Rozdział I – Laskowice – Smętowo – Morzeszczyn

Jak już zdążyliście zauważyć, moje wycieczki są bardzo przewrotne. Dlatego przygodę z magistralą zacząłem od środka, to znaczy od Laskowic Pomorskich. Dlaczego akurat tam? Odpowiedź jest prosta. Z Brodnicy jest najlepszy i najszybszy dojazd 😀 Arrivką z przesiadką w Grudziądzu, aczkolwiek w obecnym rozkładzie chyba nawet dwa pociągi są bezpośrednie. Laskowice są węzłem kolejowym leżącym na skrzyżowaniu trzech linii kolejowych. Pierwszą i najważniejszą z perspektywy ruchu jest nasza „Węglówka”, czyli linia 131. Drugą (ale pierwszą z mojej osobistej perspektywy) jest linia 208 z Działdowa przez między innymi Brodnicę i właśnie Laskowice do Chojnic. Trzecią i w tym przypadku zarówno z perspektywy ruchu jak i mojej, trzeciorzędną jest linia 215 z Laskowic przez Czersk do Bąka.

Ale oczywiście z tej „jedno, dwu i trzy-rzędności” wynika fakt, że im bardziej linia jest zapuszczona, tym bardziej można w jej okolicy się wyciszyć i ładniejsze widoczki tam spotkać. Tak więc nie ma co marginalizować i wsadzać wszystkiego do jednego worka.

Zatem wysiadamy w Laskowicach i kierujemy się tunelem na pierwszy peron. Możemy przejść przez poczekalnię (kilka lat temu wymieniono tam drzwi, jednoczenie likwidując kasy biletowe, zachowując przy tym jednak darmową ubikację, więc można skorzystać). Możemy również, co i ja uczyniłem po wyjściu z tunelu, zawrócić peronem pierwszym w kierunku wjazdu od Brodnicy wzdłuż budynków stacyjnych, przejść obok nastawni i dotrzeć do wieży ciśnień. Zawsze troszkę mniej asfaltu 😀 Za wieżą droga zaczyna lekko spadać, by po chwili dotrzeć do wiaduktu pod torami. Zatem idziemy tamtędy, zaraz po drugiej stronie toru skręcamy w lewo dalej wędrując wzdłuż torowiska w kierunku północno-wschodnim. Po prawej stronie zaczynają się mokradła i zarośla, a później pojawia się Jezioro Laskowickie. Przez jego środek groblą przebiegają tory, dzielą one zbiornik na dwie części. Północna nosi z kolei nazwę Zamkowe. Na końcu grobli kolejny raz przechodzimy pod torami (uwaga, bo pod wiaduktem może stać woda). Następnie dalej wędrujemy wzdłuż szyn, ale tylko przez kilkaset metrów, bo później droga odbija w lewo na północ. Docieramy do wsi Lipienki, a wiadomo, że jak wieś to i asfalt… No trudno się mówi, zaciskamy zęby i maszerujemy dalej. Przechodzimy przez skrzyżowanie z drogą wojewódzką nr 272, na którym znajduje się również czerwona ceglana kapliczka. Obecna ulica nazywa się Na Wężowcu i prowadzi do osady o tej nazwie. Jak zawsze w przypadku takich odzwierzęcych nazw bywa, nie spotkałem tak żadnego węża. Po lewej stronie mamy kolejny akwen, to jest Jezioro Stelchno. Docieramy do Borców, gdzie przy kilku ośrodkach i domkach schodzimy z asfaltu i wchodzimy do lasu. Na szutrze skręcamy w pierwszą drogę w prawo na wschód. Za chwilę mijamy wspomnianą na początku „trzeciorzędną” linię nr 215. W tym miejscu wygląda nawet znośnie, w sensie szyny się świecą jak psu jajca, czyli jest to oznaka sporego ruchu. Wędrujemy dalej prosto na zachód, po czym skręcamy w drugą w lewo w lekko asfaltową drogę pod kątem 90 stopni (właściwie, to na początku jest kąt prosty, ale potem przeradza się we większy), którą to drogą docieramy do miejsca postojowego i do jeszcze bardziej asfaltowej trasy 😀

Owym asfaltem idziemy jeszcze chwilę, tym razem w kierunku północnym aż do osady Kotówka. Tam główna trasa idzie dalej prosto, a my skręcamy w prawo w pierwszą ścieżkę za zakrętem w lewo. Przechodzimy przez most nad rzeką o wdzięcznej nazwie „Krępa”, po czym droga obiera kierunek ku północnemu wschodowi. Mijamy po lewej stronie czerwoną tabliczkę „Obszar Natura 2000 Bory Tucholskie”. Po kilku (w sumie około 3) kilometrach docieramy do kolejnej osady, to jest Borowy Młyn. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się tu…. zabytkowy młyn. A jak młyn, to wiadomo, że woda. A jak woda, to rzeka Mątawa wraz z jazem. Na nieszczęście ten odcinek pokonujemy asfaltem, ale to tylko na chwilę, bo za niedługo wracamy na nasze ulubione miękkie podłoże. Wędrując dalej lekko w kierunku zachodnim przecinamy drogę wojewódzką nr 214. Dalej mamy las, a wokoło pełno drzew. W sumie to cały czas od kilku godzin tak jest 😀

Kolejną miejscowością na naszej trasie jest Zabijak. Nazwa troszkę brzmi złowieszczo, ale spokojnie. Znajduje się tu kilka ośrodków turystyczno-wypoczynkowych. Jest to związane z obecnością dwóch jezior: Radodzierz (nie mylić z Radogoszczem w Łodzi, gdzie wywożono Żydów z Getta do obozu w Dąbiu nad Nerem) oraz Łąkosz (tak, pisane przez „Sz”, w przeciwieństwie do podobnej nazwy Łąkorz przez „Rz” koło Brodnicy).

