Kolejna trasa prowadzi z Lipnicy w powiecie wąbrzeskim do Brodnicy. Dojazd z naszego miasta jest bardzo prosty, wystarczy wsiąść do autobusu PKS, a ściślej mówiąc nie ma już PKS-ów, więc do autobusu K-PTS-u (Kujawsko-Pomorskiego Przedsiębiorstwa Samochodowego) do Torunia albo Bydgoszczy; jeździ ich bardzo dużo, zarówno w tygodniu jak i w weekendy. Przystanek w Lipnicy znajduje się zaraz za rondem, gdzie krzyżuje się droga krajowa nr 15 z drogą wojewódzką nr 534. Z przystanku warto pójść kilka kroków dalej w kierunku Torunia i skręcić w lewo obok kościoła pw. Świętego Michała Archanioła. Przy kościele skręcamy ponownie w lewo i dochodzimy do już wspomnianej już drogi wojewódzkiej.



Idziemy nią chwilę, po czym skręcamy w lewo w pierwszą ścieżkę. Początkowo wędrujemy wśród pól, potem wchodzimy do lasu. W pierwszej fazie na wszystkich skrzyżowaniach idziemy prosto, potem mijamy dawną linię kolejową 209 (deja vu). Niedaleko znajduje się też osada o wdzięcznej nazwie Przeszkoda. Po minięciu starotorza idziemy dalej lasem i dochodzimy do asfaltowej drogi, gdzie skręcamy w lewo. Tam mijamy jaz wodny oraz kolejno osady: Zawada, Gryta, Kalita i Mokrylas. Oczywiście nie mamy tabliczek z tymi nazwami. W tym miejscu ważna uwaga – ten Mokrylas piszemy łącznie.




Dalej idziemy asfaltem, mijamy kilka zakrętów, po czym przed kolejnym skrzyżowaniem mijamy szkółkę leśną (Tu ciekawostka, czy raczej zagadka, mianowicie to już czwarta szkółka opisana na łamach tego bloga. Czy ktoś jest w stanie wymienić wszystkie? 😀 ) Wspomniane już wcześniej skrzyżowanie, to droga do Golubia Dobrzynia, obok znajduje się również przystanek PKS. Po minięciu asfaltu widzimy przed sobą trzy drogi, wybieramy pierwszą po lewej stronie, która odchodzi od drogi pod kątem ostrym. Idziemy około pół kilometra prosto, następnie skręcamy w drugą ścieżkę w prawo.





Dalej maszerujemy około kilometra i mamy kolejną drogę asfaltową ze skrzyżowaniem oraz wieś Mokry Las (tym razem pisane rozłącznie). My jednak idziemy dalej prosto i po kilkunastu minutach droga skręca a lewo, gdyż na wprost znajduje się Drwęca. Dalej ścieżka prowadzi wzdłuż rzeki. Nie jest ona widoczna bezpośrednio z drogi, jednak warto w jednym miejscu trochę zboczyć z trasy i zatrzymać się na malowniczym zakolu. W tej okolicy rzeka płynie w dosyć stromym wąwozie, co dodatkowo uatrakcyjnia widoki. Idąc dalej lasem po około 2 kilometrach dochodzimy do kolejnego skrzyżowania, po czym las zmienia się w polanę z kilkoma domkami. To zabudowania osady Hamer. Niestety nie wiem skąd pochodzi nazwa osady, ale jeśli ktoś zna języki, to wie, że „Hammer” po angielsku oznacza młotek. Do rodzajów broni białej jeszcze wrócimy podczas tej wycieczki 😀






Na terenie osady znajdują się stawy hodowlane, my idziemy drogą, która prowadzi między nimi. Mniej więcej w połowie mamy odnogę w prawo, w którą skręcamy. Idziemy między domami, po ostatnim natrafiamy na ciekawą przeszkodę. Mianowicie jest to rzeczka, która przebiega przez środek drogi. Na mapie rzeczka nie występuje, a w terenie jest. Co ciekawe wygląda ona jakby wypływała z jednego gospodarstwa, gdzie również występują wspomniane wcześniej zbiorniki wodne. Nie wiem czy ten strumyk to tylko sezonowy epizod spowodowany wysokim stanem wody, czy stałe zjawisko. W każdym razie mamy dwa wyjścia, żeby przejść na drugi brzeg. Jeśli woda jest ciepła, to można zdjąć buty, skarpety i przejść wpław. Jednak kiedy ja przechodziłem, to temperatura pozostawiała wiele do życzenia, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko przeskoczyć na drugi brzeg.







Po minięciu przeszkody idziemy dalej lasem około kilometra i znowu mamy polanę, czy raczej porębę. W prawo mamy ścieżkę do zabudowań osady Józefat, a my idziemy w lewo wzdłuż pola, po czym po raz kolejny dochodzimy do głównej drogi. Jest ona szutrowa, jednak w niektórych miejscach jest szersza niż niejedna polska dwupasmówka. Po około kilometrze wspomniana trasa skręca w lewo w kierunku wsi Cieszyny, a my idziemy dalej prosto mniej więcej dwa tysiące metrów leśnym duktem w kierunku północno-wschodnim. Wreszcie dochodzimy do mostu na Drwęcy na trasie Radziki – Pusta Dąbrówka, gdzie spotykamy się z żółtym szlakiem.






Do tej pory trasa była dosyć skomplikowana, więc załączam mapkę. Dalszy ciąg będzie bardzo prosty. 😀 Przechodzimy przez rzekę, po lewej stronie mijamy stanicę kajakową. Asfaltowa droga prowadzi dalej w lewo, po drodze trzeba uważać, gdyż panuje tu wzmożony ruch spowodowany obecnością żwirowni. Także z tego powodu mamy tu kilka wyrobisk i innych dziwnych zbiorników wodnych bez nazwy. Przy siedzibie firmy skręcamy w ścieżkę w lewo, po prawej stroni mijamy potężne maszyny służące do wydobywania surowca. Idziemy wzdłuż jeziora przez brzozowy las, aż dochodzimy do końca zbiornika. W tym miejscu droga skręca w prawo do osady o wdzięcznej nazwie Lamkowizna.










Idziemy dalej w większości przez las, co jakiś czas mijamy małe polanki i zabudowania. Znajdują się tam także drogowskazy z adresami wsi Łapinóż-Rumunki. I tu po raz kolejny mamy wieś z bronią w nazwie. Przypuszczam, że jest to spowodowane uwarunkowaniami historycznymi, gdyż niedaleko przebiegała granica między zaborem pruskim i rosyjskim, więc prawdopodobnie miały tu miejsce działania partyzanckie. A człon „Rumunki” świadczy pewnie o mieszkających tu kiedyś Cyganach, czy raczej mówiąc poprawie Romach, ale to tylko moje przypuszczenia. (Warto wspomnieć, że Romowie to nie Rumuni, ale dla prostego człowieka to jedno i to samo).



Idziemy dalej prosto przez las, na kolejnej polanie mamy wspomnianą już historyczną granicę zaborów, która prowadziła rzeką Rypienicą. Idąc w stronę Brodnicy opuszczamy „Antków” i wchodzimy do „Krzyżaków”, a idąc na południe dokładnie odwrotnie. Tu również mamy pełno stawów, jednak na mapie jest tylko jeden. Ponownie jest to spowodowane wysokim stanem wód w okolicy i są to zapewne wylewy. Droga szutrowa zamienia się w asfaltową, prowadzi przez kilka zakrętów i dochodzimy do osady Kominy. Po lewej stronie mamy hodowlę koni, a dalej pole golfowe. Wprawne oko dostrzeże również za polem rzekę Drwęcę.





Idziemy dalej utwardzoną drogą, po prawej stronie mamy tabliczki ostrzegające o terenie wojskowym i kolejny staw. Dla Brodniczan jest on znany jako jeziorko na Wapnach. Następnie po raz kolejny wchodzimy do lasu, tutaj mamy ledwo widoczne pozostałości po wąskotorowej linii kolejowej prowadzącej do cukrowni w Ostrowitem koło Rypina. Warto zboczyć trochę z trasy i podejść do nieczynnego mostu na Drwęcy. Trasa jest trochę zarośnięta, jednak warto się wysilić. Po powrocie na główną drogę, po lewej stronie mamy wysypisko śmieci oraz schronisko dla bezdomnych zwierząt. Tu droga oficjalnie już nazywa się Ustronie. Za składowiskiem odpadów mamy oczyszczalnię ścieków, a po prawej stronie strefę przemysłową, która cały czas się rozwija. Te tereny nazywane są przez starych mieszkańców naszego miasta Świniokątami. W dalszej części trasy mijamy obwodnicę, my idziemy jednak dalej prosto. Po lewej stronie mamy parę zakładów przemysłowych jak i kilka zejść nad Drwęcę. Pod koniec ulicy, czy raczej na jej początku po lewej stronie mamy Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Wreszcie droga skręca w prawo, a po lewej stronie mijamy zakłady produkujące żelatynę. Zapachy w tym miejscu nie zachęcają, więc szybko idziemy dalej i dochodzimy do ulicy Podgórnej. Stąd już prosta droga do centrum miasta.



Cała trasa liczy 38 km.
Jedna odpowiedź na “8. Z Lipnicy do Brodnicy”