Pewnie wszyscy zastanawiają się co to jest to NML. Ci, którzy mieszkają w Brodnicy lub w okolicach, zapewne wiedzą o co chodzi. A dla innych czytelników, już objaśniam zagadnienie. Otóż NML jest to skrócona nazwa Nowego Miasta Lubawskiego. Jest to miasto powiatowe położone w województwie warmińsko-mazurskim. Jadąc z Brodnicy w kierunku Olsztyna drogą krajową nr 15, jest to pierwsza większe miasto, które mijamy (po drodze jest jeszcze Kurzętnik, który kiedyś też był miastem, jednak utracił swoje prawa w 1905 roku). Do NML można dostać się autobusem, jednak tu również lepiej wybrać się w tygodniu, bo w weekendy pierwszy autobus jedzie dopiero o 13. Zaś w dni robocze mamy rano do wyboru aż 2 trasy – jedna krótsza wspomnianą już krajową piętnastką, oraz druga dłuższa przez Zbiczno, Partęczyny i Tereszewo.


Niezależnie którą trasę wybierzemy, można wysiąść zaraz za mostem na Drwęcy przy Wieży Brodnickiej, albo dalej przy dworcu PKS, gdzie kiedyś obok mieścił się również dworzec PKP. Jednak obecnie linia 209 jest zamieniona na ścieżkę rowerową, o czym była mowa przy okazji wycieczki do Brzozia. W Nowym Mieście warto odwiedzić starówkę z kwadratowym rynkiem, niedaleko którego stoi kościół Św. Tomasza. Można także przejść się nad brzegiem Drwęcy, która w tym miejscu jest znacznie węższa, niż na przykład w Brodnicy. Idąc z rynku w kierunku Brodnicy obok wspomnianej już Wieży warto do niej zajść, gdyż mieści się tam lokalne Muzeum Ziemi Lubawskiej.



Po przejściu przez wspomniany już most na Drwęcy idziemy dalej około półtora kilometra ulicą Jagiellońską w kierunku południowym. Następnie skręcamy w lewo w ulicę Lidzbarską. Przez kolejny kilometr mamy jeszcze chodnik i ścieżkę rowerową, gdyż droga prowadzi do niedawno pobudowanej obwodnicy Nowego Miasta. Gdy miniemy skrzyżowanie w postaci ronda, pozostaje nam tylko pobocze. Wędrujemy dalej, po prawej stronie mamy osadę Kacze Bagno oraz ośrodek agroturystyczny o tej samej nazwie.

Dalej droga prowadzi pod górkę aż do wsi Gwiździny. Dla lubiących głośne rytmy umcia – umcia znajduje się tam słynna imprezownia/mordownia Ibiza. My jednak przed tym fascynującym miejscem na mapie imprezowej Polski skręcamy w lewo za boiskiem sportowym klubu piłkarskiego KS Wicher Gwiździny i dochodzimy do Skweru Ofiar Katyńskich, na którym skręcamy w prawo w ulicę Wiejską. Po lewej stronie mamy biały kościół pw. Św. Jana Bosko.

My jednak idziemy dalej prosto, aż do końca asfaltu (proszę się nie zrażać i iść prosto, gdyż dalsza droga jest zarośnięta i wygląda dosyć nieciekawie 😀 Po chwili droga zaczyna schodzić w dół i dochodzimy do normalnej szutrowej drogi, gdzie skręcamy w lewo by po jakimś kilometrze dojść do wsi Mroczenko.


Po minięciu zabudowań mamy tabliczkę informującą nas, że wchodzimy na teren Welskiego Parku Krajobrazowego. Po około kilometrze widzimy przed nami most na Bałwance, która zaraz potem wpada do rzeki Wel.

My jednak przed przeprawą skręcamy w prawo w polną dróżkę. Teraz mamy piękny fragment trasy, po lewej stronie idziemy wzdłuż rzeki, a przed nią rozciągają się trawiaste pola.


Wędrujemy taką drogą jeszcze kilka kilometrów, wreszcie skręca w prawo lekko pod górkę. Tam przechodzimy obok gospodarstwa, przed którym skręcamy w lewo. Dalszy odcinek trasy prowadzi również wzdłuż rzeki, jednak tym razem w troszkę większej odległości.


Towarzyszą nam malownicze pagórki. W końcu dochodzimy do asfaltowej drogi i skręcamy w nią w lewo przez most. Tam mijamy znak wsi Trzcin. Zaraz za mostem skręcamy w prawo. Droga wygląda tak jakby szła do prywatnego gospodarstwa, ale proszę się tym nie zrażać, przechodzimy przez bramę i wchodzimy na polną ścieżkę, która ponownie prowadzi pod górkę do lasu.






W tym miejscu mamy również po prawej stronie widok na rzekę wraz ze spiętrzeniem, za nim mamy coś w rodzaju małego zbiornika retencyjnego. Jednak my idziemy wspomnianą wyżej ścieżką w stronę lasu. Cały czas po prawej stronie mamy widok na dolinę rzeki Wel. Po jakimś czasie dochodzi do nas szersza droga i po prawej stronie widzimy tablicę informacyjną, która informuje nas o rezerwacie przyrody Piekiełko. Chroni on odcinek przełomowy rzeki Wel, która w tym miejscu przypomina górski potok.




Dalej ścieżka trochę odbija od rzeki, jednak po kilometrze z powrotem się zbliża. Wreszcie dochodzimy do wsi Chełsty, gdzie dołącza do nas szosa z czerwonym szlakiem. Skręcamy w nią w prawo, droga robi zawijas w kształcie litery „U” i prowadzi dalej wzdłuż rzeki.





W centrum wsi szosa idzie prosto i przechodzi przez most, a my razem ze szlakiem skręcamy w lewo. Zaraz za mostem mijamy tabliczkę informacyjną o szlaku kajakowym wraz z miejscem postojowym. Idziemy dalej około 4 km razem ze szlakiem czerwonym w kierunku południowym i dochodzimy do kolejnej wsi o nazwie Kurojady.




Tam po prawej stronie mamy domki turystyczne, dalej dochodzimy do kolejnego mostu na rzece Wel, gdzie po lewej stronie mijamy młyn wodny. Przechodzimy tym mostem, za nim szlak skręca w lewo w zarośniętą krzakami ścieżkę. Po jakichś dwóch kilometrach z lewej strony dochodzi ścieżka i jakiś czas idziemy wzdłuż słupów linii wysokiego napięcia przez las.




Po kolejnych kilku kilometrach las się kończy i po lewej stronie mijamy zabudowania mleczarni. To oznacza, że wchodzimy na teren Lidzbarka Welskiego (nie mylić z Lidzbarkiem Warmińskim). Po minięciu mleczarni podchodzimy pod górkę i przecinamy drogę wojewódzką 544 w kierunku Brodnicy. Za skrzyżowaniem ponownie schodzimy w dół i po raz kolejny przechodzimy przez most nad rzeką Wel. Idziemy przez centrum miasta, jednak nie osiągamy centralnego placu, mijamy jedynie ulicę Słomiany Rynek, po czym skręcamy wraz ze szlakiem w prawo w ulicę Sądową. Oczywiście można skręcić ze szlaku iść na przystanek PKS żeby zakończyć wycieczkę. Ja jednak miałem jeszcze 3 godziny do autobusu, więc postanowiłem iść dalej, żeby nie czekać 😀 Więc wspomnianą ulicą Sądową idziemy chwilę prosto, po lewej stronie mijamy budynek sądu i wreszcie po prawej mamy zejście po schodach w kierunku zbiornika wodnego. Jest to jezioro Lidzbarskie.


Idziemy wzdłuż niego czymś w rodzaju bulwaru/promenady, po drodze mijamy kilka knajpek oraz plażę miejską. Po jakimś czasie nasza trasa oddala się troszkę od jeziora i podchodzimy pod górkę w stronę lasu. Dalej mijamy po ośrodki wypoczynkowe Danusia i Danusia 2.



Wreszcie jezioro się kończy, szlak skręca w lewo i krótki jego odcinek prowadzi po bezdrożach, jednak zaraz dochodzimy do szerokiej asfaltowej szosy. Idziemy dalej asfaltem, po chwili mijamy zarośnięte torowisko linii 208. Za torami szlak skręca w lewo, a my idziemy w prawo kostkowaną drogą wzdłuż toru. Po 2 kilometrach wchodzimy do wsi Klonowo, przechodzimy przez nią i na jej końcu po lewej stronie mamy tartak, a po prawej stację kolejową Klonowo koło Lidzbarka. Oczywiście wszystko tam jest zarośnięte i opuszczone 😦






Od stacji idziemy drogą przez tory, dalej po lewej stronie mijamy szkółkę leśną, w końcu znowu dochodzimy do drogi 544, a konkretnie do wsi Piaseczno, gdzie znajduje się jezioro z bardzo czystą wodą oraz pole namiotowe. W tym miejscu łapiemy autobus, jednak trzeba uważać, bo nie ma tam przystanku 😀 Najlepiej zatrzymać się na skrzyżowaniu i tam łapać.



ośrodek agroturystyczny o nazwie Kacze Bagno – mało zachęcająca ta nazwa 😀. Pod Warszawą była miejscowość Kaczy Dół. Niecałe 100 lat temu zaczęto promować tę okolice m.in. jako miejsce na letnie wyjazdy z Warszawy. I nazwę miejscowości zmieniono na Międzylesie….
PolubieniePolubienie
No Warszawa to wiadomo, ale tutaj na prowincji ludzie mają wywalone w takie rzeczy 😀
PolubieniePolubienie