Właśnie, jeziora. Zapomniałem na wstępie zamienić się w Pana Profesora Kondrackiego (pozdro dla kumatych) i wspomnieć o podziale fizycznogeograficznym. Laskowice znajdują się na Wysoczyźnie Świeckiej, następnie przeszliśmy na Teren mezororegionu Bory Tucholskie, gdzie obecnie przebywamy. Niedługo przeniesiemy się do Pojezierza Starogardzkiego, ale o tym za chwilę.

Póki co jesteśmy między wspomnianymi wyżej zbiornikami wodnymi. Jak ktoś się zmęczył, albo po prostu ma kaprys odpocząć, to zapraszam i polecam. Ja jednak nie mam czasu na pierdoły, więc idę dalej. Przechodzimy przesmykiem, dalej wędrujemy na północ i skręcamy w jedną ze ścieżek w lewo. Wreszcie docieramy do zabudowań wsi Lisówko. Wchodzimy do województwa pomorskiego. Po prawej stronie mamy wieś Kamionka, znajduje się tam lądowisko dla helikopterów. Zapytacie skąd na środku pola takie coś? Już wyjaśniam zagadnienie. Zaraz za wsią przebiega Autostrada Bursztynowa. Zatem jest to miejsce lądowania w wypadku…. jakiegoś wypadku. Autostrada będzie nam jeszcze towarzyszyć przez jakiś czas. Przechodzimy asfaltem (ehhh….) na drugą jej stronę i przez rzeczoną Kamionkę, dalej przez Rudawki, Frącę docieramy do Kopytkowa. Przebiega tędy prostopadła do autostrady droga wojewódzka nr 231, w związku z czym powstał tu zjazd.

Tu warto troszkę cofnąć się w czasie (tak mniej więcej 30 lat). Przebiegała kiedyś tędy linia kolejowa nr 238. Już mieliśmy z nią kiedyś do czynienia w wyciecze ze Smętowa do Grudziądza (https://maronwedruje.com/2024/06/09/szlak-czarny-zielony-camino-ze-smetowa-dolina-wisly-przez-nowe-do-grudziadza/). W Kopytkowie był nawet przystanek kolejowy, ale dzisiaj nie ma po nim śladu, na tym odcinku linii przebiega wspomniana wyżej droga.

Wspomniałem wyżej o Smętowie. Zaraz się w nim znowu znajdziemy, tylko przejdziemy ścieżką rowerową i ulicą Starogardzką do wiaduktu pod linią 131 (nasz temat przewodni, czyli Magistrala Węglowa). Jeszcze przed torami spotykamy czarny szlak, który potem biegnie wzdłuż torowiska. Niedługo docieramy do stacji w Smętowie. Tu oczywiście możemy zrobić przystanek w celu kulturalnego Trainspottingu. Aczkolwiek w dalszej części będzie kilka lepszych miejscówek. Wycieczka jeszcze się nie kończy. Od dworca wędrujemy dalej na północ ulicą Sportową i Leśną nad kolejnym torem, tym razem jest to (znowu linia 238). We wspomnianej wycieczce do Grudziądza szliśmy wzdłuż jej innego fragmentu – mianowicie okolic Opalenia i Małej Karczmy.

Dalszych kilka, a właściwie kilkanaście kilometrów prowadzi generalnie na północ wzdłuż torów. W połowie drogi krzyżujemy się z zielonym szlakiem nad jeziorem Smarzewskim (nie mylić z reżyserem Smarzowskim). Później niestety jesteśmy zmuszeni posilić się asfaltem, to jest drogą wojewódzką nr 623, docierając do Majewa i dalej przez wieś Królów Las (która notabene ani nie leży w lesie, ani nie ma tam żadnych królów). W Majewie, w wersji dla zmęczonych możemy zakończyć wycieczkę wsiąść w pociąg, ale my idziemy dalej.

Dalej wędrujemy ulicą Ogrodową, mijamy (już dziś ostatni raz) „Węglówkę”, po czym zaraz za wiaduktem skręcamy w szutrówkę, którą docieramy ostatecznie do stacji w Morzeszczynie. Nazwa wsi też wiele sugeruje, zwłaszcza, że znajduje się tam fabryka produkująca wodę mineralną 😀 Przypadek? Nie sądzę.

Łącznie wyszło 50,4 km, a współczynnik asflatyzacji wyniósł 33,97 %. Czyli tak nawet sporo. Zarówno jedno jak i drugie.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Jedna odpowiedź na “Rozdział I – Laskowice – Smętowo – Morzeszczyn

Dodaj komentarz