Węgierska Górka – Hala Miziowa

Drugi dzień naszej wędrówki rozpoczęliśmy już o szóstej rano, gdyż mieliśmy pociąg o 6:50. Szybkie ogarnięcie, śniadanko, pakowanko i o wpół do siódmej byliśmy w drodze na dworzec, która jak już wspomniałem w poprzednim poście, zajmuje około 10 minut. Zatem po chwili byliśmy na miejscu. Przywitał tam nas piękny widok na jezioro Żywieckie, czego nie wiedzieć czemu nie zauważyliśmy poprzedniego dnia.

Podróż do miejsca docelowego, to jest do wsi Węgierska Górka zajęła nam około 20 minut. Przez miejscowość przebiega nasz główny cel, czyli Główny Szlak Beskidzki. Prowadzi on od Ustronia niedaleko Wisły aż do Wołosatego w Bieszczadach. Ma długość ponad 500 km i przebiega praktycznie przez wszystkie pasma górskie polskich Beskidów. Idąc od zachodu są to: Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski oraz Bieszczady (Tak, Gorce i Bieszczady też należą do Beskidów). Przejście całego szlaku zajmuje około 20 dni, coraz więcej osób decyduje się na ten wyczyn, zarówno w kilku etapach, jak i jednorazowo. Podobny szlak przebiega także przez Sudety, jednak jest on dużo krótszy. Obie trasy są oznaczone kolorem czerwonym.

My jednak z Węgierskiej Górki postanowiliśmy, za namową kolegi maszerować szlakiem koloru niebieskiego.

Zatem wychodzimy z dworca ulicą Kolejową do skrzyżowania z ulicą Zieloną, na którym skręcamy w lewo. Po chwili na rondzie również skręcamy w tym kierunku w ulicę Obrońców Węgierskiej Górki. Przechodzimy prze tory, dalej idziemy wzdłuż wiejskich zabudowań. Po prawej stronie mamy Pomnik Walki i Zwycięstwa Żołnierza Polskiego, a następnie dwa bunkry. Dalej szlak czerwony skręca w lewo, a my idziemy prosto (a właściwie w lewo, bo tak prowadzi główna droga). Idąc dalej wśród wiejskich chatek docieramy wreszcie do granicy wsi. Tam zaczyna się kolejna, to jest Żabnica. A konkretnie jej część Mała Żabnica, potem będzie także Duża. Ulica, którą teraz idziemy nosi nazwę Księdza Karola Śmiecha. W pewnym momencie po lewej stronie mamy charakterystyczny w górach drogowskaz z kolorami szlaków i czasami przejścia do wybranych obiektów, bądź szczytów. W górach odległości marszu nie podaje się w kilometrach, bo jak wiadomo innym tempem idzie się po płaskim terenie, innym pod górkę, a innym z górki. Opieramy się tutaj na godzinach i minutach. Na papierowych mapach mamy często podane czasy przejścia danego odcinka w dwie strony wraz ze strzałkami (wiadomo – jak pod górkę, to dłużej, a jak z górki, to krócej itd.) Ale wracając do drogowskazu, pojawia się tu szlak niebieski, którym mamy zamiar iść. Mówi nam (ten znak, nie szlak) że czerwonym szlakiem dojdziemy na Hali Rysianki, a niebieskim do Hali Boraczej. Ta druga opcja zajmie nam według znaków dwie godziny i czterdzieści pięć minut. (Tu uchylę rąbka tajemnicy, że my też będziemy szli przez Rysiankę, ale o tym później). Póki co wybieramy szlak w kolorze nieba. Przechodzimy dalej szosą nad rzeką Żabniczanką, by po kilkuset metrach skręcić w lewo obok kapliczki i zacząć właściwą wycieczkę (asfalt jak już nie raz wspominałem zawsze był moją najmniej ulubiona nawierzchnią do łażenia, jednak jak się przekonałem podczas tego wyjazdu, są gorsze rzeczy).

Więc za kapliczką mamy znaki, że szlak skręca raz gwałtownie (prawie o 180 stopni) w prawo, mija sklep spożywczy, po czym mamy zakręt w lewo, tym razem pod normalnym kątem 90 stopni. Tam też kończy się przygoda z asfaltem i zaczynają się schody (oczywiście jest to metafora, bo schodów to nie ma, tylko normalne podejście pod górkę). Pierwsze takie miejsce jest dosyć łagodne i wynosi około 250 metrów, co przy kolejnych wzniesieniach jest fraszką.

