Hala Miziowa – Pilsko i z powrotem

Kolejny dzień wyprawy rozpoczął się podobnie jak poprzedni o godzinie 6 rano. Nie było już słonecznie i bezchmurnie, jak to miało miejsce dnia poprzedniego, nie padało, za to na niebie pojawiły się małe obłoki. Ogólnie chcieliśmy jeszcze dzień wcześniej zaatakować ze schroniska szczyt Pilska, jednak stwierdziliśmy, że to bez sensu po tak długiej wyprawie jeszcze wspinać się. Zatem postanowiliśmy z samego rana zabrać tylko najpotrzebniejsze bambetle (nauczyłem się tego słowa dzięki tej wyprawie, są to bagaże i inne duperelki), a duże plecaki zostawić w schronisku. Doba hotelowa trwa do dziesiątej rano, więc śmiało można tak postąpić.

Za piętnaście siódma byliśmy gotowi i zwarci do podejścia. W tym miejscu warto wspomnieć, że na szczyt, to właściwie dwa szczyty, polski i słowacki. Ten pierwszy jest nieco niższy (1534 m) i nosi też nazwę Góra Pięciu Kopców. Znajduje się dokładnie na granicy. Drugi, wyższy szczyt (1557 m) leży około 500 metrów na południe w całości na terenie Słowacji. Warto więc zdobyć oba razem. Z naszego schroniska do góry prowadzi szlak czarny i żółty. Ten pierwszy polecam do wejścia, a drugi do zejścia. Nie mieliśmy pojęcia, że trzeba dokonać takiego wyboru, jednak okazał on się słuszny. Czarny jest dosyć szeroki i łagodny, natomiast żółty węższy i dosyć stromy z wystającymi korzeniami drzew. W początkowej fazie obie trasy idą razem, jednak po około dwustu metrach czerń idzie w prawo, a żółć w lewo. Widać to dokładnie na załączonej mapce.

Idąc czernią po kilkuset metrach docieramy do granicy, którą idziemy cały czas. Znajduje się tam też szczyt o wdzięcznej nazwie Kopiec (1401 m). Dochodzi tam też do nas niebieski szlak, który towarzyszył nam dzień wcześniej i który pozwala ominąć nasze schronisko prowadząc bezpośrednio na szczyt. Więc po zejściu szlaku skręcamy z dotychczasowego kierunku marszu (na południowy zachód) i teraz nasza wędrówka prowadzi na południowy wschód. Po kolejnych kilkuset metrach dochodzi wspomniany już wyżej szlak żółty. Ma to miejsce na wysokości 1483 m, znajduje się tu Hala Słowikowa (po raz kolejny nie wiem skąd ta nazwa, żadnego słowika nie spotkałem, chyba że to nie ta pora roku). Od tego momentu ramię w ramię 3 szalki idą razem aż do samej góry. Znaczy do polskiego szczytu. Tam żółty i czarny się kończą, niebieski skręca w lewo, z kolei zaczyna się słowacki szlak zielony, którym to będziemy dalej wędrować. Jednak jak już wspomniałem, jest to krótki odcinek i zaledwie 22 metry pod górkę.

Na polskim szczycie znajduje się tablica z napisem „Granica państwa”, niestety jest ona oklejona olbrzymią ilością naklejek i innych pierdół, co utrudnia odczytanie napisu. Na słowackim szczycie jest z kolei tradycyjna góra z kamieni, no i ołtarz i krzyż (Górale są bardzo religijni). Oczywiście jest tu też tablica z wysokością, nazwą szczytu oraz drogowskazami gdzie prowadzą dane szlaki.

Po pamiątkowej sesji zdjęciowej na szczycie zabraliśmy się za zejście. Jak już wyżej wspomniałem pod górę szliśmy czarnym szlakiem, zatem żeby nie iść dwa razy tą samą drogą, postanowiliśmy zejść żółtym. Powiem tak: jest on bardziej ekstremalny 😀

Po powrocie do schroniska zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w dalszą drogę

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz