10. Linią 208 do Górzna

Kolejna trasa rozpoczyna się Działdowie. Jest to miasto powiatowe w województwie warmińsko-mazurskim. Powiat działdowski graniczy od wschodu z powiatem brodnickim. Obecnie dojazd z Brodnicy jest bardzo utrudniony, autobusem się praktycznie nie da, a pociągiem trzeba jechać dookoła z przesiadką w Jabłonowie i Iławie. Jednak jeszcze 20 lat temu do Działdowa były bezpośrednie połączenia przez Radoszki, Lidzbark Welski i Płośnicę. Dziś odcinek do Lidzbarka jest oficjalnie nieczynny, a prędkość szlakowa na nim oznaczona jako zero na godzinę, a fragment z Lidzbarka do Działdowa jest utrzymywany z uwagi na kursujące tam kilka razy w roku pociągi towarowe do zakładów przemysłowych.

Wysiadamy na stacji w Działdowie i kierujemy się w kierunku południowym wzdłuż torów do tunelu dla pieszych, gdzie przechodzimy na drugą stronę torowiska. Po wejściu po schodach, skręcamy w prawo i idziemy ulicą Polną (to nazwa własna, nie rodzaj ulicy), a następnie skręcamy w prawo w ulicę Dmowskiego. Po chwili droga zmienia się w polną (tym razem to rodzaj), następnie za kolejową wieżą ciśnień mamy rozstaje dróg. Droga prosto prowadzi dalej wzdłuż torów, a my skręcamy w lewo za ogródkami działkowymi. Po około 500 metrach znowu skręcamy w lewo, a potem w prawo w zadrzewioną asfaltową uliczkę. Po prawej mamy bloki, jednak nie należą one już do Działdowa, tylko do wsi o nazwie Rudolfowo. Dalej przed nami mamy coś przypomina dawny PGR, czyli dużą zagrodę z budynkami gospodarczymi. Na mapie droga omija tę działkę z prawej strony, jednak dalej brama jest zamknięta, więc trzeba obejść ją od lewej strony skręcając w drogę, na której jest szlaban (trzeba go po prostu ominąć). Po minięciu zagrody wracamy z powrotem na drogę z mapy i idziemy dalej przez drogę wśród pól. Kiedy ja przechodziłem, akurat kwitły mlecze.

Po prawej stronie znowu widzimy tory (a właściwie same nasypy) jednak tym razem są w pewnej odległości. Wprawne kolejarskie oko wśród tych torów dostrzeże dwa semafory wjazdowe od strony stacji Działdowo. Jest to spowodowane istniejącą tam łącznicą oznaczoną w bazach kolejowych jako linia numer 966. Ma ona tylko około kilometra długości i obecnie jest nieużywana. Dlaczego wspominam tu o jakiejś krótkiej linii na prowincji? Obecnie faktycznie jest ona zaniedbana i nieużywana, jednak przed wojną miała ona znaczenie militarne, a później w latach osiemdziesiątych służyła ona jako fragment linii objazdowej, którą wożono zużyte paliwo atomowe z NRD do ZSRR! Tak, przez naszą spokojną Brodnicę przejeżdżały kiedyś takie pociągi specjalne. Mało kto o tym wie i ciężko jest cokolwiek o nich znaleźć w internecie. Wiadomo, że jeździły one przez tak zwane „zadupia” żeby w razie katastrofy czy wycieku ograniczyć straty do minimum. I tak, zamiast jechać jak współczesne pociągi przez Poznań i Warszawę, te specjalne składy były trasowane alternatywnym ciągiem transportowym zachód – wschód przez Kostrzyn nad Odrą (ten od Woodstocku), Piłę, Chojnice, Grudziądz, Jabłonowo, Brodnicę, Działdowo, Nidzicę, Wielbark, Ostrołękę, przedmieścia Białegostoku, Czeremchę i dalej na wschód. Odpowiednie ułożenie w terenie dzisiaj nie używanych łącznic sprawiało, że pociągi te jeździły bez żadnej „cofki”, czyli bez zmiany czoła. Bardziej zainteresowanych tą tematyką odsyłam do artykułu Pana Krzysztofa Orzechowskiego: https://archiwum.tvn24.pl/magazyn-tvn24/68/tvn24.pl/magazyn-tvn24/mowili-ze-woza-po-polsce-bombe-atomowa-tajne-pociagi-pod-specjalnym-nadzorem,68,1443.html

My tu gadu gadu o pociągach specjalnych, a trasa się sama nie przejdzie. Mijamy mostek na bezimiennej rzeczce i idziemy dalej wzdłuż torów. Za sobą i po prawej mamy cały czas piękny widok na Działdowo, jak i na tory. Mijamy jedno skrzyżowanie, a na drugim skręcamy pod kątem w prawo.

Po chwili naszym oczom ukazuje się charakterystyczny ceglany budynek. Jest to typowa chatka kolejowa. Zaraz potem mijamy po raz pierwszy tor linii 208, a po lewej stronie mamy przystanek osobowy Pierławki (niektórzy błędnie z przekąsem nazywają go Pierdławki). Jest to pierwsza stacja na tej linii. Właściwie poza peronem, tabliczką z nazwą i budką przypominającą te autobusowe, nic więcej tam nie ma.

Zaraz z przejazdem główna droga idzie prosto, a my skręcamy na skos w lewo słabo widoczną ścieżkę polną. Idziemy nią około kilometra, w międzyczasie krzyżujemy się z czerwonym szlakiem, do którego jeszcze wrócimy. Po prawej stronie widzimy fermę wiatrową, akurat podczas mojej wycieczki strasznie wiało, więc było głośno 😀 Za wiatrakami po prawej stronie będzie mały zagajnik, następnie kolejne skrzyżowania, na którym skręcamy w prawo z powrotem w stronę torów. Po ich minięciu po lewej stronie będzie kolejny potok bez nazwy oraz tabliczka ostrzegająca o terenie górniczym. Jest to żwirownia, idąc dalej można zobaczyć głębokie wykopy, jeziorko jak i maszyny do wydobywania surowca. Po kilkuset metrach z lewej strony znowu dochodzi czerwony szlak, tym razem zostanie on z nami na dłużej. Zaraz za skrzyżowaniem zaczynają się zabudowania wsi Prioma. Jest tam też przystanek kolejowy, niestety nie udało mi się tam dotrzeć i nie mam zdjęcia z bliska, jednak z tego co sprawdzałem w internecie wygląda on identycznie jak poprzedni w Pierławkach.

Jak już wspomniałem, kolejny etap trasy prowadzi czerwonym szlakiem, co jest bardzo przydatne, bo nie trzeba się martwić o zgubienie trasy, jednak, żeby nie było tak kolorowo idziemy przez jakiś czas asfaltem z dosyć sporym ruchem. Po minięciu wsi po raz trzeci przechodzimy przez tor, następnie po obu stronach mamy las. Po wyjściu z niego po lewej stronie widzimy zabudowania przywodzące nam na myśl zakłady Agroloku w Osieku. I faktycznie, jest to również zakład przetwórstwa pasz o nazwie Agrifirm. Wchodzimy do kolejne wsi, to jest do Płośnicy. Dla wielu mieszkańców naszego miasta ta nazwa kojarzy się jednoznacznie z klubem z muzyką w stylu „umcia umcia”, jednak nas takie rzeczy nie interesują.

Przed fabryką na mapie mamy drogę prowadzącą do stacji kolejowej, jednak na gruncie znajduje się ona na terenie zakładu i jest zamknięta dla osób z zewnątrz. Także trzeba ominąć cały kompleks i dopiero na skrzyżowaniu skręcić w lewo. Ja oczywiście do stacji nie dotarłem, bo musiałbym się cofać, co uznałem za zbędne 😛

Na wspomnianym wyżej skrzyżowaniu skręcamy w prawo w stronę centrum wsi. Dalej po prawej stronie mijamy mały skwer z dziwną rzeźbą w kształcie strusia/emu/pawia. Potem na wprost widzimy kościół pod wezwaniem św. Barbary. My jednak przedtem skręcamy w lewo zgodnie ze znakami szlaku. Po kilkuset metrach szlak prowadzi dalej w prawo według znaków na Turzę Małą. Niestety dalej towarzyszy nam uciążliwy asfalt. Po około dwóch kilometrach mijamy mostek na kolejnej bezimiennej rzeczce, a następnie dochodzimy do wspomnianej wsi ze znaku. Po prawej stronie mamy kolejne zabudowania, które przywodzą mi na myśl PGR. Jest wysoki ceglany komin, zagroda, a obok pałac, który pasowałby na dom właściciela. Dalej w centrum wsi również po prawej stronie widzimy most nad rzeką Płośniczanką, następnie napis zrobiony z kostek brukowych. Idąc dalej mijamy sklep spożywczy i tabliczkę ze znakiem Welski Park Krajobrazowy. W dalszej części zabudowania się kończą, kończy się również, ku naszej uciesze nieszczęsny asfalt. Wędrujemy dalej szlakiem koloru czerwonego szeroką drogą przez las do wsi Koty. Jednak przed tą miejscowością po prawej stronie będziemy mieli kolejną rzeczkę, tym razem szerszą. Jest to Wel, znany nam już z wycieczki do Lidzbarka (link: https://maronwedruje.wordpress.com/2023/07/31/wokol-komina-5-nml-lidzbark-piaseczno/) Nasz szlak pieszy to również ten sam, tylko na innym odcinku. Jeszcze przed Kotami po lewej stronie mamy aleję z pomnikami przyrody prowadzącą do osady Prętki.

W Kotach przechodzimy przest most nad wspomnianą rzeką. Następnie opuszczamy szlak, który idzie w prawo w kierunku Jelenia (tak, to również nazwa wsi), a my idziemy w lewo (niestety znowu asfaltem) wzdłuż rzeki. Po drodze jest kilka miejsc, gdzie można zajść nad wodę i odpocząć. Wędrujemy około 5 kilometrów tą drogą w kierunku południowo – zachodnim, aż dochodzimy do wsi Podcibórz (Cibórz też jest niedaleko) i do ronda ze skrzyżowaniem z drogą wojewódzką nr 544 z Brodnicy do Działdowa i dalej do Ostrołęki. My na rondzie idziemy prosto ulicą o nazwie Główny Dworzec i wchodzimy na teren Lidzbarka. Wzdłuż drogi mamy po lewej tronie tory kolejowe (cóż za nowość) :D, a dalej jak sama nazwa ulicy wskazuje stację Lidzbark. Jest to, a właściwie była kiedyś główna stacja w mieście z kilkoma torami, jednak pasażerów wsiadało i wysiadało tu stosunkowo mało, gdyż jest to niejako skraj miasta. Dwa kilometry dalej mamy przystanek osobowy Lidzbark Miasto, który znajduje się bardziej w centrum.

Teraz będzie trochę spamu kolejowego z Lidzbarka 😀

Idziemy więc dalej wspomnianą ulicą Główny Dworzec w kierunku zachodnim, która po jakimś czasie zmienia nazwę na Działdowska. Wreszcie mijamy most na rzecze Wel, obok którego mamy skromny bulwar i skręcamy w lewo w ulicę Nowy Rynek. Tam mamy coś co faktycznie przypomina rynek. Jest nawet przystanek autobusowy, gdzie jest odjeżdżają 3 autobusy na krzyż. Po minięciu rynku idziemy dalej prosto ulicą Zieluńską i… znowu mijamy tory (który to już dziś raz?) Po lewej stronie znajduje się wspomniany już przystanek Lidzbark Miasto. Przypomina wymienione już dziś Pierławki i Priomę, nawet budki nie ma, tylko tabliczka z nazwą. I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat temu zatrzymywały się tu pociągi pospieszne (pewnie starsi czytelnicy, tak jak ja pamiętają pociąg Bory Tucholskie z Warszawy do Kołobrzegu, czy łącznik Warmia z Grudziądza do Krakowa).

Ale wróćmy do wycieczki, bo nie wszystkich takie kolejowe bajdurzenie interesuje 😀 Za torami mamy jeszcze kilka sklepów spożywczych. Warto z nich skorzystać, bo teraz przez kilka godzin nie będzie możliwości zrobienia zakupów. Dalej mamy rondo, na którym skręcamy w prawo według znaków na Bryńsk. Za rondem idziemy ulicą 3 Maja, po jakimś kilometrze po prawej widzimy… tor kolejowy (to już dziś ostatni raz, przysięgam) 😀 Idziemy dalej i wchodzimy do lasu, tam mamy tabliczki graniczne Lidzbarka oraz po raz kolejny z Welskim Parkiem Krajobrazowym. Jeszcze jakiś czas towarzyszy nam ścieżka rowerowa. Dalej wchodzimy do wsi Jamielnik (nie mylić z tym koło Iławy z tej wycieczki: https://maronwedruje.wordpress.com/2023/07/28/wokol-komina-4-do-jamielnika/)

Ogólnie przez las mamy do Górzna kilka dróg. Możemy iść czerwonym szlakiem przez Bryńsk i Bryńsk Szlachecki, albo niebieskim przez Ostrowy i Czarny Bryńsk. Jednak obiema drogami już szedłem i są one opisane tu: https://maronwedruje.wordpress.com/2023/07/26/wokol-komina-3-trojstyk/ i tu: https://maronwedruje.wordpress.com/2023/07/16/szlak-niebieski-2-gorzno-wielki-gleboczek/ więc tym razem wybrałem inną trasę. Mianowicie na skrzyżowaniu w Czarnym Bryńsku droga do Górzna idzie prosto, a my skręcamy w lewo na południe. Po jakimś kilometrze droga mamy serpentyny, najpierw w prawo, potem w lewo. Po lewej stronie mamy najpierw Jezioro Bryńskie Północne, a potem Jezioro Bryńskie Południowe. Ogólnie z tej drogi przebiegającej z północy na południe możemy skręcić w każdą drogę w prawo w kierunku zachodnim i zawsze jakoś dojdziemy do celu naszej wycieczki. Ja wybrałem trzecią z kolei szutrową drogę. W tym ogólnie ścieżki są ułożone w kratkę, podobnie jak w miastach amerykańskich, co znacznie ułatwia orientację, dlatego trudno się zgubić, wystarczy liczyć drogi 😀

Idziemy prosto, dalej prosto, a następnie… prosto, w końcowej fazie droga zmienia się w pokręconą i zygzakiem dochodzimy do rezerwatu Szumny Zdrój. Warto tam zajść, gdyż znajduje się jak sama nazwa wskazuje zdrój, wąwóz jak i stanowisko z czosnkiem niedźwiedzim. My jednak wychodzimy z lasu, mijamy zabudowania, tartak i dochodzimy do wsi Karw. Idziemy prosto na skrzyżowaniu (znowu ten asfalt, tfu). Po dwóch kilometrach dochodzimy do centrum Górzna.

Razem trasa liczy 49 km.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Jedna odpowiedź na “10. Linią 208 do Górzna

Dodaj komentarz