Budzimy się z letargu zimowego. Za oknem pięknie i ciepło, więc trzeba rozruszać zdrętwiałe kości. Na początek proponuję krótką rozbiegówkę (około 20 km). Wyruszamy z Brodnicy i w początkowej fazie maszerujemy szlakiem czerwonym, tak jak podczas wycieczki do Jabłonowa. Mijamy jezioro Niskie Brodno, następnie przechodzimy prze tory i dochodzimy do miejsca, gdzie w prawą stronę mamy zamknięty wiadukt nad zaoranym torem linii 209. Droga asfaltowa idzie dalej prosto, a my skręcamy w lewo i idziemy szlakiem tej nieistniejącej już linii, tak zwanym starotorzem. Proponuję zaopatrzyć się w kalosze, czy inne wodoszczelne buty, gdyż cały pierwszy odcinek pokryty jest długimi kałużami.




Na początku po obu stronach mijamy pagórkowate pola, jednak po około pół kilometra, krajobraz po lewej zmienia się w las. Ogólnie idąc starotorzem nie sposób się zgubić, jednak nie warto ufać mapom internetowym, bo na wielu jeszcze jest tor. Linia została zaorana, a mówiąc po kolejowemu uległa fizycznej likwidacji w czerwcu 2017 roku na odcinku Brodnica – Kowalewo Pomorskie, więc widać, że aplikacje nie są aktualizowane. O mapach papierowych nie wspominam, gdyż większość została wydana przed rokiem 2015. Idziemy śladem dawnego toru na początku w rowie, potem na nasypie. Po obu stronach można zauważyć podtopienia, jednak przypuszczam, że jest to spowodowane wysokim stanem wody o tej porze roku i zapewne jest to chwilowe zjawisko. Po około 2 kilometrach mijamy przejazd kolejowy z ulicą Siewną, którą kiedyś szliśmy przez Drużyny i Kruszynki do Lisa Młynu.



Po następnych dwóch kilometrach po prawej stronie pojawiają się zabudowania. Są to budynki dawnej stacji kolejowej Drużyny, która była pierwszym przystankiem na tej linii. Co ciekawe sama wieś o tej nazwie znajduje się troszkę dalej na północ, a stacja leży na terenie wsi Bartniki. Zaraz potem mijamy dawny przejazd kolejowy z drogą wojewódzką nr 543 (gwarantuję Wam, że jak będziecie wędrowali starotorzem przez drogę, to kierowcy będą dziwnie na Was patrzeć 😀 ). Po minięciu drogi idziemy jeszcze około kilometra dawnym torem aż do skrzyżowania z czterema ścieżkami.


Ogólnie można w tym miejscu dalej iść prosto do Niewierza, jednak warto zboczyć i zobaczyć kilka atrakcji. Więc idziemy drogą asfaltową i po kilkuset metrach dochodzimy do skrzyżowania, gdzie skręcamy w prawo. Następnie na drugim skrzyżowaniu skręcamy w polną ścieżkę w lewo. W tym miejscu mapa znowu oszukuje, gdyż na niej ścieżka prowadzi koło gospodarstwa aż do następnej idącej w poprzek drogi, a w terenie dochodzi tylko do domu, a dalszy ciąg trzeba przejść miedzą między polami uprawnymi, sto metrów przed dojściem do wspomnianej już trasy, znowu pojawia, jednak jest ona bardzo niewyraźna.



Po dojściu do skrzyżowania, po prawej stronie naszym oczom ukazuje się jezioro Chojno. Na początku mijamy domki letniskowe, następnie parking z zejściem na plażę. Na końcu parkingu mamy jeden z punktów naszej wycieczki, mianowicie wieżę widokową, z której roztacza się piękny widok na jezioro i okoliczne tereny.




Po zejściu na dół idziemy dalej asfaltową drogą, mijamy skrzyżowanie z jedną drogą i skręcamy w następną w prawo. Po około dwustu metrach po prawej stronie mijamy teren po dawnym cmentarzu ewangelickim. Do dziś zachowało się kilka grobów.






Idąc dalej dochodzimy do skrzyżowania, na którym skręcamy w lewo. Obok skrzyżowania po prawej stronie mamy też małe jeziorko bez nazwy. Idziemy dalej asfaltem, gdzie znowu mijamy starotorze znanej nam już linii. Po prawej stronie mamy pozostałości dawnego peronu stacji, a raczej przystanku kolejowego Niewierz. Po około 1,5 km po prawej stronie mamy jezioro o tej samej nazwie jak i właściwą wieś. Idziemy przez skrzyżowania z drogą krajową nr 15, obok mamy też sklep spożywczy, gdzie możemy uzupełnić zapasy.




Po kilku minutach mamy kolejne małe okrągłe jeziorko o wakacyjnie kojarzącej się nazwie Mielno, oraz rozstaje dróg. Tam możemy iść prosto asfaltową drogą bezpośrednio do Mszana, albo skręcić w prawo do lasu szutrową ścieżką, którą dojdziemy do leśnego skrzyżowania ze znanym nam już żółtym szlakiem jak i Drogą Świętego Jakuba. Jeśli komuś się spieszy, to proponuję wybrać wariant asfaltowy, ale warto iść dookoła przez las.


Przechodzimy przez wieś obok kościoła, następnie żółty szlak prowadzi prosto, a my skręcamy w lewo w drogę na Szabdę. Wędrujemy około dwóch kilometrów asfaltową ścieżką, po czym skręcamy w prawo zgodnie z drogowskazami na Belfort. Jest to jedna ze wsi o tej nazwie, druga znajduje się w okolicy Świerczyn. Po minięciu zabudowań droga zaczyna stromo opadać i ukazuje nam się panorama Brodnicy.




Na dole mamy znowu kilka domków i ponownie dochodzimy do skrzyżowania z żółtym szlakiem, następnie do Alei Józefa Piłsudskiego, która stanowi obwodnicę naszego miasta, którą dochodzimy do centrum.

No, no. Gratuluję rozbiegówki. Uważam, że 20 km to rozbiegówka na rower, na początku sezonu. A tu proszę! Na podeszwach. No, no.
PolubieniePolubienie
Ja głównie na podeszwach, a tak przeważnie robię 40-50 km 😀
PolubieniePolubienie