodzimy do stacji kolejowej w Mełnie. Jej długość wynosi około 28 km. Ja wybrałem wariant Zwykły Deluxe, który opiszę w dalszej części. Kolejny fragment jest wspólny dla pozostałych opcji. My skręcamy w prawo, a następnie w lewo wraz ze wskazaniami szlaku i przechodzimy przez tor kolejowy linii 208. Dalej po lewej stronie na niewielkim wzgórzu widzimy biały mur. Jest to cmentarz wojenny z czasów 2 wojny światowej, odnowiony w 2023 roku. Warto trochę nadłożyć drogi i tam podejść.

Wracamy na szlak i idziemy dalej prosto w kierunku północnym, następnie skręcamy w prawo (znowu ten asfalt, ehhh…) a po prawej stronie mamy jezioro Mełno, które wbrew swojej nazwie wcale nie znajduje się we wsi Mełno, tylko niedaleko. Wędrujemy wzdłuż kolejnych pól rzepaku i po kilku kilometrach dochodzimy do (a jakże) drogi wojewódzkiej nr 538 😀 Na szczęście wędrujemy nią tylko około 300 metrów, po czym na skrzyżowaniu skręcamy w prawo według drogowskazów na Słup (nie mylić z wsią o tej samej nazwie, która znajduje się niedaleko Lidzbarka Welskiego). Pamiętacie listopadową wycieczkę przez Łasin do Grudziądza? (https://maronwedruje.com/2023/11/16/ostrowite-grudziadz/) Padła tam nazwa Słupski Młyn. To jest właśnie nawiązanie do tej miejscowości.

Tu również nasze warianty trasy mają swój początek. Wariant Super Deluxe prowadzi cały czas szlakiem zielonym przez Świecie nad Osą do Ostrowitego koło Jabłonowa (prawie 55 km). Wariant Prawie Super Deluxe (52 km) kończy się w Jabłonowie i przebiega wzdłuż torów przez Boguszewo, Linowo i Bursztynowo. Warianty średnie prowadzą do tych trzech wsi, na każdej z nich znajduje się stacja kolejowa, więc można wrócić pociągiem. Moja opcja prowadzi ze Słupa przez Linowo do Bursztynowa. Nie wybrałem najdłuższej wersji tylko dlatego, że miałem ograniczony czas 😀

A zatem od Słupa idziemy jeszcze trochę wzdłuż jeziora Mełno, następnie przez pola dochodzimy do wsi Linowo. W tej miejscowości robimy trochę serpentyn i ślimaczków, ale niestety tak prowadzi nasza trasa 😀 Po drodze mamy między innymi Zakłady Przemysłu Drobiarskiego, kościół, były pałac i wiele innych wiejskich atrakcji. Następnie po opuszczeniu wsi wchodzimy między pola uprawne (początkowo droga prowadzi po płytach typu Mirosław, zaintrygowanych tą nazwą odsyłam w czeluście Internetu :D), gdzie mamy również sporą famę wiatrową. Po około dwóch kilometrach docieramy do skrzyżowania, gdzie stoi przydrożny krzyż, skręcamy w prawo i dochodzimy do przystanku osobowego Bursztynowo.

Łączna długość trasy – 45 km.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Jedna odpowiedź na “Szlak Czerwony/Zielony – Z Grudziądza przez Mełno do Bursztynowa

Dodaj komentarz