W tym miejscu warto wspomnieć o GOT (Górka Odznaka Turystyczna). Jest to odznaczenie dla turystów górskich, gdzie zbiera się pieczątki na szczytach oraz punkty, które to są przyznawane na podstawie długości podejścia/zejścia (wtedy oczywiście przelicznik jest mniejszy) oraz różnicy wysokości. Trzeba wobec tego nabyć specjalny zeszyt, gdzie wszystko jest odnotowywane. To tak w dużym skrócie, po szczegóły zapraszam jak zawsze w czeluści Internetów 😀

Kolejną dosyć interesującą rzeczą, jest Korona Gór Polskich, która jak nie trudno się domyślić, stanowi listę najwyższych szczytów ze wszystkich pasm górskich w Polsce. Tam również zbiera się pieczątki na osobną listę. Poza oczywistymi Sudetami i Karpatami mamy tu również Góry Świętokrzyskie, oraz, co ciekawe Wieżycę, Szeskie Wzgórza i Dylewską Górę, czyli coś całkiem niedaleko Brodnicy 😀

Ale wracając do naszego podejścia, za jego pokonanie dostajemy 5 punktów GOT. Ogólnie nie interesuje mnie zbytnio ta punktacja i nie zbieram rzeczonych pieczątek, ale z reporterskiego obowiązku, na koniec każdego dnia napiszę ile tych punktów zdobyłem. Na końcu podejścia znajduje się pierwszy szczyt na naszej trasie, to jest Borucz o wysokości 805 m.n.p.m.

Wędrujemy dalej, mamy kolejne podejście, tym razem do szczytu Prusów o wysokości 1010 metrów. Jednak sam punkt omijamy, gdyż nasz szlak przebiega obok, prowadzi też troszkę niżej, mniej więcej na wysokości 990 metrów. Po kolejnych kilku kilometrach mamy wreszcie zejście do przysiółka Milówki (nie mylić z wsią Milówka, w której mieszkają bracia Golec i która znajduje się około pięciu kilometrów na zachód). Zaraz za przysiółkiem z lewej strony dochodzi droga, która po chwili zamienia się w kamienistą, a jeszcze dalej z prawej dochodzi zielony szlak ze wspomnianej wyżej Milówki. Po chwili oczom naszym ukazuje się schronisko na Hali Boraczej, czyli nasz pierwszy punkt odpoczynkowy. Można tam zjeść, wypić, kupić magnes i takie sprawy. Obok znajduje się również mała polanka, na które można odbyć przejażdżkę na kucyku.

Od tego miejsca zmieniamy barwy, to znaczy będziemy dalej szli szlakiem zielonym. Błękit skręca w prawo do Rajczy, a my idziemy w lewo w kierunku kolejnego schroniska, tym razem na Hali Lipowskiej.

Z wyżej wymienionego punktu dosłownie rzut beretem (około kilometra i piętnaście minut marszu. Nie wiem czemu te dwa obiekty są w takiej odległości od siebie, może ktoś mnie oświeci) do następnego punktu noclegowego czyli do Rysianki (1254 m), o której mówiłem już na wstępie tego wpisu. Ponownie spotykamy się tam z czerwonym szlakiem, który będzie nam już towarzyszył prawie do końca wyprawy. Niedaleko Rysianki znajduje się również szczyt Romanka (1366 m) czyli takie męskie nazwy 😀

My jednak idziemy na wschód w kierunku granicy słowackiej, którą to będziemy wędrować przez ładne kilka kilometrów. Mogą tam być problemy z naszym polskim zasięgiem i zapewne będziemy na zmianę łączyć się ze słowacką i naszą siecią. Warto również wspomnieć, że odcinek graniczny prowadzi grzbietem pasma, a zarazem granicą działu wodnego, co widać, gdyż po drodze mamy kilka szczytów. Są to w kolejności: Trzy Kopce (1213 m), Marszałkowa (1219 m), Palenica (1340 m), Munczolik (inna nazwa Szczawinka), (1356 m), oraz Tanecznik (1325). Między Palenicą, a Munczolikiem znajduje się również Przełęcz Cudzichowa o wysokości 1255 m. Widzimy więc, że generalnie ku wschodowi panuje tendencja wzrostowa (z nielicznymi wyjątkami). Na większości szczytów stoi również drewniana tablica z nazwą i wysokością punktu dla orientacji. Daje to też możliwość zrobienia pamiątkowego zdjęcia.

Po minięciu Tanecznika wychodzimy z lasu i docieramy do Hali Cebulowej (nie wiem skąd ta nazwa, nigdzie nie natknąłem się na uprawę tego warzywa, ani nawet na jej zapach). Wreszcie idąc dalej przez halę docieramy do kolejnego punktu noclegowego, czyli do Schroniska na Hali Miziowej (tutaj akurat nazwa przywodzi na myśl coś innego :D). Budynek znajduje się na wysokości 1271 metrów nad poziomem morza). Są tu zarówno pokoje pojedyncze, jak i dwu-, trzy-, cztero- a nawet 21-osobowe (!). Taki salon integracyjny.

Podsumowując pierwszy dzień (a właściwie drugi poza domem, ale pierwszy na górskiej trasie), warto wspomnieć, że akurat była to niedziela, więc szlaki były przepełnione, nie wspominając już o schroniskach, gdzie ciężko było znaleźć miejsce do siedzenia. Wiązało się to zapewne też z faktem, że pogoda była bardzo ładna, około 27 stopni, więc trzeba było skorzystać póki nie przyjdzie jesień.

Powyżej mapka trasy z tego dnia (na pomarańczowo)

Długość trasy wyniosła 23,5 km, a jej pokonanie zajęło nam prawie 7 godzin. Według strony Mapa Turystyczna zdobyliśmy 36 punktów GOT.

Opublikowane przez Maron_wędruje

Pochodzę z Brodnicy w kujawsko-pomorskim, lubię piesze wycieczki po okolicy i nie tylko

Dodaj komentarz